BŁĘKITNIEJĄCY PRZESTWÓR

Joseph_Brodsky_1988

Josif Brodski

 DO URANII

Wszystko ma gdzieś swój kres: nawet najdłuższy
smutek. Wzrok więźnie w oknie, jak liść w płocie sadu.
Można napełnić czajnik. Brzęknąć pękiem kluczy.
Samotność jest to człowiek do kwadratu.
Tak dromader, nos marszcząc, obwąchuje szynę.
Pustka rozsuwa się jak portiera. Bo w gruncie
rzeczy – otwarta przestrzeń czyż nie jest jedynie
nieobecnością ciała w każdym punkcie?
To dlatego Urania jest starsza od Klio.
I za dnia, i przy świetle kaganka przymglonym
widzisz: nie zataiła nic i nie ukryła;
spoglądając na globus, spoglądasz w tył głowy.
To tam są bory pełne jagód i jesionów,
rzeki, gdzie gołą ręką łowi się bieługę,
albo – miasto, w którego spisie telefonów
ty już nie figurujesz. Dalej, na południe
czy raczej południowy wschód – pasmo brązowych
gór i koń Przewalskiego turzycę pogryza;
żółcą się twarze. A dalej – płynie przez morze krążownik
i błękitnieje przestwór jak koronkowa bielizna.

przeł. Stanisław Barańczak

Wiersze Josifa Brodskiego są ewokacjami światów, w których poeta realnie bytował, ale jednocześnie są zmysłowymi projekcjami jego przestrzeni wewnętrznych. To jest uważne przypatrywanie się rzeczywistości, dostrzeganie w niej nadrealnych dali, a przy tym wsłuchiwanie się w wewnętrzne brzmienie, w słowa rodzące się na styku wizji i znaczeń. Zaczynając od wanitatywego określenia porządku rzeczy w świecie, poeta przenosi eschatologię na smutek, który musi się skończyć w jakimś miejscu i czasie. Pojawia się zatem rosyjska sielskość, dom w sadzie, ogrodzony płotem, jakże charakterystyczny dla wsi rozsianych w tajdze i tundrze, a w nim czajnik, który napełnia, by zrobić herbatę i rozkoszować się jej smakiem i ciepłem. Posiadanie takiego domu implikuje też obecność kluczy, którymi można brzęknąć, czyniąc z tego odgłosu element stałości, chwilowego utwierdzenia bytu w świecie. Ale dom jest też miejscem, gdzie krzewi się samotność, potęgując doznania i otwierając przestwór wyobraźniowy, pomnażając to, co zdawać by się mogło nieistotne lub błahe. Oto nagle wypływa z nicości obraz dromadera – zwierzęcia występującego na południowych stepach Rosji – który stoi przy szynach i je obwąchuje. To także charakterystyczny element tamtych krajobrazów – tory ginące pośród stepów, wzgórz i pustkowi, krzewów i drzew. Kolej transsyberyjska wymagała ogromnego nakładu pracy, a jej stworzenie możliwe było tylko za sprawą niewolników, których kolejni carowie i Stalin zsyłali na katorgę. Poezja Brodskiego funkcjonuje w oparciu o paradoksy i tak jest też w tym wierszu, gdzie obraz dromadera, ssaka tyleż pięknego co komicznego, ekspanduje wyobraźnię ku głębiom niewidzialnym i rodzi refleksję natury epistemologicznej i ontologicznej. Za jego sprawą pustka nagle rozsuwa się jak portiera i przestrzeń nabiera cech idealności, w której nieobecność ludzkiego ciała staje się elementem konstrukcyjnym dali.

Urania_Pio-Clementino_Inv293-horz

Urania i Klio

Otwarcie przestworu ziemskiego powoduje, że imaginacja podąża ku miejscom, gdzie łączy się on z mitem i kosmosem. Tam króluje Urania, muza astronomii, córka Zeusa i tytanidy Mnemosyne, siostra Erato, Euterpe, Kalliope, Klio, Melpomene, Polihymnii, Talii, Terpsychory. Przedstawiana w sztuce z cyrklem i kulą nieba gwiaździstego, należała do paradnego orszaku boga Apollina. Tutaj występuje w opozycji do Klio, muzy historii i odzwierciedla to kosmiczny i ziemski porządek rzeczy, gdyż Urania operuje pośród wieczności, a Klio ogarnia swoją refleksją ledwie historię ziemską. Obie siostry spotykają się w przestrzeniach mitu i poezji, a tam element kosmogoniczny staje się spoiną istnienia. Brodski snuje swoje refleksje w dzień i w nocy, gdy pojawia się jaskrawość barw i przymglenie, rozpraszane przez kaganek. Ale ziemskie funkcjonowanie obrazu nie ma tutaj większego znaczenia, bo przy otwarciu przestrzeni przez dromadera, stojącego u torów kolejowych i pojawieniu się Uranii wraz z Klio, wszystko zostaje uruchomione, wszystko się przenika i zyskuje nową głębię ontyczną. Gdy uniesie się głowę ku górze widać, że dzieje kosmosu odzwierciedlają światła gwiazd i galaktyk, a także ich odwieczny ruch sferyczny. W takim rozumieniu Urania niczego przed ludzkim wzrokiem nie ukryła, niczego nie zataiła, a wręcz siłą mitu wzmocniła doznania i objaśniła niewiadome. Wszechświat pozornie wisi nad naszym światem, a przecież jesteśmy ledwie jego malutką cząstką, drobinką zagubioną pośród niewyobrażalnych dali. Budując w wierszu apostrofę do Uranii, Brodski ukazuje nasze zagubienie w kosmosie, a także elementarną strukturę świata, w którym nagle się pojawiliśmy i równie nagle znikniemy. Patrząc na globus muzy astronomii, odwracamy się za siebie i kontemplujemy ziemskie głębie i dale, stajemy w obliczu obrazów, które nas kształtują wewnętrznie i stają się elementem konstrukcyjnym wyobraźni, cząstką wielkiej historycznej i astralnej panoramy.

Poeta z żoną

Poeta z żoną

O ile refleksja poetycka rozgrywa się na granicy kosmosu i ziemskości, o tyle istnienie poety lokuje się pośród naturalnych kontrastów – borów, w których pełno jest jagód i jesionów, konstrukcji minimalnych i ogromnych. Tam krzewi się życie i można łowić ogromną, srebrzystą bieługę gołą ręką. Ta anadromiczna przedstawicielka ryb jesiotrowatych jeszcze raz wskazuje w jakich ziemskich przestrzeniach rozgrywa się akcja wiersza. To krainy graniczące z Morzem Azowskim, Morzem Kaspijskim albo nawet Morzem Czarnym, a dalej to głębie i płycizny Wołgi, Uralu, Tereku, Kury, Donu, Dniestru i Dniepru, gdzie bieługi wędrują na tarło i jest ich tak wiele, że można stać na płyciznach i wyrzucać je na brzeg w ogromnych ilościach. Ten pierwiastkowy obraz z przeszłości Brodski zderza z wizją miasta, w którym żył, a potem emigrując do Ameryki, tylko kontemplował swoje nieistnienie w nim, czego symbolem ma być nieobecność w książce telefonicznej. Wiemy z biografii poety, że przez osiemnaście miesięcy przebywał we wsi Norinskaja, nieopodal Archangielska, gdzie czuł się znakomicie, ale jego refleksja w mig pokonuje ogromne przestrzenie Rosji, podążając na południowy wschód ku pasmu jakichś brązowych gór. Może Ałtaju Mongolskiego albo Ałtaju Gobijskiego, gdzie swobodnie pasie się Koń Przewalskiego, podgryzając turzycę, roślinę rozpowszechnioną niemal na całym świecie. Twarze ludzi tam się żółcą, bo to tereny zamieszkiwane przez ludy mongoloidalne, w których mitach dziki koń odgrywa wielką stwórczą rolę. Wyobraźnia poety nie zna granic, więc podąża dalej, ku Morzu Kaspijskiemu albo ku Oceanowi Indyjskiemu, gdzie błękitnieje przestwór, kojarzący się mu z koronkową bielizną. Powszechnie wiadomo, że Brodski miał piękną żonę Marinę i erotyka odgrywała w jego życiu i twórczości ogromną rolę, ale tutaj ta koronkowa bielizna staje się końcowym paradoksem i ozdobnikiem zarazem, a przy tym elegancko zamyka przestrzeń wiersza, w którym twórca podąża od kosmosu do krain ziemskich, od antycznego piękna Uranii i Klio, po subtelny element ubioru, podkreślający urodę i subtelność współczesnej ziemskiej kobiety.

Grób Josifa Brodskiego na weneckiej wyspie San Michele

Grób Josifa Brodskiego na weneckiej wyspie San Michele

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: