POTRZOS

Foto Wikipedia

Foto Wikipedia

Miałem jak dotąd dwa niezwykle interesujące spotkania z potrzosami (Emberiza schoeniclus), małymi ptakami, które bardzo przypominają wszędobylskie mazurki. Pierwsze miało miejsce w 1984 roku w Gródku krajeńskim, nieopodal jeziora nad którym pracowałem jako ratownik, odbywając liczne wyprawy piesze, rowerowe, biegając między polami i pływając wpław po akwenie. Za ośrodkiem, nieopodal łąk i upraw stały szwedzkie domki wczasowe, pokryte drewnianymi dachami, mające mnóstwo zakamarków pod powałą, między deskami i framugami okiennymi. Stąd słychać stale było w tych domkach chrobotające myszy, jakieś inne dokuczliwe gryzonie, a pod dachem zagnieździły się potrzosy. Miałem wtedy ze sobą atlas ornitologiczny Jana Sokołowskiego i przyglądałem się długo przylatującym i wylatującym w niebo ptakom, wyodrębniając charakterystyczne cechy, różniące je od mazurków. Szczególnie samce, w szacie godowej, dawały się oznaczyć, a to za sprawą czarnej głowy, białego „wąsa” i czarnego podgardla, choć pręgi na głowach samic też wskazywały na konkretną przynależność gatunkową. Potrzosy ładniej śpiewają od mazurków, które odpowiedzialne są za wszechobecne ćwierkanie w naturze. To właściwie nie jest trel, a raczej powabne jąkanie się, powtarzanie w różnorakich konfiguracjach podobnych tonów. W czasie przelotów ptaki te łączą się w stada i moje drugie, bydgoskie spotkanie, które miało miejsce pod koniec października tego roku, związane było z tego rodzaju jesienną aktywnością tych niewielkich pierzastych stworów. Stałem w centrum miasta, czekając na rozpoczęcie imprezy literackiej, a z racji tego, że miałem jeszcze pół godziny czasu, ruszyłem ku gęstym zaroślom na obrzeżu wielkiego pustego placu, który kiedyś należał do jakiejś firmy budowlanej. Z daleka zobaczyłem i usłyszałem liczne sikorki, im też początkowo poświęcając uwagę, ale po chwili pojawiło się duże stado brązowych ptaków, które początkowo wziąłem za mazurki. Jednak głosy były inne, coś mi przypominające i postanowiłem przybliżyć się ostrożnie do miejsca, w którym siedziały i nerwowo przelatywały między gałęziami bzów i dzikich róż. Gdy znalazłem się na tyle blisko, by wyodrębnić cechy gatunkowe, nie miałem już wątpliwości – to były potrzosy, z racji ocieplenia żerujące jeszcze w Polsce, ale niewątpliwie będące w drodze ku cieplejszym krainom. Nieco wydłużone kształty wyraziście lokowały je pośród rodziny trznadlowatych, a ornitolodzy naliczyli na całym świecie kilkanaście podgatunków, czasem diametralnie różniących się od europejskich rezydentów. Jak u wielu małych ptaków, nieustannie narażonych na ataki drapieżników, zachowanie potrzosów jest bardzo nerwowe, jak sikorki, jak wróble stale zmieniają one lokalizację, przelatują z gałązki na gałązkę, jakby nie mogły zagrzać miejsca na dłużej. Ich krótkie życie pełne jest trudów i opuszczając gniazdo już po jedenastu dniach od wydostania się z jaj (są one dziwnie umaszczone podłużnymi czarnymi plamami, co świetnie je maskuje pośród roślinności), muszą stale być czujne, wciąż reagować na podejrzane ruchy w przyrodzie. Żywią się najczęściej małymi owadami, ale nie pogardzą też nasionami roślin i niewielkimi owocami krzewów. W końcu i jakiś mój nieostrożny gest spłoszył kilkanaście brązowo-czarno-białych ptaków i odprowadziłem je wzrokiem w locie ku dalekim turzycowiskom, kępom suchych wrotyczy, nawłoci i przegorzanów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: