SZCZEKAJĄCA SYMFONIA BEETHOVENA

jill-toyshiba

Billy Collins Foto Jill Toyshiba

William James „Billy” Collins urodził się na Manhattanie w 1941 roku, a wychowywał się w Queensie i miasteczku White Plains, położonym czterdzieści kilometrów od Nowego Jorku. Jego matka Katarzyna była pielęgniarką, która porzuciła pracę, by zajmować się utalentowanym synem. Stale cytowała jakieś wiersze, znane frazy liryczne i tym samym uwrażliwiała syna na słowa, podkreślała ich wagę i wieloznaczność. Może właśnie takie podejście do literatury spowodowało, że Collins podjął studia na Uniwersytecie Kalifornijskim, gdzie uzyskał tytuł magistra, a następnie napisał doktorat z literatury romantycznej. Potem przez trzydzieści lat był nauczycielem akademickim w różnych prestiżowych uczelniach, stale publikował nowe książki poetyckie, tworzył antologie, a w 2001 roku uzyskał tytuł U.S. Poet Laureate. Tych honorów było znacznie więcej i uznanie poety oraz akademika rosło z każdym rokiem, a obecnie – za „New York Timesem” – uważa się go za jednego z najpopularniejszych współczesnych poetów amerykańskich. Zaproszono go nawet do Senatu USA, gdzie na specjalnej sesji czytał wiersz pt. The Names, upamiętniający ofiary zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 roku.  Spośród wielu nagród warto wymienić  Mark Twain Prize (2005) za humor w poezji, liczne stypendia, w tym National Endowment for the Arts, the New York Foundation for the Arts i John Simon Guggenheim Foundation. Collins jest autorem licznych zbiorów wierszy: Pokerface (1977), Video Poems (1980), The Apple That Astonished Paris (1988), The Art of Drowning (1995), Picnic, Lightning (1998), Questions About Angels (1999), Taking Off Emily Dickinson’s Clothes (2000), Sailing Alone Around the Room: New and Selected Poems (2001–2002), Nine Horses (2002), The Trouble with Poetry (2005), She Was Just Seventeen (2006), Ballistics (2008), Horoscopes for the Dead (2011), Aimless Love (2013), Voyage (2014), The Rain in Portugal (2016). Na jego spotkania autorskie przyjeżdżają wielbiciele poezji z całej Ameryki i są to prawdziwe wiece liryczne, przerywane oklaskami i okrzykami zachwytu.

Humor Billy’ego Collinsa można wspaniale zobrazować wierszem pt. Inny powód dlaczego nie mam w domu broni, podejmującym temat właścicieli i ich psów. Jak powszechnie wiadomo ludzi dzielimy na „psiarzy” i na tych, którzy ich nie cierpią, są uczuleni na sierść, ślinę, zapach, a dodatkowo cenią sobie spokój, który zostaje zburzony, gdy pojawi się hałaśliwe, natrętne zwierzę w domu. Spośród niedogodności związanych z psem wymienia się częste wychodzenie z nim „za potrzebą”, a także głośne szczekanie, w najmniej spodziewanych momentach. To jest to szaleńcze dobieganie do drzwi, gdy zabrzmi dzwonek, głośne domaganie się pokarmu, albo przeraźliwe skomlenie, wycie, gdy pociechę trzeba na jakiś czas zamknąć w komórce lub łazience. We wskazanym wyżej wierszu poeta niedwuznacznie daje do zrozumienia, że nie może trzymać w domu broni, bo mógłby nie zdzierżyć agresji „psiarzy” i zastrzelić jakieś zwierzę. Nie ulega wątpliwości, że psy zakłócają spokój, a szczególnie kłopotliwe to może być dla poety, który z ciszy wyławia słowa i próbuje wsłuchać się w ich eternalne brzmienie. Wiersz Collinsa jest bardzo zabawny i łatwo możemy sobie wyobrazić twórcę przygotowującego się do pisania, wytrącanego z zamyśleń przez wściekłe szczekanie jakiegoś yorka, sznaucera czy doga. Pierwsza myśl poety biegnie wtedy do strzelby albo karabinu gładkolufowego i pojawia się w jego umyśle obraz psa trafianego kulami, uciszonego raz na zawsze. Sytuacja jest tutaj jednoznaczna: Pies sąsiadów nie przestaje szczekać/ Szczeka tak samo mocno, rytmicznie/ Za każdym razem gdy wychodzą z domu. Zwierzęta nie rozumieją jak bardzo przeszkadza to sąsiadom i potrafią całymi godziny szczekać, wyć zawodzić, co niejednokrotnie powoduje interwencję służb miejskich, policji, a w przypadkach drastycznych nawet straży pożarnej – historia odnotowała niestety także krwawe zdarzenia, kiedy to sąsiad doprowadzony do szewskiej pasji zastrzelił psa, przejechał go samochodem albo uprowadził i porzucił na jakimś pustkowiu. Okrucieństwo ludzi w stosunku do czworonogów bywa niewyobrażalne i stale pojawiają się w prasie, w telewizji i w Internecie relacje na ten temat. Poeta – choć nachodzą go mordercze myśli – może się zemścić tylko w wierszu, ale najpierw jakby przestrzega sąsiadów, wskazuje co mają zrobić, po czym z rezygnacją ustala, że pies nie daje za wygraną: Muszą go wyłączyć w jakiś sposób/ Pies sąsiadów nie przestaje szczekać. Tak, to morze wkurzać, to może zakłócać rytm pracy i przywodzić na myśl postępki tych udręczonych ludzi, którzy nie wytrzymali.

img_5475

Poeta postanawia jednak działać i jakoś zabezpieczyć się przed intruzem z sąsiedztwa, może z naprzeciwka, a może zza płotu, wszak w Ameryce najpopularniejsza jest zabudowa szeregowa. Niewiele tutaj można zrobić, ale przecież nie można nie reagować, postanawia zatem kontratakować: Zamykam wszystkie okna w domu/ I włączam symfonię Beethovena na cały regulator/ Ale przez muzykę wciąż przebija się jego głuche/ Szczekanie, szczekanie, szczekanie. Zawodzenie nie ustaje, a któraś z symfonii Beethovena, włączona na cały regulator nie zagłusza chrapliwych odgłosów psa sąsiadów. Może w domu poety zaczyna rozbrzmiewać majestatyczne Allegro con brio z V symfonii, heroiczna część siódmej, albo pełna patosu, chóralna ostatnia partia dziewiątej symfonii? Żaden jednak utwór wielkiego kompozytora, słynącego z „głośnych” dzieł, wielkich uderzeń w kotły i gry całej orkiestry naraz, nie jest w stanie zagłuszyć rytmicznego, nieustającego szczekania. Cóż robić?  Jedyną bronią może tutaj być ironia, komiczne upozowanie całej sytuacji, ukazanie psa na scenie w filharmonii, grającego z powagą na surrealnym instrumencie, który generuje szczekanie. Pies siedzi dumny pośród członków orkiestry i ma zapewne na sobie paradny frak wirtuoza, co może przywodzić na myśl postać pazia i demona Behemota, z Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa, przybierającego w niej kształt wielkiego kota. Tutaj Collins przydaje ludzkie cechy swojemu dręczycielowi – nie ma w domu strzelby, nie może zastrzelić intruza, zagłuszanie go symfonią też nic daje, trzeba zatem ośmieszyć psa i ukazać go w sytuacji absurdalnej. Muzycy muszą być bardzo uważni podczas wykonywania wielkich utworów i tutaj wróg poety też pokazany został z taką natężoną uwagą: Gdy płyta się kończy on wciąż ujada/ Siedzi w sekcji szczekających obojów/ Wpatrzony w dyrygenta, który daje/ Mu znak batutą. Jeszcze chwila i pomagając sobie przednimi łapami uniesie obój i wydobędzie z niego najpiękniejsze szczekanie, które Beethoven bez zwłoki włączyłby do swego dzieła, tak jak wprowadził do szóstej symfonii dalekie kukanie kukułki.

Koncert trwa, szczekanie nie ustaje, budząc powszechny aplauz:  Wtedy inni muzycy słuchają z podziwem/ Słynnej solówki szczekającego psa/ Niekończącej się kody genialnie/ Zastosowanej przez Beethovena. Tak oto złość zostaje przekuta w ironię, a poeta zyskuje dzięki szczekającemu psu nowy wiersz, skrzący się dowcipem i ukazujący coś, co stale ma miejsce w USA. Zresztą nie tylko tam, bo konflikty sąsiedzkie zdarzają się wszędzie, a zatargi na kanwie obecności i hałaśliwości zwierząt są bodaj najczęstsze. Poeta nie zastrzelił tego czworonoga, bo nie ma w domu broni, ale wcale nie wyklucza, że nie mogłoby dojść do takiej sytuacji. Jego życie pełne jest zadumy, długich zamyśleń ontologicznych i taka hałaśliwa, sąsiedzka „doraźność” musi mu bardzo przeszkadzać. Pisząc ten wiersz puszcza jednocześnie oko do czytelnika i skłania go do refleksji nad naturą ludzkich związków ze zwierzętami, często bardzo wynaturzonych. Chęć posiadania psa bywa przemożna, szczególnie podsycana przez dzieci i innych „psiarzy”, ale ludzie częstokroć kupują czworonogi zbyt pochopnie, nie mając czasu na opiekę nad nimi. Powszechne wtedy jest zamykanie psa w jakimś pomieszczeniu i zostawianie go na pastwę losu, a filmy z przypadkowo włączonej kamery pokazują co kundel, terier albo buldog potrafi wyczyniać pod nieobecność właścicieli. Szczekanie to dla zwierzaka najprostsza forma manifestowania niezadowolenia, ale w repertuarach mają one jeszcze ogryzanie mebli, ściąganie obrusów ze stołów, łącznie z wazonami pełnymi wody i kwiatów, dalej – zrzucanie telewizorów, odbiorników radiowych, wskakiwanie na szafy, tłuczenie szyb, o rozsiewaniu odchodów gdzie popadnie nie wspominając. Skrajną formą braku opieki nad psami jest pozostawianie ich w zamkniętych samochodach, gdzie też potrafią zniszczyć wystrój i delikatne urządzenia elektroniczne. Może zatem Billy’emu Collinsowi nie przydarzyła się najgorsza uciążliwość, tym bardziej, że potrafił przekuć ją w jakże dowcipny wiersz, pełen ironii i znakomicie się lokujący w amerykańskich realiach literackich, kulturowych i społecznych.

Korzystam tutaj z własnego przekładu wiersza Billy’ego Collinsa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: