JEDNOŚĆ

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nasz świat bywa trudny, mnożący zagrożenia i rozległe wiry, chwile groźne i wymagające natychmiastowego działania, szybkiej reakcji i decyzji. W nieustannym biegu, w powtarzających się sekwencjach dni i nocy, tracimy to, co jest w naszej egzystencji najpiękniejsze, niepowtarzalne, czekające na zauważenie i wyodrębnienie z lawiny obrazów. Cudowność świata najczęściej objawia się nam podczas egzotycznych podróży, gdy zjawiskowość jakiegoś krajobrazu, czyste piękno tworów natury, odbiera nam oddech, wyhamowuje obłędny pęd. A przecież tragicznym tonom istnienia przeciwstawić możemy nasze zawieszenie w kosmosie, bytowanie wewnątrz spiralnej galaktyki, przy gwieździe średniej wielkości, w towarzystwie planet, księżyców, asteroid i komet. Powszechne umieranie ustawić możemy po przeciwległej stronie nieustannie się krzewiących konstrukcji natury, przepięknych gór i mórz, drzew, liści, kwiatów, traw i mchów, potężniejących codziennie owoców, wrastających w ziemię warzyw, zawiązujących się na gałęziach orzechów i jagód. Świat bywa bezlitosny i doprowadza ludzi do szaleństwa, pojawiają się depresje i zapaści, a wtedy wszystko gaśnie, zostaje spłaszczone, jakby nie istniało, jakby bezwolnie zostało zrównane z tektoniczną warstwą planety. Szarość zastępuje barwy jaskrawe, czerń zakłamuje biel, odcienie brunatne zakrywają czerwień i zieleń, błękit i barwy pastelowe. A przecież zjawiskowa przyroda krzewi się nieustannie, w każdej chwili rozprzestrzenia się i zamienia dwutlenek węgla w tlen, przydaje dekoracji naszym wędrówkom i powrotom, nowym wyzwaniom i celom. Doświadczenie samego siebie polega na tym, by dostrzec ciągłość i wypływanie kształtów z nicości, pojawianie się budowli naturalnych, które potwierdzają cud istnienia we wszechświecie, jego pulsowanie i etapy rozwojowe, ciągłe dążenie ku czemuś, o czym nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Rozcinając kulę grejpfruta albo konchę cebuli, rozdzielając ząbki czosnku albo liście kapusty, docieramy do struktury wszechrzeczy, obcujemy z czymś tak ostatecznym jak krwiobieg i przenikanie wody przez grunt, jak wyklucie się z jaja pisklęcia fregaty i narodziny dziecka po dziewięciu miesiącach wzrastania w ciele kobiety. Depresja odbiera to, co otrzymaliśmy w darze od wszechświata, zaciemnia obrazy i niszczy marzenia, szczytne plany, wizje rozwojowe życia i dorobku. Ale ci, którzy ją przemogli, pokonali samych siebie zaznają czegoś na kształt kosmicznej jedni, zaczynają patrzeć na swoje życie w perspektywie zdarzeń chwalebnych, nieustanie się wydarzających i potwierdzających wyjątkowość pierwotnej zasady kosmogonicznej. Szczególnie jesienią, gdy natura zaczyna zamierać, a w przestrzeni ogromne wyspy zieleni zmieniają się w żółcienie, czerwienie, brązy i czernie, odczuć można rytm zmian – żywej metamorfozy, której jesteśmy cząstką. Tylko pogodzenie z nią, tylko przekonanie, że zamieranie jest równie piękne jak narodziny, daje poczucie jedności i pełni, dobrze wykonanych zadań i spełnienia się tego, co od samego początku miało się dokonać. Tylko zauważanie kształtów wyjątkowych, spojrzenie na dalekie panoramy, unoszenie głowy ku gwiazdom, kontemplowanie otoczenia i samego siebie, znoszą ból, odsuwają depresję i czynią z nas ludzi prawdziwych, tak samo ważnych jak owoc rokitnika, arteria żylna w ciele bażanta, rzeka Jangcy wolno tocząca nurty, chmury układające się w warstwy i fale uderzające o brzegi dalekich lądów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: