SACRUM ET PROFANUM

Nowe wWojtasikLancz-OKLiersze Mieczysława Wojtasika zachwycają ulotnością kreowanych światów i ich niezwykłą, jaskrawą przejrzystością. Wspomnienia z dzieciństwa łączą się tutaj z szerszymi panoramami, w których człowiek staje się cząstką natury, uprawia rolę, zna mechanizmy wzrastania i więdnięcia i sam poddaje się im bez skargi. Każdy byt ma swój szlak i odbija się w lustrach świata, jak kaczka krzyżówka w toni Gopła, każde istnienie pragnie zamanifestować swoją obecność w historii świata i w dziejach małej ojczyzny. Poeta śledzi uważnie obrazy i elementy, obdarza refleksją ludzkie losy i wybory, ale też próbuje umieścić swoje doświadczenie w pośród pędzącego do przodu strumienia doznań i przeczuć, uczuć i lęków. Jego namysł jest głęboki, choć stale pojawiają się w wierszach cząstki ironiczne i zabawowe, jakby natura fraszkopisarza wciąż przebijała się przez tony wzniosłe. Ale taka była ta poezja od samego początku, pełna treści filozoficznych, uściśleń egzystencjonalnych, a przy tym otwarta na dobrą naturę człowieka, potrafiącego usiąść na progu chaty i snuć żartobliwą opowieść o ludowych diabłach, duszach zwierząt i roślin i nieustającym pochodzie dni i nocy. Portretując świat, inicjując w wierszach jego nowe odsłony, nie zapomina autor o ważkich jego wyznacznikach, takich jak miłość, prawda i przyjaźń, wiara i pewność, że istnieje spektrum pozazmysłowe, pulsujące mistyczną energią i siłą: prawda leży pośrodku/ mawiają ci/ którzy jej nigdy nie szukali/ jest pierwszym/ stuknięciem/ białej laski/ i ostatnim/ ze wszystkich stron w gotowości/ jak para na lustrze/ wpięta w natarczywość/ rzadko się czerwieni/ prowadzona w niebyt/ powiewa ptakami przegięta/ przez krawędź spojrzenia/ pęka z trzaskiem/ i sypie się kopalny piasek/ raz w kolorze blue/ raz w kolorze sepii. Te wiersze trzeba czytać bardzo uważnie, kontemplować każdy wers, zatrzymywać się przy słowach, bo łatwo uronić można to, co jest w nich najcenniejsze – przecięcia się wielu antytetycznych przestrzeni, miejsca zderzeń i odbić tego, co ukształtowane i tego, co domaga się dookreślenia. Świadomość ma tutaj wiele odcieni, żart sąsiaduje z wielką maksymą, a uśmiech z płaczem żałobnym, opis serdecznych Kujaw z refleksją o całym świecie.

 To, co najbardziej przejmuje w tej liryce, to esencjonalne ustalenia na temat natury ludzkiej, jakże zmiennej i gubiącej się w coraz to trudniejszych terminach. Poeta – przynajmniej w rozumieniu Wojtasika – to strażnik obszarów tajemnych, który pojął więcej od innych, ustalił proporcje i próbuje delikatnie wpływać słowem na bieg zdarzeń. Wie doskonale, że ono bywa ulotne, natychmiast zanika pośród kakofonii świata, ale szansą jego ocalenia jest wiersz, chwila zatrzymana pośród wersów i strof. To jest solidarność międzyludzka, to stawanie w jednym szeregu ze śmiertelnymi i cierpiącymi bytami: ciernie ostrzą się o żyły/ szkło przedłuża krwiobieg/ znów przebudzenie w czerni/ pianie koguta jak zwykle/ zgrzyt hamulców w zajezdni/ wagon popkultur w przechyle/ jeszcze raz garbus cień/ podetnie korzenie bylin/ jeszcze jeden hymn na cześć/ świecącego próchna/ i zakwili w piszczelach/ nie donoszony bunt. Kto z cielesnych i chorowitych ludzi może się buntować przeciwko mechanizmom świata, czym może nasza biologia przeciwstawić się odwiecznemu rozpadowi? Tylko chwilą zadumy, tylko tkanką wiersza, równie kruchą jak życie, pulsującą jak krew w żyłach, czułą jak refleksja, pojawiająca się w umyśle. Zdumiewające są te liryczne odkrycia poety, wiersze mające swoją aurę i barwę, brzmiące w tonach wysokich i niskich, trafiające do czytelników w każdym wieku. Może wykonywana profesja spowodowała, że tyle jest w nich żywej natury, sielskiej malowniczości, krajobrazowej pełni – od szczegółu do aforystycznego podsumowania. Nie bez powodu w tytule tomu pojawia się lancz (i to z duszą w poziomkach), który natychmiast odsyła wyobraźnię do słynnego obrazu Eduarda Maneta, łączącego wzniosłość i trywialność, elementy przynależne do sacrum i profanum. Ale o ile Manet chciał szokować i w ten sposób wpływać na psychikę interpretatorów malarstwa, to Wojtasik tworzy aurę zauroczenia i zwykłości, chwili wyodrębnionej i zagubionej w wieczności. Tak rodzi się w liryce autentyczna transcendencja, tak między słowami osadzają się kryształki elementarnej prawdy o istnieniu i dochodzeniu do chwili ostatniej.

 Najważniejsza w tej poezji jest opowieść, snuta w obliczu ziemskich ogromów, rozumiejąca potęgę ziemi i chwilowość oddechu, ułudę dotyku i błędne kręgi krwioobiegu. Dla poety: być/ to znaczy opowiadać/ gdzie się udasz i po co/ jeśli nie nosisz w sobie opowieści/ z kim i z czym wrócisz/ załóżmy trafisz w zakładkę/ z napisem/ na początku było słowo/ a potem rząd szarych wróbli/ i groby słoni/ na chwałę sawanny/ zostanie ci tylko krok/ wśród trąb pustynnej zamieci/ znajdziesz początek i ciąg. Taką opowieścią jest wiersz, ale też każdy gest, takim pointowaniem jest ironiczne motto, ale też filozoficzny aforyzm. Tak mówi o świecie wiersz pożegnalny dla przyjaciela i – zdawać by się mogło – frywolna fraszka. Wojtasik potrafi znakomicie modulować znaczenia i sensy, przechodzić od świętości do zwykłości, od modlitwy do ulicznych spotów, a przy tym nie gubi niczego z liryki, zadumy nad światem i samym sobą. Dystans jaki pojawia się w tych utworach jest znakomitą przeciwwagą dla patosu, a uśmiech znosi wszelką sztuczność, pozę, udawanie, niedopuszczalne w prawdziwej sztuce słowa. Daleką drogę przeszedł autor od momentu, gdy pojawił się na świecie w kujawskiej wiosce, a potem zdobywał kolejne stopnie wtajemniczenia, by w końcu stać się kimś w rodzaju mentora, nauczyciela młodszych pokoleń lirników i bardów. Jego obecność w świecie poezji zawsze była zauważalna i wywierała znaczący wpływ na otoczenie, a teraz – poprzez ostatnie tomy poetyckie – nabrała charakteru uniwersalnego, stała się wartością nie do podważenia. To znaczące miejsce w historii literatury Pomorza i Kujaw jest też ważnym elementem ocen szerszych i znalazło swoje potwierdzenie w dziesiątkach publikacji prasowych, ważnych nagrodach i książkowych opisach. Jakkolwiek jednak nie ocenialibyśmy liryki tego autora, najważniejszy będzie intymny kontakt z jego słowem, próba przeniknięcia do głębi myśli i twórczych uniesień. Tak rozumiany lancz z duszą w poziomkach stanie się prawdziwą ucztą treści i znaczeń, lirycznej zwiewności i esencjonalnej prawdy o ziemskim bytowaniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: