LUIDORY I PORTUGAŁY

b-001-horz

W przedmowie do Blasków i nędz życia kurtyzany Honoriusza Balzaka znalazłem znamienna ocenę Tadeusza Żeleńskiego-Boya, tłumacza powieści z cyklu Komedia ludzka: Balzak, jak już niejednokrotnie miałem sposobność wspomnieć, jest pisarzem bardzo nierównym. Mieści się w nim i genialny psycholog, i prawdziwy twórca realizmu (w dobrym znaczeniu słowa) w powieści i teatrze XIX wieku, i utajony romantyk – syn swojej epoki – lubujący się w gigantycznie wydętych koncepcjach; wreszcie i autor felietonowy – powieść w felietonie wówczas się narodziła – obniżający nieraz pod naporem finansowych konieczności wysokość lotu. Zależnie od doby życia, od warunków tworzenia oraz siły twórczego napięcia elementy te w różnym stosunku wchodzą w skład dzieł Balzaca, rozstrzygając o ich charakterze. Zaintrygowany tą opinią jednego z największych polskich znawców dzieł francuskiego pisarza, zamyśliłem się nad moimi związkami z nim, które – przyznać trzeba – były więcej niż ubogie. W pierwotnej, młodzieńczej biblioteczce, stała na półce piękna edycja Eugenii Grandet i kilka razy zasadzałem się, by tę książkę przeczytać, ale wydawała mi się zbyt literacka, zbyt minoderyjna, daleka od tomów, które wtedy „pochłaniałem” – tzn. opowieści przygodowych i podróżniczych, relacji z wielkich wypraw odkrywczych i awanturniczych eskapad w głąb dżungli, na pustynię albo w lodowate tajnie Syberii, Alaski, Arktyki i Antarktyki. Potem była licealna lektura Ojca Goriota, powieści – jak wtedy oceniałem – znakomitej, długo pozostającej w pamięci. Z tego okresu (1976) zachował się w moich tekach z rysunkami portret Balzaca, który narysowałem flamastrem podczas jednej z lekcji języka polskiego, a który tutaj reprodukuję. No i co? To już moja cała przygoda z Balzakiem, a od biedy można tutaj jeszcze dorzucić filmy prezentujące jego życie i dzieje miłości do Eweliny Hańskiej, polskiej szlachcianki, która najpierw zafascynowała się jego twórczością, a potem została kochanką i ostatecznie żoną. Po śmierci pisarza w 1850 roku, musiała uporządkować jego sprawy spadkowe, a szczególnie spłacić długi, które po sobie pozostawił. Choć dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne, przez nieco ponad trzydzieści lat swego świadomego i dojrzałego życia napisał grubo ponad sto powieści, wiele sztuk teatralnych, esejów i rozpraw, z czego tylko trzecia część została przetłumaczona na język polski.

 

Daniel Hernandez - Honoré de Balzac, Eugenia Grandet, rys. Daniel Hernandez, 1897

Daniel Hernandez –  Eugenia Grandet, rys. Daniel Hernandez, 1897

Przez lata nosiłem w sobie jakieś irracjonalne przekonanie, że Boy był bezkrytycznym apologetą Balzaka, więc opinia, znaleziona w przedmowie do Blasków i nędz życia kurtyzany kazała mi przejrzeć moje półki i wyłuskać z nich dość prymitywne wydanie Eugenii Grandet (1833). Choć książka opublikowana w ramach Biblioteki Powszechnej w 1967 roku odstręczała swoją zgrzebnością, zacząłem ją czytać z pasją, tak że po kilku godzinach miałem już za sobą jakieś trzy czwarte tomu. Nie jest do duże dzieło, więc lekturę dokończyłem dnia następnego, przez cały czas drapiąc się z zakłopotaniem po głowie. To ma być to arcydzieło literatury francuskiej, ta owiana sławą powieść wielkiego realisty? Przecież mamy tutaj do czynienia z powieścidełkiem o dziwacznej rodzinie bednarza Grandeta, żyjącej w mieścinie Saumur, w Kraju Loary, która niczym szczególnym się nie wyróżniała, a nieco sławy zyskała dopiero po latach, kiedy to urodziła się tam słynna projektantka mody Coco Chanel (1883). Historia opowiedziana przez Balzaka ma kilka punktów zwrotnych i pierwszym z nich jest pojawienie się syna brata bednarza – Karola. Młodzieńca tyleż urodziwego, co zepsutego przez paryskie życie, mającego wielkie mniemanie o sobie i nie zdającego sobie sprawy ze stanu finansów ojca. Przekazuje skąpemu wujowi list, z którego ten dowiaduje się, że brat zbankrutował i ma zamiar wkrótce odebrać sobie życie. Niebawem gazety donoszą o tym samobójstwie, a poinformowany o wszystkim Karol pogrąża się w czarnej rozpaczy. Stary bednarz zgromadził ogromny majątek, ale nie ma zamiaru dzielić się nim z nikim, a tylko swojej córce daje co miesiąc piękną złotą monetę, traktując to jako zabezpieczenie na przyszłość i rodzaj kolekcji najcenniejszych rodowych numizmatów. Jaka to była fortuna możemy się przekonać, gdy Eugenia po raz pierwszy sumuje to, co otrzymała: Oddzieliła najpierw dwadzieścia portugałów, jeszcze nowych, wybitych za panowania Jana V w r. 1725, wartych obecnie po kursie pięć lizboninów, czyli każdy sto sześćdziesiąt osiem franków osiemdziesiąt cztery centymy, jak jej powiedział ojciec, ale których wartość konwencjonalna wynosiła sto osiemdziesiąt cztery franki, zważywszy rzadkość i piękność tych sztuk, błyszczących jak słońce. Item pięć dukatów genueńskich, też rzadka moneta, warta osiemdziesiąt siedem franków po kursie, ale sto franków dla amatorów złota. Miała je od starego pana La Bertellière. Item  trzy złote kwadruple hiszpańskie FilipaV, bite w roku 1729, podarek pani Gentilet, która, ofiarowując je Eugenii, powtarzała zawsze to samo zdanie: „Ten drogi kanareczek, ten mały żółtodzióbek, wart jest dziewięćdziesiąt osiem franków. Chowaj go dobrze, moje kochanie, to będzie ozdoba twego skarbczyku”. Item – co ojciec jej cenił najwięcej – (złoto w tych sztukach było przeszło dwudziestotrzykaratowe) sto dukatów holenderskich z roku 1756, wartych prawie po trzynaście franków. Item – wielka osobliwość! – rodzaj medali, szacownych dla skąpców; trzy rupie ze znakiem Wagi i pięć rupii ze znakiem Najświętszej Panny, wszystkie z czystego dwudziestoczterokaratowego złota, wspaniała moneta wielkiego Mogoła, sztuka w sztukę wartości po trzydzieści siedem franków czterdzieści centymów na wagę, ale przynajmniej po pięćdziesiąt franków dla znawców, którzy lubią się pieścić złotem. Item napoleon czterdziestofrankowy, otrzymany przedwczoraj i włożony niedbale do czerwonej sakiewki. Skarb ten zawierał monety nowe, dziewicze, prawdziwe dzieła sztuki, o które stary Grandet pytał się czasem i które lubił oglądać, aby tłumaczyć córce ich swoiste zalety, jak np. piękność obrączki, czystość liter, których kanty jeszcze się nie starły. Dziewczyna spontanicznie postanawia dać te cenne numizmaty kuzynowi, w którym od razu się zakochuje i nie może pogodzić się z jego łzami i szczerą rozpaczą po śmierci ojca. Choć zdaje sobie sprawę z przewiny w stosunku do ojca i boi się jego gniewu, nie waha się uczynić tego rodzinnego przestępstwa, bo wierzy, że jej ukochany wróci kiedyś do niej, obdarzy ją szczęściem niewyobrażalnym, w obliczu którego blaknie nawet najpiękniej lśniące złoto.

Złote luidory

Złote luidory

Zdecydowanie najciekawsza w powieści jest postać Feliksa Grandeta, patologicznego skąpca, owładniętego manią bogacenia się i nieustannie snującego podłe intrygi finansowe. Dzięki nim pozyskuje ogromny majątek, ale nie przestaje żyć jak prostak, zamęczając żonę i córkę Eugenię swoimi nakazami. Także służąca Nanon jest jego ofiarą i wciąż musi dokonywać cudów by ze skromnych środków przygotowywać posiłki dla rodziny. Pieniądz staje się tutaj fetyszem i determinuje wszelkie poczynania bednarza, który niewiele sobie robi ze śmierci brata, a jedynie martwi się tym, że bratanek stracił fortunę i może narobić mu kłopotów. Dla wiecznie zadłużonego Balzaka postać Grandeta musiała być fascynująca, a jego umiejętność zdobywania pieniędzy była rodzajem tęsknoty człowieka, który nigdy sobie z tym nie radził. Wykorzystując koniunkturę rewolucyjną, a potem stawiając na Restaurację, spekulując obligacjami, dorobił się Grandet milionów franków, które stopniowo zamieniał na papiery wartościowe albo trzymał w wielkich worach w swoim małym pokoju. Bohater ten ma niewątpliwie pewne cechy Harpagona ze Skąpca Moliera, równie patologicznego zbieracza dóbr, niszczącego wszystko dookoła i zamęczającego swoimi fanaberiami rodzinę. Z drugiej strony jest integralną kreacją i zapewne Balzak wykorzystał wiele obserwacji z Paryża i prowincji, ukazał w nim wiele osób, z którymi miał do czynienia. W takim rozumieniu możemy tutaj mówić o modelowym skąpcu i spekulancie dziewiętnastowiecznym i o karierach charakterystycznych dla tego czasu. Na drogach tych karier – pisze we wstępie do powieści Jerzy Adamski – przyjrzeć się możemy wyzyskowi chłopa, rozkładowi arystokracji, potędze sądowników i bankierów, żywiołowemu naporowi burżuazji, której orężem nie jest już cierpliwa praca, wytwarzająca użyteczne dobra, lecz spekulacja. To od niej właśnie zależy awans społeczny, tym szybszy, im bardziej wyrafinowane stosuje się spekulacyjne sposoby. Pieniądz jest jedyną radością Grandeta, a uczucia do żony i córki pojawią się u niego dopiero u końca chciwej egzystencji, choć nawet wtedy powiązane będą z troską o mamonę i odzyskanie złota podarowanego przez Eugenię Karolowi. Temu fircykowi i strojnisiowi paryskiemu, który najpierw rozkochuje w sobie córkę skąpca, a potem zagarnia jej kosztowności i wreszcie zdradza ją bezlitośnie, gdy tylko pojawi się okazja wejścia do wyższej sfery społecznej. Ostateczna ocena Grandeta musi być druzgocąca, a jego groteskowa śmierć jest przypomnieniem znanej ewangelicznej prawdy i potwierdzeniem, że w świecie ludzkim nie można ocalić jakichkolwiek dóbr materialnych. Podlegają one rozpadowi, tak samo jak ciała ludzkie – podobnie gniją, murszeją, a w końcu zostają roztrwonione i rozwiane po świecie niczym znikome prochy.

Grób Balzaka na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu

Grób Balzaka na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu

Przeciwieństwem bednarza są dwie najwyrazistsze postaci kobiece w powieści – Eugenia i jej matka. Przez wiele lat zastraszane i maltretowane psychicznie finansowymi roszczeniami Grandeta, zadawalają się cichą egzystencją i niewielkimi radościami szarego dnia. Sytuacja zmienia się, gdy pojawia się Karol i zawiązuje się nić subtelnego uczucia pomiędzy nim a kuzynką. Niestety starzec dąży do jego wyjazdu i wskazuje mu indyjski kierunek, gdzie można dobrze zarobić na handlu i wyzysku, co też się stanie po latach, kiedy to młodzieniec wzbogaci się na handlu niewolnikami i bezwzględnie korzystać będzie ze swej pozycji białego zdobywcy. Eugenia, obdarzając go swoimi precjozami, wytworzy w sobie obraz idealny, daleki, od tego kim stanie się jej ukochany, a prawdę pozna dopiero po wielu latach. Będzie nieustannie rozpamiętywać spotkania na ławeczce w ogrodzie, miłosne szepty i pocałunki, a on w tym czasie bezwzględnie korzystać będzie z uciech życia, biorąc w ramiona Murzynki, Mulatki, Hinduski i Karaibki, a potem nie zawaha się wejść w związek małżeński z kobietą nieatrakcyjną, zapewniającą mu awans towarzyski. Eugenia umożliwiła mu wyjazd do Indii, a potem rozmyślała o nim stale, licząc na powrót i na spędzenie z nim reszty życia. Jej czyn spowodował lawinę straszliwych zdarzeń, kiedy to stary Grandet zamknął ją w pokoju o chlebie i wodzie i doprowadził do śmierci żony, która nie poradziła sobie z rozpaczą. Matka tak kochała swoją córkę, że ani razu nie potępiła jej czynu, a za niezgodę na agresję męża zapłaciła najwyższą cenę. Po śmierci żony starzec jeszcze zmusza córkę do zrzekniecia się majątku matki, ale w obliczu własnej choroby i bliskiego odejścia ze świata, wprowadza ją w zarząd dobrami. Balzak zdaje się w tym momencie drwić z bogacza i wskazywać, że tak hołubione dobra ziemskie, z taką pasją gromadzone złoto i obligacje, zawsze dostają się w inne ręce, a nawet jeśli to będą członkowie rodziny, to do nich należeć będzie decyzja o ich dalszym ziemskim przeznaczeniu. Świat został źle skonstruowany – zdaje się mówić pisarz – a ciągłe kłopoty finansowe, walki spekulacyjne i żądza gromadzenia coraz większych dóbr, prowadzą do utraty człowieczeństwa i zagubienia najważniejszych celów egzystencji. Liczni komentatorzy wskazywali, że Eugenia Grandet jest znakomitym studium psychologiczno-obyczajowym, ale przecież mamy tutaj też do czynienia ze znacznymi uproszczeniami i sam Balzak nie uważał, że jego utwór jest arcydziełem. Raczej  uznawał go za powiastkę, opowiadanie, łatwe do spieniężenia, ale nie mające specjalnej wagi w wielkim cyklu Komedii ludzkiej i nie mogące stanąć do konfrontacji z największymi jego dziełami. Uważna lektura odsłania liczne niekonsekwencje autorskie, a analiza psychologiczna głównych postaci, dokonywana w oparciu o nowoczesne narzędzia współczesnej psychologii, demaskuje liczne luki osobowościowe i charakterologiczne. Za dużo w tej powieści postaci papierowych, niedookreślonych, ledwie naszkicowanych, jakby stworzonych tylko dla określonych korzyści narracyjnych. Trudno byłoby stworzyć rozległe studia osobowości poszczególnych bohaterów i bohaterek Eugenii Grandet, a to co zyskało tak wielki poklask u zmanierowanych paryżanek dziewiętnastowiecznych, dzisiaj jawi jako przyczynek do opisu komedii ludzkiej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: