AROMAT POMARAŃCZY

okladkaDzieciństwo najpełniej kształtuje naszą osobowość, programując to, co będzie się działo w przyszłości, wpływając na decyzje i wybory ścieżek życiowych. To jest czas narodzin wrażliwości, w którym nic nie idzie na marne, wszystko ma jakiś elementarny sens i skutkuje rozwojem. Dziecko płaczące po rozbiciu kolana, uczy się czym jest ból i czego nie należy robić, zauważa też, że nic nie jest bezkarne w naszym świecie. Tutaj, w niewielkiej powieści Anny Cybulskiej mamy do czynienia z odtwarzaniem tropów dzieciństwa – głębokim zamyśleniem nad tym co się zdarzyło i miało znaczenie dla ukształtowania się świadomości artystycznej, ale przecież jest w tej książce jeszcze jedno ważne założenie. Ma ona być dialogiem z synami, a potem wnukami, z którymi autorka straciła kontakt w trudnych okolicznościach życiowych. To ma być opowieść o dzieciństwie dla dzieci, ale też odsłanianie przed nimi, tego co ukształtowało wnętrze osoby, która przekazała im istnienie. Bez jej życia i pierwiastkowych doświadczeń nigdy nie pojawiliby się na świecie, nie zaczerpnęliby pierwszego oddechu. Założenie jest szczytne – ma to być dziennik tego, co się przydarzyło, ale też próba wskazania jak kruche jest wszystko, jak trzeba w życiu uważać i jak należy siebie kształtować od samego początku. Autorka sięga pamięcią głęboko, do pierwszych zauroczeń i porażek, stara się w subtelny sposób odtworzyć drogę, którą przeszła, próbuje raz jeszcze spojrzeć w oczy osobom ważnym dla jej losów, a przy tym nie gubi samej siebie, raz to stając się małą dziewczynką odkrywającą na strychu tajemniczą żółtą walizeczkę, innym razem, dojrzałą kobietą, oceniającą sprawiedliwie swoje utracone kontakty z wnukami. Wszystko razem układa się w ciąg zdarzeń i analiz, które stają się rodzajem strumienia świadomości, połyskującego odcieniami, niosącego zapachy i odgłosy dawnych chwil.

Ważną rolę odgrywa tutaj magia, która pojawia się w obrębie prostych sytuacji, takich jak choćby siedzenie w poczekalni do lekarza. Oto nagle po hallu zaczynają się toczyć pomarańcze, których aromat czuć wszędzie. Nie są to zwykłe owoce, to jakby wspomnienie cudowności, którą symbolizowały w czasach dzieciństwa, pojawiając się nagle na stołach w czasie świątecznym. W takim rozumieniu stawały się nośnikami sacrum, chwil oprawionych w konteksty uczuciowe, przywoływanych w pamięci jako czas szczęścia i pełni emocjonalnej, jakiegoś nagłego obłaskawienia świata. Autorka chciałaby zaszczepić wnukom wrażliwość, która stała się jej udziałem, ale doskonale wie, że nie jest to takie łatwe i ma związek z licznymi potknięciami, bólem stłuczonego kolana i nagle przeciętego nożem palca. Wierzy, że swoją książką ocali je i spowoduje, że złych doświadczeń będzie mniej, choć też doskonale zdaje sobie sprawę, że to one współtworzą osobowość każdego człowieka. Ta książka została tak napisana, że przeczyta ją z zaciekawieniem dziecko i osoba dorosła, bo ma przecież swoje głębie i swoje tajemnice, niczym tytułowa żółta walizeczka. Nawet jeśli jej synowie i wnuki przeczytają tę opowieść w wieku późniejszym, szukając może swoich korzeni i odtwarzając w przeciwną stronę drogę, która doprowadziła ich do narodzin, będzie to wartość ogromna, być może przełomowa dla ich jednostkowych doświadczeń. Zauważmy też, że narracja autorki zawiera w sobie cichy bunt, bo nie wolno żadnej babci pozbawiać kontaktu z wnukami, a tym samym odzierać je z intymności, która powinna się pojawić w egzystencji każdego dziecka.

Dziewczynki miewają swoje tajemne światy i tutaj jesteśmy świadkami rekonstrukcji przestrzeni, w których miały miejsce duchowe przygody autorki. To obszar małego miasteczka, w którym jak w soczewce skupiały się promienie biegnące z różnych kierunków. Niczym Ania z Zielonego Wzgórza – jej wielka fascynacja lekturowa – miała swoją skarpę, na której bawiła się z innymi dziećmi, przy której dorastała i która pozostała w jej pamięci jako miejsce szczególne, pełne zakamarków i dziwnych kryjówek. Pomarańcze pachniały na świątecznym stole, ale magia tego zapachu przesunęła się aż do lat dojrzałych i powróciła w kreacji nowej książki. To oczywiście metafora, nawiązanie i przeniesienie w przyszłość tego, co kiedyś autorkę zauroczyło, a teraz stało się jedną z tajemnic żółtej walizeczki. Każdy dorosły człowiek niesie w sobie dziecko, każdy ma wspomnienia dobre i złe, ale tylko umysł twórczy potrafi wydobywać szczególne elementy, na nowo przydawać ciepła chwilom i sytuacjom sprzed wielu lat. Książkę Anny Cybulskiej można kartkować jak album starych fotografii, ożywionych nagle i ubarwionych subtelnym opisem, źródłowym komentarzem. To są wspomnienia rekreowane wyobraźnią, a zarazem wskazania dla dzieci i wnuków, którzy zaczynają wędrować swoimi życiowymi drogami. Kiedyś dorosną i będą mogli wtedy powiedzieć, że babcia myślała o nich wiele lat temu i zajmowało ją to, co się z nimi stanie, na kogo wyrosną i gdzie wyruszą. Taka rodzinna czułość, takie uczucie znajdujące powinowactwo w tej samej krwi i łączności genetycznej, jest zapewnieniem, że miłość zainicjowana w momencie ich narodzin, nigdy nie ustanie. A zapach pomarańczy będzie im to zawsze przypominał, tak jak będzie znakiem łączności ta książka, napisana dla nich i w nich. Ta żółta walizeczka, pełna tajemnic i niezwykłości, prawdziwy skarb, dający się znaleźć i otworzyć w każdym czasie…

_________

Anna Alina Cybulska, Dziewczynka z żółtą walizeczką, Biblioteka „Tematu”, Bydgoszcz 2015, s. 124.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: