MANE… TEKEL… FARES…

Rembrandt-Belsazar

Rembrandt, Uczta Baltazara, 1635

W związku z pisanym tekstem o prozie Henryka Grynberga, atakowanego przez Michała Głowińskiego, w „Tygodniku Powszechnym” znalazłem ciekawy fragment rozmowy z literaturoznawcą z IBL-u:

Czy był Pan odważnym chłopcem?

– Nie, nie. Ja zawsze o sobie myślę jako o kimś niezmiernie tchórzliwym.

Dzisiaj czy dawniej?

– I wtedy, i dzisiaj.

Takich rzeczy się zazwyczaj nie mówi. Pan naprawdę tak o sobie myśli?

– Taak. Ale to pewnie Pani usunie. Ja o sobie zawsze myślę w kategoriach gorszości a nie lepszości. Najpierw rodzice mnie chronili przed tą strasznością, a potem, kiedyśmy się rozstali i ja byłem w różnych zakładach, przyjąłem taką postawę życiową: być niewidocznym. Byłem apatyczny, potwornie chyba przestraszony, nie umiejący nawiązywać kontaktów z kolegami. Zawsze chciałem, żeby mnie nikt nie widział.

Tak, to by mi pasowało do prof. Głowińskiego, zasłużonego dla polskiej filologii badacza, który odegrał jakże znaczącą rolę w moim życiu, a nade wszystko do jego pupilka z Bydgoszczy… I te słowa: Zawsze chciałem, żeby mnie nikt nie widział. Tak, chcieć można, ale i tak wszystko kiedyś będzie odsłonięte, opisane, wszystko zostanie zważone. Mane, tekel, fares…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: