SEN XXXIII

o-001a

Szedłem ledwie widoczną drogą w stronę dalekich gór, co jakiś czas przystając i sondując przestrzeń przede mną i za mną. Czułem, że coś się wydarzy, coś złego, potwornego spadnie na mnie, czułem, że wszystko nagle się skończy, ale szedłem dalej, nie szukając kryjówki. Nagle zauważyłem wielki, złoty monument pośród szczytów i przełęczy, z daleka przypominający monstrualny pocisk albo rakietę. Lśnił coraz wyraźniej i jakby przyciągał mnie do siebie, wysyłając milczące zaproszenie, ulotną energię, wyraźnie kierowaną w moją stronę. Byłem coraz bliżej i zauważyłem, że kształt ten pokryty jest jakimiś starożytnymi inskrypcjami, wyrazistymi hieroglifami i symbolicznymi znakami, ale sam czubek ma gładki jak szkło, połyskujący złociście niczym najcenniejsza biżuteria. U podnóża gór zauważyłem ścieżkę wiodącą ku pociskowi, ale zanim na nią wstąpiłem przystanąłem na chwilę i zlustrowałem przestrzeń dookoła. Jakieś sto metrów ode mnie pojawiła się procesja pogrzebowa, złożona z kobiet w pomarańczowych sari, w błękitnych jedwabiach i czarnych atłasach. Postacie w czerni niosły na swoich ramionach jakieś ciało, okryte białym całunem, a gdy doszły do zbocza góry, zaczęły w nią wnikać powoli, bezpowrotnie rozmywać się w sinych oparach, w różowych smugach i seledynowych dymach. Nagle jedna z kobiet, okryta pomarańczowym muślinem, stanęła i wpatrzyła się we mnie uważnie, jakby szukała w mej postaci jakiegoś potwierdzenia, jakby nagle odkryła tajemnicę z dawien dawna zakazaną. Powoli zsunęła okrycie i naga, piękna jak antyczna rzeźba zaczęła zbliżać się do mnie, sunąc lekko, nie dotykając skał i kamieni. Pochód pogrzebowy zniknął bezpowrotnie, a złoty pocisk nagle zmiękł jak mleczny cukierek i pochylił się ku nam rozlegle, wlewając swoje złoto do doliny. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i usłyszałem hinduską muzykę, a wszystko nagle zmieniło się w wielki pałac maharadży, przybrało kształt marmurowy, wszystko zalśniło w przepychu i bogactwie. Siedziałem na misternie rzeźbionym, złotym tronie i szła ku mnie ta sama kobieta, zalotnie poruszając biodrami, tańcząc jak najlepsza tancerka w haremie. Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem do ogromnego łoża, ale zanim położyłem się na nim dziewczyna krzyknęła boleśnie i zmieniła się w tygrysicę, a potem zaczęła na mnie straszliwie warczeć, obnażając białe kły. W jej oczach połyskiwała śmierć, a pazury przeszywały powietrze, zbliżając się wciąż ku mnie, niemal już mnie dotykając i raniąc. Spojrzałem przerażony ku drzwiom komnaty i zawołałem straż, wrzasnąłem na zwierzę i znowu stało się coś niebywałego. Pałac zniknął bez śladu, a ja czując, że jestem martwy, znalazłem się w białym całunie, niesiony w pochodzie pogrzebowym, gdzieś pośród wysokich gór i dzikich dolin. Kobiety rzuciły trupa do płytkiego dołu i zaczęły przysypywać go kamieniami, czerwoną gliną i grudami czarnej ziemi. Ale mnie już tam nie było, bo szedłem z powrotem ledwie widoczną drogą, mijałem karłowate akacje i suchorosty, dziwnie ukształtowane termitiery i leżące w pyle czaszki kudu, oryksów i impali, słoni i nosorożców.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: