* * *

wladyslaw1

Gdy umiera ojciec świat zostaje okaleczony, jawi się jako uboższy, okradziony z ważnego życiorysu i z cząstki nas samych. Nawet jeśli to życie było długie i obfitowało w wiele ekscytujących zdarzeń, zawsze pozostaje niedosyt i smutek krzewi się boleśnie w tych, którzy pozostali. Mój ojciec zrobił to, co zwykle określa się jako ludzkie spełnienie – wybudował piękny dom, zasadził wiele drzew i dał życie trzem synom. W pracy był zawsze lubiany i otoczony przez wianuszek przyjaciół, a ludzie, z którymi miał do czynienia przez wiele lat także wychodzili do niego z uśmiechem. Miał swoje wielkie pasje – hodował gołębie pocztowe i brał udział w konkursach, na których zdobywał znaczące nagrody, a jako mistrz kierownicy potrafił doceniać zalety kolejnych swoich samochodów. Jednak najwięcej energii poświęcał działkom, które kolejno kupował i zagospodarowywał – tak jak jego ojciec Stanisław, kochał ziemię i uprawiał ją z miłością, a wzrastające rośliny pielęgnował jak prawdziwe skarby, tworząc kolejne układy kwietne, szczepiąc owocowe drzewa, tworząc infrastrukturę kolejnych kawałków ziemi. Zapamiętam go przede wszystkim w mundurze szkoły lotniczej w Dęblinie, ale też zachowam w pamięci kolejne odsłony życiowe, obrazy i działania, spośród których wiele było radosnych i wzniosłych. Trzykrotnie dał mi życie – na samym początku i dwa razy w dzieciństwie, ratując mnie z odmętów wodnych, gdy nieuwaga kazała mi oddalać się zbyt daleko od brzegu jeziora, kanału. Jako kierowca autokaru wycieczkowego zabierał mnie wielokrotnie w podróże po Polsce, pokazując miejsca szczególne, budząc we mnie wrażliwość wagabundy. Cieszyłem się potem, że jako bardzo silny, młody mężczyzna mogłem mu pomagać w kolejnym miejscu pracy, gdzie tężyzna fizyczna była niezbędna. Zapewniał przez dziesięciolecia bezpieczny byt rodzinie i moja mama nigdy nie musiała się martwić o środki do życia, łącznie z ostatnimi momentami jego egzystencji. Wierzył w moje możliwości i z dumą zawiesił na ścianie swojego domu moją fotografię w todze doktorskiej, za każdym razem też uważnie studiował kolejne moje książki, łącznie z poezją. Gdy napisałem kilka wierszy o jego ojcu i moim dziadku, płakał jak dziecko i dziękował mi wiele razy, czym wprawiał mnie w zakłopotanie. Napisałem je przecież spontanicznie, po śmierci dziadka i z poczucia więzi z rozległą rodziną, jego ośmioma braćmi i dwiema siostrami. Teraz już jego życie się skończyło, gołębie odleciały w błękitne dale, kwiaty zwiędły, a jego oczy nie zobaczą już owoców na krzewach, jabłoniach i śliwach. Ale przecież zostały dokonania życia, pamięć najbliższych i miejsce na cmentarzu, które będziemy odwiedzać po kres naszych dni. Żegnaj kochany ojcze. Dziękuję Ci za życie, za to, co w nim zrobiłem i co jeszcze się wydarzy…

1 komentarz

  1. ryśiu l said,

    2016/11/26 @ 13:33

    DZIĘKUJĘ, PIEKNIE TO UJOŁEŚ. RYSIEK


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: