BLOWIN’ IN THE WIND

get-2-wpapi-wp-pl

Przyznanie literackiej Nagrody Nobla Bobowi Dylanowi wprawiło mnie w spore osłupienie, choć to przecież artysta, który wywierał na mnie wpływ od wielu, wielu lat. Szczególnie ceniłem jego akustyczne ballady z pierwszego okresu twórczości – później też przemawiał do mnie, a pieśń pt. Hurricaine o amerykańskim bokserze wagi średniej, który został niesprawiedliwie osądzony i odsiedział wiele lat w więzieniu, wzruszyła mnie do łez. Niestety od płyty Slow Train Coming z 1979 roku, zacząłem odchodzić od Dylana jako muzyka. Jego kolejne transkrypcje własnych utworów i eksperymenty z brzmieniem, przy dość skromnych warunkach wokalnych, nie potrafiły mnie rozpalić, jak wcześniej ballady: Blowin’ In the Wind, Times They Are a- Changing, Mr. Tambourine Man. Po intensywnym słuchaniu utworów tego twórcy, gdzieś w połowie lat siedemdziesiątych, miałem dziwny sen, który opisałem w jednym z wierszy. Obok Cohena i Baez, był Dylan jednym z filarów nurtu balladowego, który zawsze obecny był w moim życiu, pojawiał się w tle prac pisarskich, albo towarzyszył mi w licznych podróżach. Od wielu lat śledzę werdykty Akademii Szwedzkiej, a nawet byłem organizatorem konferencji naukowej o noblistach i redaktorem tomu prezentującego polskich noblistów literackich. Zdarzało się też, że na swoich drogach spotykałem laureatów tej prestiżowej nagrody i twórców nominowanych do niej. W październiku każdego roku śledziłem notowania poszczególnych twórców i czasem udawało mi się przewidzieć zwycięzcę. W tych rankingach od dawna pojawiał się Bob Dylan, ale jego nominacje traktowałem jako rodzaj hołdu oddanego genialnemu twórcy, bez realnych szans na osiągnięcie ostatecznego sukcesu. W tym roku to, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem i moje zdumienie nie jest odosobnione, tym bardziej, że spodziewano się, że Nobel trafi do Adonisa, albo do Rotha, Oates, Murakamiego. Doceniam rewolucyjność tego aktu, bezprecedensowe uhonorowanie artysty, który wywierał wpływ na pokolenia i w protest songach odważnie piętnował zło, ale jednak mamy tutaj do czynienia z kontrowersją natury estetycznej. Dylan jest autorem wielu znaczących pieśni, ale zawsze miały one charakter ulotny i umowny, literackość jego tekstów bywała wątpliwa, a czasem wręcz kontrowersyjna. Wielkość Dylana jako artysty rockowego jest bezdyskusyjna, ale jakże tekst jego ballady może stanąć do konfrontacji z Ziemią jałową Eliota, powieściami Faulknera, Hemingwaya, Marqueza, opowiadaniami Munro albo dramatami Pintera? Dylan kwalifikował się raczej do pokojowej Nagrody Nobla, za hardość i bezkompromisowość, za walkę jaką prowadził z amerykańskim establishmentem, za mówienie prawdy o tyranach i niesprawiedliwości społecznej. Nie wyobrażam sobie jednak jego konfrontacji na polu literatury – jakby nie doceniać wkładu Dylana do kultury światowej, nigdy nie sięgnął on literackich wyżyn, a jego ballady – co natychmiast wskazano – graniczą z piosenkami Presleya, Beatlesów, Madonny czy Michaela Jacksona. Nawet jeśli reprezentują inny styl, to mieszczą się w tym samym nurcie muzyki rockowej, melodyjnej opowieści, w której tekst rzadko odgrywa najważniejszą rolę. Widać to zresztą w wielu balladach Dylana, w których mamy do czynienia z nostalgicznym powtarzaniem tej samej cząstki – ot jak choćby w utworze pt. Man Gave Names to All the Animals. Ucieszył mnie ogromny sukces twórcy z mojego panteonu muzyki popularnej, a zarazem zaskoczył, bo literatura odsunięta tutaj została na dalszy plan. Ale może nie ma o co kruszyć kopii, nie ma co zadawać za wielu pytań, bo przecież w naszym świecie zawsze i wszędzie prawdziwą odpowiedź zna tylko wiatr…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: