DOMYKANIE KRĘGÓW

l-001Droga może być sposobem życia i wielką inspiracją, nieustającym pędem i spokojnym podążaniem w dal. Od dawien dawna ludzie zmieniali swoje życie ruszając do przodu, przemieszczając się wozami, coraz wymyślniejszymi środkami komunikacji, albo po prostu wędrując pieszo, pokonując wielkie przestrzenie i odkrywając nowe widoki. Ludzkość nie osiągnęłaby tak wiele, gdyby od samego początku nie odczuła potrzeby zmiany otoczenia, zdobycia innej przestrzeni życiowej. To ruch generował postęp i wzmacniał poczucie wartości każdej chwili, każdego kroku stawianego w nieznane. Bez tego nie byłoby wielkich odkryć geograficznych, nowych szlaków i wielkich miast, a człowiek nie rozwinąłby się tak dynamicznie, podążając szybko od obsydianowej siekiery do promu kosmicznego. Jeśli wyabstrahujemy ludzką świadomość, rozwijającą się poprzez wieki, odkryjemy, że była zawsze siłą dynamiczną, rozprzestrzeniającą się w czasie i przestrzeni, dążącą do przekształceń i modyfikacji. Szybko też okazało się, że podróżowanie jest przyjemne, a nawet może stać się celem życia, dyrektywą rozwoju, nieustannego zdobywania wiedzy i poszerzania horyzontów myślowych. W poezji, szlak i wędrowiec, zajmują poczesne miejsce, czy to jako cząstka wiesza, czy jako relacja z odbytych wypraw, albo – jak w przypadku Herberta, Brodskiego, Tranströmera – jako rodzaj filozofii artystycznej, połączenia życia z elementami rzeczywistości odległej, wytęsknionej i dotykanej realnie. Refleksja nad podróżą przenosi tego typu aktywność na wyższy poziom jej rozumienia i może stać się celem finalnym, destynacją ostateczną, zamkniętą w ramy eseju, powieści, opowiadania albo wiersza.

W poezji Adama Lewandowskiego droga pojawia się wielokrotnie, ale też powiązana jest z integralnymi cząstkami imaginatywnymi,  z obrazami i pojęciami podstawowymi dla egzystencji.  Idąc skrajem życia poeta bacznie przygląda się ludziom i ich otoczeniu, szuka znaków obecności i analizuje sytuacje ekstremalne – szuka choćby milimetra prawdy, pragnie osiągnąć stan harmonii z otoczeniem. Nie jest to łatwe, bo wiersz podróżny ma w sobie immanentny gen ruchu, zakładanej destabilizacji, wymuszanej zmiany, wiary w nową odsłonę, za którą pojawią się ekscytujące obrazy i nowe zdarzenia nadadzą sens kolejnym dniom. To nie są wiersze proste, raczej wystudiowane, filozofujące, szukające zasady, odnajdujące się w regule, nieustannie ewoluujące. Jakby poeta zatrzymywał się w pędzie, rozglądał się dookoła i analizował to co było, co jest i co może się wydarzyć. Przecież nie można pisać w pędzie, a choć zdarzają się poetyckie notatki na szlaku, to i tak końcowa redakcja wiersza odbywa się w samotności, ostateczna edycja wymusza zatrzymanie i głęboką zadumę. Ale to daje też możliwość wkomponowania do tomu elementów refleksyjnych, zamyśleń nad muzyką współczesną, nad Johnem Nashem, poezją Herberta czy książką historyczną. Prowadząc niezwykle aktywne życie, musi Lewandowski znaleźć takie chwile, kiedy się wyciszy, zamyśli nad sobą i nad drogą, którą podąża – znajdzie balans pomiędzy ruchem i statyką. Kolejne tomy tego autora są świadectwem odnoszonych zwycięstw, a wiersze stają się stopniami w drodze ku wyżynom myśli i doświadczenia. Poeta jednak wie, że tylko z perspektywy śmierci widać jak kruche jest istnienie i dopiero zamknięcie rozdziału egzystencji daje wyobrażenie o tym, czego dokonał człowiek. Ostatnie chwile stają się też ostatnimi etapami w życiowej drodze i domknięciem wielu mniejszych i jednego wielkiego kręgu egzystencji.

Lewandowski tworzy też w swoich wierszach atmosferę ciepła i intymności, pragnie wskazać, że tylko bliskość daje poczucie spełnienia, tylko subtelny dotyk może złagodzić ból przemijania. Miłość jest dla niego energią pierwotną, która też jest rodzajem drogi i nieustannego odkrywania nowych przestrzeni, cudownych zakątków i uroczysk. Zaklina zatem: Przytul się do mnie/ bym uwierzył że istniejesz/ w dobroci dnia i nocy/ które nigdy nie miną – tak też potwierdza, że uczucia mogą przeciwstawić się rozpadowi, mogą generować dobroć i rozprzestrzeniać ją w czasie. Nic nie jest nam dane na zawsze, ale liryka potrafi uwznioślić i ocalić to, co zwykle popada w zapomnienie, co znika równie szybko jak smuga na niebie, jak krąg na wodzie. I zadaniem poety jest tworzenie wierszy ocalających, liryków układających się w ciąg znaczący dla jednego losu, które jednak mogą też stać się paradygmatem dla innych istnień. Ruszając w drogę poeta zabiera ze sobą nadwrażliwość i stara się obdarzać nią przestrzenie, które mija, próbuje nie zagubić jej na którymś zakręcie. To wielki dar, który otrzymał od życia i wielkie nieszczęście – chwila pierwsza i ostatnia, początek i koniec szlaku. Tutaj pojawia się formuła wolności w zamknięciu, a zarazem uwięzienia w niezależności (Wolny a zamknięty), tutaj wszystko zyskuje wymiar antytetyczny, popychający egzystencję do przodu i nieustannie przypominający, że istnienie jest chwilowe, egzystencja krucha, czas ściśle określony. Warto czytać nowe wiersze Adama Lewandowskiego, bo jest w nich sporo niezwykle intrygujących zakamarków, wiele ścieżek i dróg, nagle ginących w mroku, a zarazem nagle wynoszących byt na wielkie jasne równiny. To jest poezja wymagająca od czytelnika określonego formatu intelektualnego, wiedzy nieomal filozoficznej, a zarazem przeistaczająca się w ulotną lirykę miłosną, którą najpełniej zrozumie zakochana kobieta, tęskniąca i cierpiąca tak jak poeta. Warto więc zatrzymywać się dłużej przy najbardziej udanych wierszach, warto podążać we wskazanym przez autora kierunku i warto zamyślić się nad światem, nad sobą i nad siecią rozgałęziających się dróg i stale domykanych kręgów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: