CIEMNE MALOWIDŁA

Transtroemer

Tomas Tranströmer

SYROS

W porcie Syros porzucone statki handlowe stoją bezczynnie.
Rzędem, jeden przy drugim. Na kotwicy od lat.
Caperion z Monrovii,
Kritos z Andros,
Scotia z Panamy.
Ciemne malowidła na wodzie, zawieszone na uboczu,
jak zabawki z dzieciństwa, wyolbrzymiałe,
które przypominają nam o wszystkim, czym nie zostaliśmy nigdy,
Kelatros z Piruesu,
Cassiopea z Monrovii, ocean nie sprawdza ich więcej.
Ale kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy do Syros, w nocy,
i zobaczyliśmy cały ich rząd w świetle księżyca, myśleliśmy:
jaka potężna flota, jakie wspaniałe koneksje!

przeł. Czesław Miłosz

1280px-Brainsik-ermoupoli

Ermupoli, główny port wyspy Syros

Poeci podróżują do swoich miejsc magicznych, zagubionych pośród mórz i oceanów, rzadko odwiedzanych przez turystów i mających coś, czego nie dostrzegają inni. Thomas Tranströmer, szwedzki laureat Nagrody Nobla z 2011 roku, w swoim wierszu pt Syros wraca do czasu dwóch idealności – swobodnego podróżowania w czasie i przestrzeni i dobrego zdrowia. Rok 1990 nie zapisał się dobrze w życiu tego poety, bo przeżył poważny udar mózgu i musiał zrezygnować ze swojej zwykłej aktywności. Poświęcił się wtedy poezji, a jego wielka aktywność, po przeżytym wylewie, zdumiewała czytelników i krytyków, wszak kolejne zbiory liryków ukazały się w ponad sześćdziesięciu językach świata. Podkreślano esencjonalność wierszy Tranströmera, jego wnikliwość i paradoksalny charakter ewokowanych obrazów, wskazywano na oryginalność tematyki muzycznej, głębię doznań religijnych i kreację człowieka jako istoty zagubionej w kosmicznym bezładzie, w nieustającym pędzie, kończącym się nieuchronnie śmiercią i rozpadem. A wszystko w niezwykle prostych, kondensacyjnych lirykach, które z pozoru niczym szczególnym się nie wyróżniają, a przy dogłębnej analizie odsłaniają treści ukryte, metaforyczne i symboliczne. Tranströmer wpatruje się w rzeczywistość i wcale nie jest to spojrzenie dobrotliwe, raczej jest to analiza otwierająca przepastne głębię, wyodrębnienie ciemnych malowideł i wejście w mroczne przestrzenie. Ze wszystkich stron w tych wierszach wyziera przerażająca pustka istnienia, tragedia ludzkiego bytu, nieustannie narażonego na cierpienie, choroby, podążającego ku rozpadowi, ale też nieustannie prowadzącego walkę z entropią i starającego się stworzyć coś żywego pośród martwoty.

IMG_1698

Głównym portem na greckiej wyspie Syros (gr. Σύρος) jest Ermupoli, a jeden z charakterystycznych elementów krajobrazu stanowi wielka stocznia, która buduje od podstaw i remontuje stare statki oceaniczne. Na tym skalistym skrawku ziemi, należącym do archipelagu Cykladów, schronili się liczni greccy uchodźcy, po wielkiej wojnie niepodległościowej zakończonej w 1829 roku. Z biegiem lat wyspa coraz bardziej traciła na znaczeniu, chociaż w połowie dziewiętnastego wieku jej główny port był miejscem docelowym wielu linii morskich, większym od Pireusu i przyjmującym jednostki handlowe i pasażerskie. Gdy dopływa się do Syros od strony Morza Śródziemnego, widać wyraźnie charakterystyczną zabudowę, dostosowaną do kształtu zatok i okalających je wzgórz. Nad miastem Ermupoli dominują dwa wzniesienia – wschodnie Wrondado, z dzielnicą prawosławną i zachodnie Ano Siros, z dzielnicą katolicką. Jest to zatem wyspa kościołów, monastyrów i klasztoru św. Jerzego, a budowle sakralne przydają jej majestatu i wyraźnie rysują się na tle białych domów, z charakterystycznymi płaskimi dachami lub tylko lekko pochylonymi i pokrytymi dachówkami. Ten malowniczy zakątek świata może się wydać rajem na ziemi, rozświetlonym przez słońce i znakomicie architektonicznie uporządkowanym, pełnym ogrodów z kwitnącymi, barwnymi krzewami, znakomicie utrzymanych basenów, restauracji i kafejek. Dopiero wejście na wzgórza i spojrzenie na rysujące się dale, daje wyobrażenie o sile żywiołów pośród których żyją tutaj od wieków ludzie, zmagający się z burzliwym morzem, chroniący się przed palącym słońcem, a zimą z wiatrem, deszczem i groźnymi pomrukami z wnętrza ziemi, zapowiadającymi trzęsienie lub erupcję uśpionego wulkanu.

Syros1904

Pocztówka z początku dwudziestego wieku z Syros

Tranströmer wraca myślą do swoich pobytów na wyspie Syros i wyodrębnia obraz starych statków handlowych, być może przyprowadzonych do stoczni, a potem porzuconych z niewiadomych przyczyn. Pojawiają się zatem konkretne nazwy i dokładne umiejscowienie armatorskie: Caperion i Cassiopea z Monrovii, Kritos z Andros, Scotia z Panamy, Kelatros z Pireusu. Niegdyś zmagające się z falami, potwierdzające potęgę ludzkiej myśli technicznej, niszczeją powoli, trawione przez rdzę, zakotwiczone w ostatnim swoim porcie, jak mary przeszłości odbijają się w morskich toniach. Są tam realne i budzące grozę, a w wyobraźni poety dodatkowo stają się symbolem upływu czasu, analogonem nieuchronności odejścia, końca każdej chwały. Ich odbicia w wodzie są jak ciemne malowidła pośród barw i światła wyspy Syros i ekspandują wyobraźnię ku dzieciństwu, ku wzniosłym marzeniom o wielkości i byciu kimś znaczącym w świecie. To tak, jakby kolorowe stateczki, którymi bawimy się jako dzieci, urosły nagle monstrualnie i stojąc na kotwicy w Syros, przypominały nam o marzeniach naszych pierwszych lat, o jasnych myślach, podążających ku mostkom kapitańskim, wyniosłym rejom i bocianim gniazdom. Jakże gorzkie jest to podsumowanie, w którym pojawia się ocena dawnych pragnień i jakby zamknięcie ich jednym, przerażającym słowem nigdy, bo nawet późniejsze sukcesy poety, jego laury i chwała, dalekie były od żarliwości pierwszych pragnień. Teraz ów mały chłopiec, który chciał pływać po oceanach i dowodzić statkami, kontempluje w wieku dorosłym ich powolny rozpad na greckiej wyspie. I tak jak nie sprawdziły się dziecinne marzenia, tak ocean nie sprawdza już wytrzymałości okrętów, stoją w równym szeregu i niszczeją, a ich ciemne odbicia poruszają się lekko pośród ocienionych wód. Poeta kończy swój wiersz pointującym wszystko paradoksem, nawiązując do pierwszego przyjazdu na Syros w nocy, kiedy to oświetlone przez księżyc, wydały się jemu i towarzyszącym mu osobom potężną flotą, rodzącą w myślach liczne asocjacje (koneksje), dodatkowo wzbogacone przez kosmiczny opar lunarny. Wszystko wszakże zostało odmienione następnego dnia przez jaskrawe światło słoneczne, wydobywające bolesne dziury i zniszczenia, wszechobecną rdzę, mającą w sobie coś z nieuchronności przemijania i potęgi rozprzestrzeniającej się w naszym świecie śmierci. A choć tony tego wiersza są ponure, przypominające nam jak kruche są wszelkie byty, nawet te powstałe z twardej materii, to bije z niego – jak często u Tranströmera – jakaś tajemna, rapsodyczna chwalebność, siła ludzkiej wyobraźni, potrafiącej przemieszczać się szybko od dzieciństwa do lat późniejszych i łączyć w obrębie metafory jasne obrazy i ciemne malowidła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: