KOSZMARNE SZKAPY (1)

CZYLI CHYBIONE STRATEGIE PISARSKIE GRZEGORZA MUSIAŁA

1

Grzegorza Musiała poznałem pod koniec lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy zaczął przychodzić na próby Studia Ruchu, działającego przy bydgoskim klubie Medyk. Siadał wtedy w jednym z foteli i wymądrzał się na temat scenariusza spektaklu, raz po raz wymieniając czułości z jakąś Ewą, innym razem studiując ze znawstwem nasze anatomie. Napisał straszliwy, grafomański tekst, który miał być podstawą przedstawienia, a który wciąż nie znajdował uznania Ireneusza Kałamaji, naszego „szefa”, a przy tym wielkiego dziwaka i oryginała. Zapamiętałem tylko jedną frazę, deklamowaną z emfazą przez Musiała: Szedłem… szedłem… szedłem… pośród wiatrów i zamieci, pośród deszczu i spiekoty…. Szedłem… szedłem… Jak się potem okazało moje spotkanie z tym człowiekiem było wielkim nieszczęściem, a jego monstrualne, manipulatorskie plotkarstwo zrzucało mi na głowę stale nowych wrogów. Nie uzyskawszy ode mnie żadnej korzyści, głęboko dotknięty moją recenzją jego przekładu Skowytu Ginsberga, napuszczał na mnie różnorakich pomyleńców i nadwrażliwców. Początkowo nic sobie z tego nie robiłem, ale potem zrozumiałem, że jego akcje przeciwko mnie są niebezpieczne, a generowani przeciwnicy mają ogromne możliwości niszczące w świecie naukowym i literackim. Będzie jeszcze czas by szczegółowo opisać moje kontakty z autorem Kosmopolites i doznane krzywdy, ale teraz chciałbym wskazać przede wszystkim chybione strategie pisarskie, które krytycy i naukowcy ze środowisk gejowskich uznali kiedyś za odkrycie, rewelację, nową odsłonę polskiej literatury, powinowactwo z Gombrowiczem, by potem sukcesywnie się wycofywać, a nawet kpić z Musiała. Pojawienie się takich pisarzy jak Michał Witkowski (Lubiewo), Szymon Niemiec (Tęczowy koliber na tyłku), Bartosz Żurawiecki (Trzech panów w łóżku nie licząc psa), Michał Zygmunt (Lata walk ulicznych), a nawet comingoutowych wspomnień Michała Głowińskiego, spowodowały całkowite zepchnięcie Musiała ze sceny literackiej i pomijanie go w rankingach najciekawszych autorów nurtu homoerotycznego. Nie bez znaczenia była też ostra krytyka Kingi Dunin, Stanisława Barańczaka, Jerzego Urbana, a nawet autorów współpracujących stale z periodykami i portalami gejowskimi. Od razu też pragnę wskazać, że nie jest moim celem tutaj jakakolwiek krytyka preferencji seksualnych, pisałem już o tym na moim blogu, podkreślając, że homoseksualiści są niezwykłymi innowatorami miłosnymi i ani mnie ziębi, ani parzy to, czy ktoś idzie z chłopakiem czy dziewczyną do łóżka. To zastrzeżenie jest ważne, bo Musiał wielokrotnie, nieuczciwie prezentował mnie jako prymitywnego mięśniaka (ostatnio w Dzienniku wojny Jaruzelskiej), który jest wrogiem gejów, naigrywa się z nich i walczy z nimi. To oczywiste kłamstwo, ta manipulacja moimi wypowiedziami i ciąg prowokacji, służyć miały doraźnym celom Musiała, który po prostu chciał mnie wyeliminować ze środowisk, w których rozwijały się moje kariery.

Zanim przejdę do szczegółowego opisu kolejnych utworów Musiała, muszę raz jeszcze odwołać się do moich spotkań z nim w latach osiemdziesiątych, z których jedno zakończyło się nieomal moją śmiercią. Ale to właśnie wtedy zacząłem zauważać z jakim histerykiem literackim mam do czynienia i ile tak naprawdę są warte jego twory pisarskie. Podczas odwiedzin w jego domu, na imprezach u kolegów, w piwnicy Studia Ruchu, zacząłem widzieć w nim kogoś bardzo nieszczęśliwego, żyjącego w enklawach permanentnego udawania i przerysowywania faktów, rozdętych opowieści o osiągnięciach i wielkich wydarzeniach o nikłym znaczeniu. Tak jak zachowywał się w swoim świecie, tak też konstruował swoje powieści, z kawałków, zapisków, wynotowanych fragmentów, które z lubością wykorzystywał jako motta. To nie była spokojna narracja, znana z powieści Balzaka, Prousta, Stendhala, to jakieś zlepki, doklejki, naciągane analizy, porównania i szyderstwa. Spośród nich na plan pierwszy wysuwa się nienawiść do kobiet, przybierająca monstrualne wymiary, może z powodu jakiegoś zranienia w młodości, bolesnej utraty czy żeńskiej dominacji? Pierwsza powieść Musiała Stan płynny (1982) roi się od nienawistnych pomruków, artykułowanych w stronę kobiet, zjadliwych ocen i opisów. Pojawiają się zatem na kartach tego scrap-booka: gruba Hilda z Aachen, która pije (goli) wódkę jednym haustem i jest rodzajem baby-dziwo; inna Gruba, bohaterka podrozdziału, doczekała się szerszego opisu:

 Cechował ją całkowity brak zmysłu obserwacji, wnioskowania i analizy, słowem tego wszystkiego, co składa się na pojęcie inteligencji. Naiwność, rozumiana tu jako poważny defekt umysłowy (w przeciwieństwie do ufności, która bywa miłą osobliwością uczuć). Całkowity indyferentyzm emocjonalny (poparty płaskostopiem oraz nijaką barwą owłosienia). Nadto była potwornie gruba (za parę lat będzie ją łatwiej przeskoczyć niż obejść). Wszyscy ją zawsze dobrze rozumieli, przeto nikt jej nie szanował. Uwielbiała romantyczne powieści. Wstrząsający sentymentalizm. Coś w rodzaju zakochanego wieloryba. Fragment z jej listu: „…a przecież mogłam zwyciężyć, mogłam pierwsza paść ci na usta…” Out, damned spot, out… Ale jej piersi… Były tak wielkie, że gdy wsiadała do tramwaju tylnym pomostem, z przedniego wypadał motorniczy i kilku pasażerów. A gdy zdejmowała biustonosz, kurczyłem się w lubym przerażeniu, czekając straszliwego łomotu walących się na podłogę cyców…

Jakiż prymitywny jest ten dowcip z kobietą wchodzącą do tramwaju i „cycami” wypychającą motorniczego i kilku pasażerów, aż dziw bierze, że komunistyczna cenzura obyczajowa, tak zakłamana i tak świętoszkowata, to puściła. Ale owe „gruba”, „cyce”, „baba” to określenia ze stałego repertuaru Musiała, no i jest też oczywiście kobieta-potwór, opisywana z największą zjadliwością:

Noc. Cisza. Otwarte okno. Zapach macierzanki, słowiki zasuwają jak oszalałe. Kołderka, odchylona lekko, nęci świeżością krochmalu. Mam nadzieję, że tym razem nie przyśni mi się znowu Kobieta Potwór, najkoszmarniejszy babiszon, jakiego nosiło diabelskie łono. Przeczytała około dwóch powieści. Widziała półtora filmu. Za to bardzo dobrze, jak sama twierdzi, zna ludzi. Podczas wieczorów w malowniczym klubie „Parnas” (którego jest kierowniczką), przy orgiastycznych świecach i wybebeszonej muzyce, miesi z tego swym grubym, jadowitym ozorem zakalcowate placki swych poglądów na życie oraz sztukę. Do wszystkich mówi: – Pan jeszcze nic nie wie, młody człowieku…, a piętnaście podbródków kłapie jej wokół szyi, olbrzymie cyce zawalają trzy czwarte stołu, sapie, brzęczy ciężkimi bransoletkami. W skąpym świetle lśnią na jej froncie trzy złote zęby i chełboczą hektolitry wrednych czeluści w jej kaprawym spojrzeniu. Śniło mi się, że spadła na mnie ciężka, bańkowata, chełbiasta, urwana z jakiejś cienkiej szypuły u sklepienia ohydnej, śluzowatej przestrzeni. Kiedyś zupełnie pijana powiedziała mi na ucho: – Im się wszystkim wydaje, że to tak łatwo być brzydkim, starym babskiem…

Świat jest pełen cycatych, „grubych babiszonów”, bańkowatych, chełbiastych potworów, ale takie określenia w świecie histerii literackiej Musiała to za mało. Kobiety określane są jeszcze paskudniej, degrengolada musi być pełna, a niewiasty porównane do szkap:

Dwóch Anglików z dwiema żonami. Oni grubawi, z portfelami, weekendowo uszczęśliwieni. One – koszmarne szkapy w niezgrabnie noszonych wyjściowych sukienkach. Chichoczą z byle czego, sprzączka urwana przy bucie wywołuje istne paroksyzmy.

 Z kolei obserwacja prostytutek w Hamburgu rodzi takie refleksje:

 Mały, krągły placyk. Pośrodku pomnik osrany przez gołębie. Siedzimy, pijemy ciepłą Fantę oraz Lifta prosto z litrowych butelek. Lift jest lepszy. Gapimy się na bramę burdelu. Jedna dziwka gruba, w gładkim zielonym. Druga chuda decha w granatowe grochy. Zakład, która pierwsza złapie fart. Czekamy. Fanta się kończy. Wreszcie zajeżdża białe volvo. Dziwki robią się czujne. Posuwają bliżej z obu stron. Volvo chwilę waha się. Odjeżdża. Dziwki pyskują.

 Zabawne jest dzisiaj podkreślanie, że to studiowanie zachowań dziwek ma miejsce podczas popijania Fanty, ale w latach siedemdziesiątych, kiedy to Stan płynny powstawał, był to ozdobnik, wskazujący na znaczące zakorzenienie Musiała w świecie zachodnim (pijał Fantę!). Dorzućmy jeszcze określenie sopranistki Toti dal Monte (mała, gruba, z loczkami!) i tyradę niejakiej markizy: grube brzuchy, spocone łapy, oślinione wargi i lepkie spojrzenia. W nieomal wszystkich utworach prozatorskich Musiała natkniemy się na taki jawny mizoginizm, który symbolizują u niego wynaturzone kobiece piersi, przedstawiane jako monstrualne urządzenia do nicowania czystej, szlacheckiej świadomości męskiej i właściwej preferencji płciowej. Trudno wyrokować skąd u tego człowieka tyle nienawiści do płci przeciwnej, skąd tyle zabiegów by ukazać kobietę w jak najgorszym świetle, wydobyć jej zdegenerowane przez wiek i choroby cechy charakterystyczne. Takie cyniczne, podłe podejście zakłada, że mężczyźni, najlepiej geje, są kastą ludzi wybranych, a tylko w żeńskim świecie mamy do czynienia z okropnościami cyców, grubych bebechów i tłuszczu odkładającego się pod skórą. Wyraźnie tutaj widać, że w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku tacy intelektualiści jak Musiał, nie potrafili wznieść się nad swoją seksualność, obrażali istoty ludzkie innej płci i cynicznie manifestowali swoją nietolerancję. Dzisiaj jednak wygląda to inaczej i ruchy spod zawołania LGBT szerzą kult otwarcia na wszelkie inności, a najczęściej formułowanym zarzutem jest brak tolerancji. Musiał nie był tolerancyjny dla schorowanych, otyłych kobiet, muz Rubensa i Franciszka Starowiejskiego, co może dziwić w przypadku praktykującego lekarza, mającego ogromną wiedzę o chorobach tarczycy, cukrzycach, wadach genetycznych itd. Studiując medycynę, robiąc specjalizację z okulistyki i pisząc doktorat, zaznajamiał się często z opisami przypadków tycia cukrzycowego, prowadzącego do ślepoty. Niestety jego obrzydzenie i niechęć do płci przeciwnej, tych „koszmarnych szkap”, domagały się drwin i szyderstw, takiego ukazywania kobiet, jakby były istotami niższej kategorii i nie miały wstępu do świata panów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: