ADAM SZYPER (1939–2015)

Adam Szyper - zdjęcie zrobiłem w 2002 roku na Time Square, w centrum świata

Adam Szyper – zdjęcie zrobiłem w 2002 roku na Time Square, w centrum świata

   Z dużym opóźnieniem dotarła do mnie smutna wiadomość o śmierci Adama Szypera, mojego wieloletniego przyjaciela z Nowego Jorku, poety i tłumacza, polemisty Gombrowicza, żywo uczestniczącego przez wiele lat w życiu literackim Polski i Ameryki. Poznałem go i spotykałem się z nim najczęściej podczas poznańskich Listopadów Poetyckich, ale w pewnym momencie Adam stał się kimś więcej, jak tylko spotykanym raz po raz twórcą. Za jego sprawą moje życie nabrało wielkiego przyspieszenia i w 2000 roku poleciałem do Nowego Jorku na spotkanie poetów amerykańskich i polskich, które miało miejsce w słynnej sali Daga Hammarskjölda i zgromadziło prawdziwe sławy poezji za oceanem. W imprezie wziął udział Stanley Kunitz, Gerald Stern i Henry S. Taylor, wszyscy uhonorowani nagrodami Pulitzera za poezję, a do tego świetny poeta i wydawca Stanley H. Barkan, no i Adam jako łącznik pomiędzy literaturą polską i amerykańską. To był święty czas, moje pierwsze zetknięcie się z Ameryką, po którym napisałem sporo tekstów poetyckich i eseistycznych, zrobiłem wiele fotografii i zobaczyłem magiczne miejsca na Manhattanie. Już wtedy zauważyłem niezwykłe cechy charakteru Adama, który dla wszystkich był przyjacielski, często angażował własne środki finansowe, zapraszał do siebie do domu i otwierał różnorakie ważne drzwi. Spotkanie w ONZ-ecie było wspaniałym przeżyciem, a możliwość czytania wierszy obok takich znakomitości poetyckich, jednym z najważniejszych zdarzeń w mojej karierze literackiej. Adam tak skonstruował to spotkanie, że czytaliśmy wymiennie i ja zaprezentowałem wiersz Geralda Sterna, a mój tekst przeczytał Stanley Kunitz, co było dla mnie tak samo nieprawdopodobne, jak lądowanie na Marsie. Adam potrafił jednak docierać do największych twórców, a później jeszcze związał się blisko z Philipem Levine’m, przetłumaczył utwory uwielbianego w Ameryce Rumiego, a przy tym przyczynił się też do powstania dwóch moich wyborów wierszy w USA.

   Potem było znamienne spotkanie w Łodzi, gdzie miał swoje studio literackie, w samym centrum miasta, przy ulicy Mickiewicza. Umówiliśmy się 11 września 2001 roku i gdy dotarłem do niego, w telewizji relacjonowano dramat, rozgrywający się w miejscu, które też razem zwiedzaliśmy. Arabscy terroryści uderzyli pasażerskimi samolotami w wieże World Trade Center , spowodowali ich zawalenie się i pogrzebanie wielu niewinnych istnień. Adam strasznie to przeżywał i łączył się telefonicznie z żoną Mirą, która obserwowała wielkie dymy nad Manhattanem z miejsca, w którym pracowała jako chemik. To była prawdziwa makabra i mój przyjaciel widział w tych zdarzeniach jakiś złowieszczy znak, jakąś potworna zapowiedź rozwoju terroryzmu w świecie. Jego przeczucia sprawdziły się w stu procentach, a to, co dzieje obecnie wokół Syrii i Iraku, jest dalszym ciągiem tamtych zamachów i terroru ekstremistów islamskich. Adam zmarł 30 września 2015 roku we śnie i nie wiem, czy to jego serce nie wytrzymało tych potwornych zdarzeń, zdjęć masowych egzekucji, maltretowania bezbronnych, związanych ludzi, czy skumulowały się zdarzenia życia, w którym było i uwięzienie w Oświęcimiu, i tułaczka, i ciężka praca w Ameryce. Tak doświadczany egzystencjalnie człowiek musiał zostać poetą, by słowem i kolejnymi książkami reagować na to, co działo się wokół niego? Napisał i opublikował sporo zbiorów poezji, śledził życie literackie, bywał bardzo hojny dla poetów, którzy prosili go wsparcie ich projektów literackich, miał też wyrazistą wizję własnego rozwoju. Obserwowałem go uważnie podczas mojego najdłuższego pobytu amerykańskiego, kiedy gościł mnie prawie dwa miesiące w swoim mieszkaniu w Elizabeth pod Nowym Jorkiem. Spędziliśmy ze sobą wiele czasu, rozmawiając o literaturze i komentując najprzeróżniejsze dzieła, studiując komentarze w „New York Timesie”, przeglądając „Time’a”, „Newsweeka” „USA Today” i wiele innych periodyków, które Adam pasjami kupował. Jego dobro i szlachetność onieśmielały mnie i były czymś tak niezwykłym w świecie obłudy, oszustwa i kłamstwa, że czułem się u niego i przy nim jak w enklawie spokoju, łagodności i prawdziwej mądrości życiowej. W moim archiwum zostało wiele wspólnych zdjęć, z wypraw do Central Parku, na Liberty Island, na Long Island, do Atlantic City i Princeton, za każdym razem w ciągu dyskusji, podsumowań, diagnoz rozwojowych. Nie przypominam sobie by Adam mówił o kimś źle, raczej konstruktywnie analizował dokonania, opowiadał się po stronie jakiejś twórczości, a inną zdecydowanie odrzucał.

   Przetłumaczył na język angielski wiele moich wierszy, ale wspierał w ten sam sposób także innych poetów, których zapraszał do Ameryki. Kontaktował się też z twórcami polskimi, tworzącymi za oceanem i planował wydanie ich antologii. Adam bardzo kochał swojego syna Danny’ego, doświadczonego chorobą, i stale latał do niego do Arizony, gdzie opiekował się nim i aktywizował go jak mógł. Spałem w Elizabeth w dawnym pokoju syna i przyglądałem się ogromnym zestawom książek z różnych dziedzin, świadczących o zainteresowaniach tego młodzieńca i tym, jak rodzice dbali o jego rozwój. Także amerykańska biblioteka Adama była ogromna, choć i tak nie mogła się równać z księgozbiorem, który Adam zgromadził w Łodzi, odbywając podczas swoich pobytów rytualne wędrówki po antykwariatach. To była jego samotnia, w której studiował kupione książki, tłumaczył poezję, a także przygotowywał teksty krytycznoliterackie do planowanych publikacji. Niestety życie pośród pisarzy coraz bardziej go zawodziło i powoli zaczął odchodzić od udziału w imprezach, zamknął się w swojej samotni z książkami i nasz kontakt się urwał. Nie chciałem mu przeszkadzać, nie próbowałem odnawiać naszej znajomości, bo wiem, że czasem ludzie się spotykają, a czasem od siebie odchodzą i dalej podążają w różnych kierunkach. Zapamiętam go jako ciepłego człowieka, wspaniałego przyjaciela, z którym czułem się znakomicie, czy to w Ameryce, czy w Łodzi, Warszawie, albo w Bydgoszczy, gdzie go zaprosiłem. Ach, pamiętam jak razem szliśmy przy starym pruskim kanale i rozkoszowaliśmy się kolorami jesieni, klarownością wrześniowego poranka, ptactwem na wodzie i promieniami słońca. Potem było spotkanie w III Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza, do którego uczęszczałem jako uczeń i Adam podbił młodzież swoją poezją i mądrymi komentarzami. Przy tym wszystkim, przy swojej wielkiej światowości, był dosyć nieśmiały, nie pchał się na afisz, ale kiedy czuł, że ma do czynienia z gronem życzliwym i zainteresowanym literaturą, otwierał się i natychmiast zaprzyjaźniał z różnymi gronami. Zapamiętano go w wielu miejscach Wielkopolski, w Krakowie, na Pomorzu i Kujawach, w ukochanej Łodzi i w Warszawie, w Izraelu, w Nowym Jorku i w Arizonie. Teraz należałoby wydać wiersze wybrane Adama, z komplementarnym opracowaniem krytycznoliterackim, aby pomnik jego życia został dodatkowo wzbogacony książką obrazującą jego dokonania. Mówię żegnaj Adamie, choć w moim sercu i myślach pozostaniesz na zawsze, taki jakim byłeś naprawdę i jak widziała Cię Twoja wspaniała żona Mira.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: