UWAGA GRAFOMANIA!!!

1329297310flat,550x550,075,f-tile
Zajmując się od ponad trzydziestu lat filologią i krytyką literacką, będąc jurorem mnogich konkursów poetyckich i prozatorskich, miewałem wiele razy do czynienia z grafomanami i grafomanią. Zwykle podchodziłem życzliwie do takich twórców i twórczyń, no chyba, że ewidentnie naruszali reguły obowiązujące w świecie słów i książek. Najczęściej grafomania miewała niegroźne oblicze – ot jakaś pani, jakiś pan płodzili dziesiątki, setki rymowanek i domagali się choćby odrobiny akceptacji. Czy to byli członkowie robotniczych stowarzyszeń kulturalnych, wojskowych klubów literackich, klubów emerytów lub nauczycieli, za każdym razem przypadłość była ta sama – radosna nadprodukcja i wygórowana ambicja, a nade wszystko chęć udowodnienia, że krytyka w tym przypadku nie ma sensu, bo autor lub autorka należą do rodziny największych słowopiewców. Był taki czas, że grafomania podążała w kierunku modnych autorów, np. Stachury albo Wojaczka, naśladowano też Bursę i Milczewskiego-Bruna, albo mniej znanych poetów wyklętych, jak Babiński, Ratoń, albo Szymanowicz. Miałem też do czynienia z grafomanią pseudopatriotyczną, gdy jeden z autorów wyrąbał wierszydło mające usprawiedliwić jego uwikłanie w poprzedni system polityczny i wieloletnią współpracę z SB. Pisał wtedy: nie czuję się patriotą…/ straszy i śmieszy mnie sarmatyzm,/ mam lepsze zdanie o Krzyżakach niż Sienkiewicz/ i krytyczny stosunek do najazdu Naczelnika na Kijów,/ wolę Wokulskiego od Konrada i Kordiana,/ a generała Berlinga od Bora Komorowskiego,/ wciąż mam słabość do Broniewskiego/ kolegowałem się z Żukrowskim… Oczywiście wierszydło było znacznie dłuższe i pochlebiam sobie, że po mojej krytyce, zostało nieco zmodyfikowane, by w książce tego autora ukazać się w wersji light. No cóż, przyznać też muszę, że spotkałem wielu grafomaniących księży, kleryków, a nawet siostry zakonne, a choć tematyka bywała wzniosła, od Ducha Świętego, przez Jezusa Chrystusa, do samego Boga Stworzyciela, to te chybione twory natchnień religijnych też wołały o pomstę do nieba. Nie zapomnę także „poety”, który w kuluarach jednego turnieju wiersza miał do mnie pretensję, że nie wyraziłem zachwytu nad jego lirykiem, który zaczynał się mniej więcej tak: Stanąłem przy matce i walnąłem ją siekierą w łeb/ Potem zatargałem ją do wanny i rąbałem raz za razem/ Na koniec kawałki matki wsadziłem do wora/ I cisnąłem z balkonu na chodnik. To było takie debilne naśladownictwo Zabicia ciotki Andrzeja Bursy, bez jakiejkolwiek wiedzy, w jakim czasie utwór krakowskiego autora powstawał i przeciwko czemu się buntował, ale ten „poeta” był przekonany, że stworzył arcydzieło surrealizmu i symbolizmu zarazem.

1

Choć tych doświadczeń z grafomanią było sporo i mógłbym przywołać jeszcze wiele sytuacji, zacytować „najwybitniejszych twórców”, to poprzestanę na tym, co zostało wyżej powiedziane, bo celem tego tekstu jest przede wszystkim wyrażenie oburzenia w związku z nadużyciem, jakie miało miejsce ostatnio w Toruniu. A to za sprawą publikacji przez toruńskie wydawnictwo Algo wierszy Krzysztofa Marii Szarszewskiego. Widywałem książki tej oficyny wiele razy, wertowałem wartościową pracę Anny Nasiłowskiej o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, zaciekawiał mnie ciąg publikacji o profilu detektywistycznym i sensacyjnym, a także szata graficzna nowych wydań Ani z Zielonego Wzgórza. W pewnym momencie moją uwagę przyciągnęły pomysłowo wydane tomy z serii Liryki najpiękniejsze, a to za sprawą Norwida, Krasińskiego, Leśmiana, Staffa, Baczyńskiego, Grochowiaka i wielu innych. Była też inaczej akcentowana graficznie seria wierszy Emily Dickinson, Anny Achmatowej i Sylwii Plath, a do tego tomy prezentujące poezję romantyków, starożytnej Grecji i Rzymu. Dopisek na okładkach – Liryki najpiękniejsze – sugerował, że mamy tutaj do czynienia z poezją najwyższej próby, z autentycznymi wielkościami, usankcjonowanymi przez naukę o literaturze, krytykę literacką i podziw odbiorców. Myślę, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinno śledzić recepcję wielkich poetów polskich i nadużycia w tym względzie ze strony wydawnictw. Jeśli obok wielkich romantyków czy tak znakomitych modyfikatorów języka jak Leśmian, Pawlikowska-Jasnorzewska i Grochowiak prezentuje się w tej samej szacie graficznej skrajną grafomanię jakiegoś autora, powinny za tym iść określone prawem konsekwencje. Nietrudno się domyślić, że w grę wchodzą tutaj jakieś gratyfikacje finansowe, ale przecież jest to obniżanie rangi naszych wielkich, narodowych twórców. Umieszczanie Szarszewskiego obok Asnyka, Przerwy-Tetmajera, Gałczyńskiego to ogromna dowolność i obniżanie rangi poetów, którzy mają swoją pozycję w naszej kulturze i jednocześnie kompromitacja wydawnictwa. Elementem unifikującym jest tutaj szata graficzna w jednym stylu (zresztą ciekawa), sugerująca ten sam ciąg wartości, pokrewieństwo gatunkowe, bliskość artystyczną. W przypadku Szarszewskiego mamy jednak do czynienia ledwie z zabawą w poezję, a choć zdarza mu się napisać lepszy wiersz, to nie waham się większości jego nadprodukcji lirycznej uznać za przejaw skrajnej grafomanii.

2

Hrabia Szarszewski (sam tak się podpisuje) ma skłonność do tworzenia ogromnych wierszydeł i histerycznego reagowania na wydarzenia polityczne, na zachowania osób medialnych, a szczególnie polityków, potrafi się też głęboko „zadumać” nad światem – oto przykład z wiersza pt. Papierki i bombonierki: Godzino mgnienia poety/ Alchemika lirycznych zdarzeń/ O marzycielskich oczach ascety/ Już nie widać ratunku/ Nie dotkniemy ciszy nastrojów/ Choć nie zgasł jeszcze uśmiech/ Więc skąd ta pochmurność ?/ Na twarzach bez marzeń. Bardzo często pierwszym sygnałem, że mamy do czynienia z grafomanią, jest nadużywania przez autora słowa marzenie, tak przecież skompromitowanego w poezji polskiej, które odmieniano na wszystkie możliwe sposoby i z czasem stało się wytrychem bez znaczenia, zapchaj dziurą w tandetnych produkcjach. W tekstach Szarszewskiego znajdziemy wiele bezsensownych zastosowań tego słowa, ale komiczne też bywa jego opakowanie. Oto mamy do czynienia z apostrofą do godziny (mgnienia poety?), który dalej określany jest z emfazą jako alchemik lirycznych zdarzeń, o marzycielskich oczach ascety. Alchemik lirycznych zdarzeń – no powiedzmy, choć to pewnie zarozumiałe nawiązanie do samego hrabiego, ale trudno zgadnąć dlaczego ma on marzycielskie oczy, w dodatku ascety. Ikonografia przekazała nam wizerunki ascetów znękanych, żeby tylko przywołać oblewanego fekaliami św. Aleksego – ascetów cierpiących niewypowiedziane męki, jak na przykład niewiasty zamurowane w celach albo eremici zrywający kontakt ze światem. W liryce Szarszewskiego poeta-asceta ma marzycielski wzrok, który nie jest władny zmienić czegokolwiek – stąd konstatacja, że nie ma już ratunku. Dalej owo zachwianie semantyczne potęguje się jeszcze bardziej: Teraz cicha mgła otula/ Resztki ekstatycznych złudzeń/ W świecie wirującym jak kula/ Zgasły świeczki na ławie/ Na coś czeka łyżeczka/ W wystygłej, porannej kawie. W cytowanym wyżej fragmencie pierwszej wersji wiersza pseudopatriotycznego poeta użył jakże komicznego określenia płomień rozdygotanej nadziei, co porównałem z innym smaczkiem, z tekstu innego wieszcza: stara rozkraczona tęsknota. Tutaj znajdziemy określenie, które dorównuje im swoją potęgą poetyckiej mocy i staje do konkursu na najbardziej bezsensowne cząstki polskich wierszy. Chodzi o resztki ekstatycznych złudzeń… czyli o połączenie śmietniska z ekstazą, resztek ze złudzeniami – chodzi też o rymy częstochowskie, ulubione narzędzia poetyckiego rzemiosła Szarszewskiego, które tutaj mają być pointą dla tych ochłapów ekstatycznych. Uderzając w najwyższe tony, odwołując się do stanu ekstazy, zderzając ją z kiblem, podąża poeta ku owej częstochowskiej i jakże bzdurnej poincie: Zgasły świeczki na ławie/ Na coś czeka łyżeczka/ W wystygłej, porannej kawie. Szarszewski nie wie na co czeka, a ja wiem – na to by przestał płodzić takie pseudoliryczne bohomazy. Żarty żartami, ale chodzi przede wszystkim o to rymowanie, przypominające serię z karabinu maszynowego, które lokować należy pomiędzy Baką, a Ujejskim, Syrokomlą a Zmorskim.

5

O Krzysztofie Marii Szarszewskim czytamy w Internecie, że jest z wykształcenia prawnikiem, a z zamiłowania podróżnikiem, zafascynowanym wulkanami, do tego jeszcze autorem kilku tomików wierszy. Takich oto naśladowań wierszy okolicznościowych i kościelnych litanii: W poe temacie… sytuacje/ Poetyczne konstelacje/ Niesensowne konstatacje/ Konotacje i frustracje/ Patetyczne intonacje…/ Poza percepcją wariacje/ Intelektu fascynacje/ Duszy… ducha afirmacje. Ten poe temat, to wynalazek słowny Szarszewskiego, a znajdziemy ich całe mrowie w kolejnych „utworach”. Dalej kałasznikow liryki wali równie dynamicznie, choć na samym końcu autor zaczyna mieć wątpliwości: me abstrakcje/ Muz poezji adoracje/ W kształty poe obleczone/ Świtem, zmierzchem wyrzeźbione/ Czy z powodu Weny głodu?/ Tęsknot duszy niespełnione? Ale może być jeszcze dziwniej i jeszcze zabawniej, gdy poeta zapatrzy się: W bezkres mistycyzmu/ W osobliwość… w czasoprzestrzeń/ W pustą niepojętą… zdobną/ Fantasmagoryczną piękność/ Czarnej dziury astro kieszeń/ Transcendentalnej urody szczycie/ Somnambulicznie nadobną. Brrr… bezkres mistycyzmu i czarnej dziury astro kieszeń, transcendentalna uroda, w dodatku somnambulicznie nadobna – czytając „wiersze” Szarszewskiego zastanowić się trzeba, czy autor w ogóle wie o czym pisze? Czy też pozwala wyrazom swobodnie wypadać z głowy, jakoś je kleci, jakoś porządkuje częstochowskimi rymami i hajda, do serii najpiękniejszych wierszy polskich. Autor jest przekonany o swojej wielkości, o czekającej go sławie i chwale wiekopomnej, dlatego często czyni samego siebie podmiotem wiersza i tak siebie kryśli: Laur głowę dziwnie przyozdabia/ I stos piramid ksiąg zawiłych/ Zamiast przykazań dziesięcioro…/ Patronów i faryzeuszy czarnych/ Dla bliźnich jak rzeźbione mgły/ Marzeń ulotnych blichtr i sny. Rzeczywiście dziwny jest ten laur na głowie kogoś, kto trudni się produkcją grafomańskich tekstów i nadużywaniem w twórczości skompromitowanych słów. Zawiłość sensów Szarszewskiego jest trudna do pojęcia, bo jak dociec czym jest marzeń ulotny blichtr, w dodatku w połączeniu ze snami. Ale może komuś umysł rozjaśni lektura liryka pt. Konkluzje iluzji, gdzie jakże pomysłowo: W dźwiękach fałszu nieporadnych/ Na orbicie kieratu codzienności/ Oszukana czułość miłości/ Ziszczeń rozwodnione napoje serwuje. Czyli mamy tutaj do czynienia z czułością-barmanką, w dodatku z Barcelony, bo pod wierszem widnieje miejsce, gdzie ten arcyliryk powstał. Orbitę kieratu codzienności dorzuciłbym do wyżej wskazanych hitów grafomanii polskiej, ale przecież nie jestem w stanie wskazać wszystkich tego rodzaju wspaniałości pana hrabiego. Myślę jednak, że to krótkie przywołanie dorobku poetyckiego Szarszewskiego jest wystarczające i znakomicie obrazuje jego poziom literacki.

4

Dlaczego piszę o tym, trwonię cenny czas, który kradnę sam sobie i z wyrzutem patrzę na półkę, pełną różnorakich autorów o wielkiej klasie, czekających na lekturę i powstanie nowych tekstów? Piszę, bo jestem zbulwersowany zachowaniem toruńskiego wydawnictwa i samego Szarszewskiego, który bez żenady ustawił się w ciągu najwybitniejszych polskich poetów dla określonych korzyści. Spotkałem go w Inowrocławiu, gdzie przyjechał na niewielki zlot autorów emigracyjnych, wraz ze swoją partnerką życiową, malującą obrazki na poziomie amatorskim, zachody słońca, maki na polach i naśladowania słoneczników Van Gogha. Szarszewski najczęściej występuje na scenie placówek, gdzie wystawia swoje malowanki jego przyjaciółka i mamy wtedy do czynienia z duetem typu dwa w jednym. Otrzymałem oczywiście zbiór, wydany w serii najpiękniejszych wierszy polskich, ale tego było mało naszemu wieszczowi, przy stole, podczas kolacji, obdarzał kogo się dało wydrukami swoich wierszy, podpisując je zamaszyście złotym długopisem (tusz w kolorze złotym). Miał tego chyba całą ryzę i co chwilę przemieszczał się przy stole by komuś uzmysłowić jaki jest wielki, jak wspaniałe wiersze płodzi, a ów rozbujany podpis, jak na dawnych edyktach królewskich, miał być dopełnieniem i zwieńczeniem chwały wiersza polskiego. Można by nad tym lokalnym, patologicznym zjawiskiem przejść do porządku dziennego, ale – jak się przekonałem – Szarszewski używa książki wydanej przez toruńskie wydawnictwo by wkradać się do różnych gremiów, brać udział w imprezach, szczególnie emigracyjnych, gdzie też intryguje na potęgę (sam tego zaznałem). Jakie to robi wrażenie, gdy do Belgii albo Holandii przyjeżdża poeta, którego liryki wydano w tej samej serii, co Norwida, Krasińskiego i Leśmiana, a że ludzie rzadko poezję czytają, zwracają uwagę przede wszystkim na opakowanie, czyli estetycznie podany tom, w twardych oprawach i ten chwalebny kontekst wydawniczy. To jest oczywiście ogromne nadużycie ze strony Szarszewskiego, oszukiwanie wielu ludzi, którzy biorą jego twórczość za coś wyjątkowego, bo przecież podczas prezentacji na scenie sporo sensów umyka, poeta czyta szybko jak terkotka, a do tego jakiś koleś zagra na keyboardzie Chopina i już robi się patriotycznie. Trzeba dawać odpór takim zachowaniom i ostrzegać, szczególnie gremia emigracji polskiej, przed tego rodzaju nadużyciami, przed takim wykorzystywaniem serii gigantów poezji do własnych celów. Szarszewski pojawia się stale na plakatach imprez, w różnorakich centrach kultury, jako gwiazda, gość wyjątkowy, poeta z tej samej półki artystycznej, co Baczyński i Lechoń. A prawda jest taka, że mamy tutaj do czynienia z przypadkiem skrajnej grafomanii, w której nie ma żadnych reguł, a teoretyczne podwaliny wiersza polskiego, sformułowane przez Marię Dłuską, Szarszewski ma w głębokim poważaniu. Płodzi parafrazy Lokomotywy Tuwima, nabijając się z arcybiskupa Głódzia i trąbi absurdalne, pseudo barokowe, pseudo młodopolskie strofy: Za horyzontem życia zamyśleń/ Dyszy wszechogarniająca próżnia/ Nie słychać harfich majaczeń/ Brzmień lir poezji antycznych/ Wybacz mi… krysztale rosy/ Maku… z ostrz morderczej ocalony kosy/ Brak róż w błękitach lirycznych…/ Że nie proszę na biesiady/ Poetów nieśmiertelników/ W gajach post apokaliptycznych. W gajach post apokaliptycznych… Tak, to by było na tyle.

5 komentarzy

  1. Jurek said,

    2015/12/20 @ 0:25

    Darku,wyręczyłeś mnie.We wrześniu usłyszałem o tym wydawniczym skandalu,ale nie miałem możliwości dotarcia do tej serii.Gratuluję tego artykułu i całkowicie się z Tobą zgadzam.To grafoman.

  2. Krzysztof Maria Szarszewski said,

    2015/12/20 @ 13:27

    … Nie posiadam się z radości (bo nie uważam się za „wielkiego poetę ” – piszę amatorsko i spontanicznie), iż spot’kał mnie wyjątkowy zaszczyt. Ów – na powyższym obrazku DARIUSZ LEBIODA – znany od dawna cyniczny oszust, molestant seksualny, handlarz statuetkami napisał o mnie tyradę pseudo literacką. Nie jestem odosobnionym przypadkiem bo robi to od zawsze z innymi i przegrywa sprawy w sądach ! Pisze jak umie. Czy z zazdrości czy z innych powodów nie wiem. Ale to jego zbójeckie prawo… i tylko dlatego, że odmówiłem – jak jeszcze cztery osoby w Toruniu i trzy w Brukseli – KUPNA jednej z trzech jego statuetek za 350 euro i… wstąpienia do tzw. ZlePu – inni płacą nawet więcej. Proponował mi to w październiku ’15 (mam korespondencję i świadków) pod warunkiem, że wydrukuje mi tomik, za który miałbym mu zapłacić ! To ja otrzymuję tantiemy za tomiki, do których profesorowie uniwersyteccy piszą przedmowy i posłowia, i które są od wielu lat sprzedawane w Empiku, Matrasie itp.! Szkoda czasu by pisać więcej na temat tego indywiduum. Zainteresowanych odsyłam do INTERNETU – jednakże w kaloszach i sztormiakach – tyle fekalii i niecenzuralnych acz adekwatnych określeń wylewanych jest – nie przez grafomanów na „literata DL”
    Rzeczony „guru”proceder ten uprawia na skalę międzynarodową. Sprzedaje statuetki w dzikich krajach każąc się zapraszać.
    … ZACHODZĘ W GŁOWĘ – i nie tylko ja – JAK TO MOŻLIWE BY COŚ TAKIEGO PRZEWODNICZYŁO ZLP W KUJAWSKO POMORSKIEM ?…
    Ale kto zna historię ten rozumie.

    I jeszcze jedno kuriozum tego kuriozum.
    Proponował mi odpłatne poprawianie moich utworów przekonując, że robi to kilku swoim koleżankom „po piórze” i efektem tego mogą mieć statuetki !

    Do tekstu na portalu „Poznańskich Literatów” gdzie opublikowano i natychmiast usunięto majstersztyk LEBIODY !

    … Szanowny Poznański Poeto
    Wszystko co napisałem jest prawdą i za słowa biorę pełną odpowiedzialność. Jest to li tylko moja odpowiedź na tekst tego oszusta i konfabulanta.
    Mógłbym ujawnić o wiele więcej pikantniejszych szczegółów ale nie jest to miejsce właściwe do tego. Biorę też pod uwagę interes osób trzecich – zwłaszcza kobiet. Właśnie jedna z nich (z charakterem) wytoczyła mu sprawę. Została nikczemnie oszukana i wykorzystana a ja będę jednym ze świadków.

    • lebioda said,

      2015/12/20 @ 16:10

      Pana tyrada Szarszewski, to stek kłamliwych obelg, zniesławień i kłamstw, więc będzie dalszy ciąg. Obiecuję… Po ochłonięciu proszę zauważyć, że ja Pana nie obrażałem, nie opluwałem, a jedynie oceniłem Pana wiersze i kompromitację toruńskiego wydawnictwa, które ustawiło pana w jednym szeregu z Norwidem, Staffem i Baczyńskim. Próbował pan od dłuższego czasu dostać się do grona literatów, a teraz po takiej solidnej odprawie, naśmiewa się pan z naszego Związku i próbuje mnie straszyć sądami. Brednia goni brednię w Pana komentarzu i to jest oczywiście styl pijackich libacji. Pana bełkot udostępniam tylko dla celów, które panu, jako prawnikowi z wykształcenia, powinny być dobrze znane.

  3. 2015/12/20 @ 22:12

    Ja mogę być nawet hipergrafomanem. Mi wystarcza, że lubią moje wiersze na co mam aż nadto dowodów. Piszę dla czytelniczek nie dla zdegenerowanych i skorumpowanych pseudo krytyków!
    Ale… I dlatego proponował mi Pan przyjęcie do skompromitowanego ZLePu? To dlatego miałem sobie i Pani Kasi kupić statuetki?
    Jeszcze raz Panu oświadczam… Posądził mnie Pan o coś czego nie zrobiłem. Nie robiłem NIC w Ani sprawie, stałem obok. Ubzdurał Pan sobie coś albo przyjaciółka bzdur naklepała i z tego powodu się Pan mści… i źle niestety na tym wyjdzie. Ostrzegałem. Szkoda, że rozsądek Pana zawiódł. Za dużo ludzi mnie popiera Panie Leboioda. Za wielu Pana nie cierpi ! Co my wiemy to jedno ale czytaliśmy o Pana wybrykach w internecie! Rozmawialiśmy z wieloma na Pana temat… nie do powtórzenia! „Uwielbiają” Pana w Warszawie, Poznaniu, Toruniu a szczególnie w Bygoszczu.
    Cóż – przykro mi. A że nie wypada mi życzyć wesołych to jednak zdrowych świąt Panu życzę.

  4. 2015/12/21 @ 11:01

    Natury się nie zmieni. Tak ja może jestem naiwny… (i niech Pan tak myśli) wydano mnie więc się ucieszyłem. Szczęściem mam recenzje, przedmowy i posłowia lepszych od Pana krytyków, profesorów uniwersytetów polskich i amerykańskich. I to mi wystarczy. Nie będzie mi żaden „teoretyk” narzucał co i jak mam pisać. To nie komuna ! Dowcipy o krytykach są znane, A tak a propos krytyki – nie dziwi i trawi on twórczość obleśną Jacka Podsiadły, Jakuba Winiarskiego? De gustibus non est disputandum i Pro poetis omnia licet. Winien Pan to znać. Czy nie uczyli na tajnych kompletach ? Bawimy się dalej… The Show Must Go On…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: