LEKKOŚĆ I ZMIENNOŚĆ

3

Poezja Joanny Wrzesińskiej oparta jest na ulotnych paradoksach, nieustannie wyłuskiwanych ze zdarzeń i gestów, spotkań i przeżyć. To jest uważne studiowanie elementów świata, a zarazem ciągłe sondowanie samej siebie. To próba znalezienia w wierszu złotego środka, harmonii pośród niestabilnych cząstek przestrzeni – tutaj: płaski księżyc i białe światła, tutaj wszystko staje się nad-wyraziste i domaga się dopełnienia w słowie. Wrażliwość kobiet bywa zaskakująca i dopiero gdy zaczynają pisać wiersze, gdy dzielą się z czytelnikiem tym, co rozgrywa się w ich wnętrzach, zaczynamy rozumieć kim są i jakże wiele mają do przekazania. Zwykle ich świat kojarzymy z uczuciami, lekkością i zwiewnością, ale jest to przekonanie tyleż prawdziwe, co pobieżne, nie obejmujące fenomenu rozrastającego się wnętrza, kształtującej się przestrzeni intymnej, w której zawsze pojawiają się znaczące cząstki i wyznaczniki. Kobieta niesie swoją tajemnicę przez lata i często się zdarza, że nigdy jej nie uzewnętrznia, nigdy nie odważa się opowiedzieć o sobie i jej świecie. A przecież byłyby to relacje o głębiach i przepaściach, o kolejnych celach i zdobywanych szczytach – o walkach, jakie musi toczyć, by zapewnić byt sobie i rodzinie i żyć stale w euforii zdarzeń prostych albo daleko wykraczających poza codzienność, poza zwykłość: ciągną się niewidzialne pajęczyny/ przypinają kosmyki włosów do twarzy/ strącają barwy korali/ matowieją kształty/ systematycznie powielają/przestrzeń. Poezja daje szansę ukazania choćby części tego, co rozgrywa się w subtelnym kobiecym wnętrzu, co konstruuje je codziennie i co burzy w nim, zdawać by się mogło, trwałe fundamenty. Staje się też rodzajem dziennika lub pamiętnika,  który szybko zyskuje rangę powiernika trosk i radości, nieodzownego elementu życia i jego nieustającego dopełniania.

Ważną rolę w tych wierszach odgrywa natura i mit kalendarzowy – wpisanie ludzkiej egzystencji w doroczne zmiany pór roku, odradzanie się, dojrzewanie, a potem więdnięcie, zamieranie kwiatów i drzew, ziół i krzewów. Szukanie balansu, wyodrębnianie elementów świata, wiąże się tutaj z dopełnianiem kolejnych kręgów czasowych i odnajdywaniem harmonii: na lepkich pajęczynach traw/ snuje się słodycz/ sadów/ pasiek/ wina/ emanują/ nowe doznania. Doświadczanie świata zostało tutaj wpisane w bieg pór roku i podkreślone osobnymi działami zbioru, ale też znalazło swoje odbicie w tkance ulotnych liryków, lekkich jak puch dmuchawca, rozprzestrzeniających się jak jasne smugi pośród błękitnego nieba: chmura przegląda się/ w lustrze nieba/ na błękitno-różowym tle/ układa rozwiane myśli/ w modne fryzury. Spojrzenie poetki jest jasne, pełne miłości i zrozumienia, docierające do tajni przyrody, a subtelna empatia podąża ku sercom najbliższych jej osób. Pragnienie układania myśli i zdarzeń w logiczne ciągi znajduje swoje potwierdzenie w kolejnych wierszach, lekkich i zwiewnych, ale zadziwiająco konkretnych i trafnie analizujących doznania. Prawdziwa sztuka słowa polega na jego dozowaniu, przeciwstawia się gadulstwu, szuka syntezy i takiej konstrukcji wiersza, by pomieścił on treść opisową i naddaną, a przy tym nie zagubił niczego z symboliki chwili: wieczorna herbata/ kropla wiruje/ nie chce rozwiać się w chmurach/ i spocząć. Wrażliwość poetki nie znajduje odpoczynku, stale przesiewa istnienie przez sito delikatności i czułości, a potem znajduje słowa elementarne i tworzy z nich jedwabny kokon kolejnych dni i nocy.

Eschatologia została tutaj wpisana w naturalny bieg rzeczy, w zmienność dobową i roczną, w nieustanną metamorfozę, a jeśli zdarza się jakieś zawieszenie odwiecznych praw, to zyskuje ono wartość liryczną, staje się symbolem chwilowego i jakże kruchego istnienia: ostatni liść akacji/ szepcze/ że wiatr o nim zapomniał/ wilgoć przykleja się do rzęs/ jak łzy. Tak natura rozpościera swoje władanie na ludzki byt, tak staje się jego odbiciem i dopełnia jego immanentną treść. Wiosna, lato, jesień i zima nadchodzą, krzewią się w świadomości, a potem znikają bezpowrotnie – ludzkość nazywa to latami, choć mamy tutaj do czynienia z cyklem kosmicznym i biegiem naszej planety wokół słońca. Każda pora roku ma swoją symbolikę i każda ma swój urok, ale też może generować tony smutne, rodzić melancholię i przenosić myśli w obręb spraw ostatecznych. Wiosna wybucha soczystą zielenią, lato dojrzewa w żółcieniach i czerwieni, jesień to brązy i sienny, a zima to biel, okrywająca wszystko szczelną zasłoną, każąca czekać na znak lub gest, na chwilę, która rozpłomieni wszystko: biel pokryła obrazy/ z dala rozlewają się pleśnie/ noc zapaliła ciszę/ pachnie jak żywica/ wyczekiwana chwila wschodzi. Ale przecież pod okrywą, pod śnieżnym puchem rodzi się już nowe życie, zaczynają wznosić się ku światłu pierwsze kwiaty, przebiśniegi, fiołki i krąg roczny zaczyna się od nowa, a mit kalendarzowy znajduje swoje odzwierciedlenie w powszechnym wzrastaniu, rozkwitaniu, a potem w upadku w kruchość i nietrwałość. Poezja Joanny Wrzesińskiej niesie wyraźne przesłanie, jest pochwałą życia i przemijania, potwierdzaniem egzystencji i zgodą na odejście, ale też jest próbą uchwycenia ulotności świata, jego chwilowości i kruchości w  każdej sekundzie, minucie, godzinie, w każdym dziesięcioleciu i stuleciu. Warto czytać te wiersze, bo jest w nich autentyczność i subtelność, skromność osoby ludzkiej i piękno dziewiczej natury, elementarna siła słowa i metamorfoza świadomości. Słowem – liryka kobiety, która patrzy na świat szeroko otwartymi oczyma i wsłuchuje się w rytm natury, jakże doskonale rymujący się z rytmem jej serca i wyczuwalnym pod powłoką skóry pulsem krwi.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: