GENEALOGIA I EMIGRACJA

Pisanie wspomnień jest jak podróż w odwrotna stronę i uważne studiowanie drogi, niegdyś pośpiesznie przemierzanej. Ów pęd możliwy jest do zauważenia tylko w chwili zatrzymania i pierwszego spojrzenia w przeszłość, ambitnego początku wyprawy powrotnej. Autor musi przygotować się do niej w sposób szczególny, przede wszystkim osiągając stan uspokojenia, harmonii wewnętrznej, pozwalającej na snucie kolejnych wątków. Poza tym ważne też są talen166296_1256913959432_593091_nty pisarskie i umiejętność stopniowania napięcia, wiązania kolejnych wątków akcji i zaciekawiania nimi czytelnika. Choć w nowej, cyfrowej rzeczywistości przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, pisanie jest łatwiejsze, bo zapis na nośnikach elektronicznych łatwo daje się poprawiać, cyzelować i modyfikować, to stale potrzebny jest wewnętrzny „napęd” pisarski i pasja twórcza autora. Tak stało się w tym przypadku i otrzymaliśmy tom wspomnień niezwykle pasjonujących, mających wartość biograficzną, porządkującą fakty konkretnego życiorysu, a zarazem historyczną i przyczynkową, bo opowieść Tadeusza Stańczaka rozgrywa się w konkretnych, rustykalnych przestrzeniach naszego kraju i ukazuje to, czego nie widać było na powierzchni głównych zdarzeń. Ma ona formę retrospekcji, inicjowanej w teraźniejszości, z której autor przechodzi swobodnie do przeszłości. Modelowym przykładem może tutaj być początkowe nawiązanie do śniadań przygotowywanych przez żonę, a następnie przeskok do rodzinnych Krużewnik, w których jadało się rano ziemniaki z barszczem albo ciećkami (skwarkami). To zasada konstrukcyjna tej książki, w której dni przeszłe wypływają z rzeczywistości teraźniejszej, wzajemnie na siebie oddziałując i inspirując tok wypowiedzi. Autor potrafi udanie przykuć uwagę czytelnika i tak snuje opowieść, że natychmiast wciąga go w ciąg sytuacji charakterystycznych dla rzeczywistości polskiej kilku ostatnich dziesięcioleci, akcentując szczególnie momenty centralne dla jego dojrzewania i rozwoju duchowego, edukacji i elementarnej wrażliwości ludzkiej.

Kolejne karty wspomnień Tadeusza Stańczaka przynoszą przepojone uczuciami portrety członków rodziny, poczynając od dziadka, poprzez ojca i matkę, rodzeństwo, a potem wujków i cioć, a skończywszy na kuzynach i kuzynkach i stale rodzących się dzieciach, rozszerzających gałęzie drzewa genealogicznego. W taki sposób stają się rodzajem genealogii rodzinnej, porządkowanej na poziomie codziennych wzajemnych relacji, ale też wpływu, jaki wywierały poszczególne osoby na kształtowanie się osobowości autora. To są retrospekcje z Gaju, Mostówki, Choszczowy i Adelina, czyli tych miejscowości, w których rozsiane były części gospodarstwa rodzinnego. Przy wszystkich uwikłaniach politycznych i społecznych poprzednich lat, udawało się ludziom dorabiać i żyć z uprawy ziemi oraz hodowli zwierząt domowych. Ogromną wartością prozy Stańczaka jest zastosowanie zwrotów i zdań gwarowych, charakterystycznych dla regionów, które opisuje i przydających realizmu kolejnym partiom książki. W każdej części Polski modyfikowano naszą mowę, a szczególnie wyraziste było to na Śląsku, na Mazurach czy właśnie na Mazowszu. W przypadku młodzieży uczącej się w szkołach szybko dochodziło do rozłączenia gwary rodzinnej z językiem oficjalnym, mającym zbliżać się do ideałów literackich. Mamy w historii literatury polskiej wiele przykładów pisarzy, którzy kształtują model języka polskiego, a wywodzą się z ludu i zaczynali od rozmów gwarą, słuchania opowieści tego typu, snutych przez najstarszych członków rodu, rodziców i rodzeństwo. Emigrant na krajowej obczyźnie przynosi interesujący materiał do badań dziejów języka polskiego, a przy tym nie traci niczego z intymności familiarnej, wzmacniając językowo barwne charakterystyki poszczególnych osób. To jest ciąg zdarzeń prostych, takich jak koszenie łąki, wyprawy po chleb do piekarni, zabijanie krowy czy karmienie świń, ale w narracji Stańczaka urastających do rangi sakralnego ceremoniału, uświęcenia prostoty życia i powtarzalności jego elementów. A przy tym stale pojawiają się przebłyski z rzeczywistości bydgoskiej i sprawowania funkcji Prezesa Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Owo doglądanie prac budowlanych, lustrowanie trawników, chodników i parkingów ma coś z poprzedniego okresu, kiedy to młody chłopach patrzył rozpłomienionym wzrokiem na pola i drogi, uczestniczył w pracach wiejskich, tak znakomicie opisanych przez Władysława Reymonta, Wiesława Myśliwskiego czy Tadeusza Nowaka.

Lektura tej książki ma ogromne walory poznawcze i widać od razu, że autor z niejednego pieca chleb jadł, a w ciągu doświadczeń dzieciństwa, dorastania i wieku dojrzałego zdobył ogromną mądrość życiową. Jeśli do tego dodamy talenty literackie, które widać szczególnie w sposobie opowiadania i w nowoczesnym ujęciu przenikania się przeszłości i teraźniejszości, to otrzymamy dzieło spełniające założenie wstępne – owo zachowanie i uporządkowanie zdarzeń przede wszystkim dla córki – ale też pracę organiczną nad własnymi dziejami. Jak w przypadku wielu pisarzy polskich i obcych, prywatna historia staje się tutaj rodzajem wykładu na temat świata i zdarzeń konkretnego miejsca w Europie i świecie, małych ojczyzn, znacznie od siebie oddalonych – jak Gaj od Wierzchucina Królewskiego, czy Warszawa od Bydgoszczy, ale współtworzących biografię i stających się elementem rzeczywistości polskiej po drugiej wojnie światowej. Jakże cenne dla historyków, współpracowników autora, dla członków jego rodu, jak i dla pozostałych czytelników są wspomnienia prostego chłopaka, który poprzez upór i chęć zrobienia czegoś sensownego w życiu, uzyskał wykształcenie i doszedł do wysokiej pozycji w społeczeństwie. Ogrom faktów i refleksji oszałamia i zadziwia, gdyż jest niezwykle pojemny myślowo, dający wyobrażenie o wnętrzu jednego człowieka i kształcie epoki, w której żył i żyje. Stańczak posiadł umiejętność syntetyzowania zdarzeń i celnego ich pointowania, ot jak choćby przy okazji doświadczeń z dziecinnym rowerkiem: W technice, jak w życiu, nie ma nic za darmo. Trzeba ponosić konsekwencje wcześniejszych działań. To jest sentencja, tyleż odnosząca się do ekscytującego urządzenia z pierwszych lat dojrzewania, co do życia jako procesu, w którym uczestniczymy i który powinniśmy kształtować dla własnego dobra i wielorakich korzyści. Mały Tadzio jest bardzo bystry i patrzy na świat szeroko otwartymi oczyma, potrafi zauważać i analizować, umie wyciągać wnioski i umieszczać wydarzenia w znaczących ciągach. Ta sama bystrość pojawia się w rzeczywistości wieku dojrzałego, w podejmowanych decyzjach i umiejętnym „dowodzeniu” wielkimi rzeszami ludzkimi. Każde wspomnienie coś wydobywa z zamgleń i mroków przeszłości, każde coś pomija i coś akcentuje, ale zadaniem twórczego umysłu jest stworzenie koherentnego kształtu literackiego, który zacznie żyć swoim życiem i stanie się elementem innych biografii. I jakże ważna jest tutaj dbałość o szczegóły, elementarne cząstki biografii i genealogii, przekazywane członkom rodziny, ale też udostępniane wszystkim czytelnikom i badaczom losów Polaków w określonych latach naszej historii.

W pewnym momencie rodzina autora przenosi się z poprzedniego miejsca zamieszkania w okolice Bydgoszczy, do Wierzchucina Królewskiego. Tutaj mały Tadeusz musi wejść do nowej społeczności młodzieżowej i zaznaje boleśnie uczucia obcości. Mieszkańcy Pomorza zawsze określali pogardliwie mieszkańców innych regionów Polski, o czym pisze obszernie Jerzy Sulima-Kamiński w Moście królowej Jadwigi. Obraźliwe określenie hadziaj – którym obrzucano Tadeusza, także w jego powieści się pojawia w określonym, negatywnym kontekście. Dzieci bywają dla siebie okrutne, ale w przypadku tak dużej przeprowadzki z innej części kraju, rodzina Stańczaków w naturalny sposób budziła zainteresowanie i komentarze, bezwolnie powtarzane przez dzieci, starające się sobie dopiec w szkole. Nie zważając na te negatywy familia zaczyna od nowa budować swoją egzystencję w nowej przestrzeni – zaczyna się murowanie, instalowanie prądu i urządzeń pracujących w oparciu o tę energię, a Tadek zaczyna regularnie uczęszczać do kościoła, gdzie zostaje ministrantem. Tam też rośnie jego ranga pośród chłopców służących do mszy i pojawia się nawet myśl o tym, by zostać księdzem. To jest druga emigracja autora, ale przed nim jeszcze trzecia – bydgoska, najpierw do internatu Technikum Mechaniczno-Elektrycznego, a potem do bursy Akademii Techniczno-Rolniczej. Opisane ze swadą czasy uczniowskie i studenckie przeplatają wspomnienia z wakacji i powrotów do Wierzchucina, w którym też było wiele zdarzeń chwalebnych i smutnych. Trudno się dziwić, że nauczyciel polonista wybrał Tadeusza Stańczaka do redagowania szkolnej gazetki, bo jego styl jest wyborny, a prezentowane tu wspomnienia stają się autentycznym osiągnięciem autorskim na polu literatury faktograficznej naszego regionu. Akcentowana w tytule wspomnień emigracja odnosi się do kolejnych części, ale jest też wskazaniem stanu ducha autora w poszczególnych momentach życia. To jest określenie z przeszłości, zapis stanu, który skończył się w momencie założenia rodziny, narodzin córki i ostatecznego osiedlenia w bloku na bydgoskich Kapuściskach. Warte podkreślenia są też powroty sentymentalne autora do miejsc w centralnej Polsce, jak i do Wierzchucina i Koronowa. Tom wspomnień, który bierze czytelnik do ręki zaświadcza, że siłą woli i pracowitością można osiągnąć stan harmonii wewnętrznej i zakończyć definitywnie kolejne okresy emigracji, budowania i kształtowania rodziny, a nade wszystko samego siebie. Książka napisana przede wszystkim dla córki, staje się wartością bezsprzeczną literatury regionu kujawsko-pomorskiego i niesie ogromną wiedzę o nim i żyjących w nim ludziach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: