BIBLIOTEKA (5)

1_max-horzaPośród moich pierwszych świadomych lektur, trzy książki urosły do rangi symboli odważnego wchodzenia w literaturę. Interesowałem się wtedy geografią i swoją przyszłość widziałem w dalekich zakątkach świata, podczas rejsów i lotów międzykontynentalnych, odkrywania nieznanych lądów, przyglądania się zwierzętom i minerałom, przepływania wielkich rzek i mórz. Trzy książki w tamtym czasie szczególnie mnie rozpłomieniły, a z racji ich trudności, gęstości i intelektualnego ładunku, stały się prawdziwym czytelniczym wyzwaniem. To była najpierw opowieść francuskiego dziennikarza i podróżnika Raymonda Maufraisa pt. Zielone piekło, odtworzona z odnalezionego dziennika. Autor zaginął bez wieści podczas samotnej wyprawy przez dżunglę z Gujany Francuskiej do Belém w Brazylii i kilka ekspedycji poszukiwawczych nie odnalazło go żywego. Po pierwszej, grupowej wyprawie do Mato Grosso, która zakończyła się porażką, zapragnął z kolei samotnie przejść siedemset kilometrów jednej z najdzikszych dżungli świata i dotrzeć do dziwnego masywu górskiego Tumuc-Humac, gdzie miał zamiar spotkać plemiona indiańskie, które nie miały nigdy kontaktu z białymi ludźmi. Ta wyprawa rozpaliła jego wyobraźnię, ale jak się szybko okazało, Maufrais szybko znalazł się w owym tytułowym zielonym piekle, jak w pułapce bez wyjścia. Nieustanny czterdziestostopniowy upał, mnóstwo węży, atakujących kajmanów i innych dzikich zwierząt, mrowie najprzeróżniejszego robactwa, a do tego wilgoć w dzień i w nocy, szybko nadwątliły siły młodzieńca. Chyba zbyt zaufał on swoim umiejętnościom komandosa i pierwotna, drapieżna natura nie dała mu szans. Czytałem tę książkę z wypiekami na twarzy, ale też z ogromnym wysiłkiem, bo dopiero wchodziłem w świat prawdziwej literatury, wcześniej pochłaniając przede wszystkim powieści podróżnicze, prostsze opisy dalekich miejsc i młodzieżową beletrystykę. Tutaj trafiłem na zapis, który natychmiast formatował mój umysł i odsłaniał przestrzenie, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Wytrwałem dzielnie do końca lektury, utożsamiając się z autorem, przeżywając jego perypetie, wielokrotnie też chcąc rzucić książką o ścianę. Choć ojciec autora organizował kolejne ekspedycje ratunkowe, znaleziono tylko kilka jego rzeczy osobistych i poplamiony, ledwo dający się odczytać dziennik. Dzisiaj, gdy patrzymy na współczesne fotografie skał Tumuc-Humac, wyrastających nagle z morza gęstej dżungli, zrozumieć możemy pasję i tęsknotę młodego zdobywcy, który oczyma wyobraźni widział się na ich szczytach.

Płaskowyż Tumuc-Humac

Płaskowyż Tumuc-Humac

Jeszcze trudniejszą lekturą okazał się dla mnie Smutek tropików (1955) Claude’a Lévi-Straussa, które to dzieło znalazłem w bibliotece osiedlowej i od razu uznałem, że w jakiś sposób komponuje się z Zielonym piekłem. Była to na poły autobiograficzna książka, z elementami eseistycznymi, w której słynny antropolog snuł rozważania o człowieku, postrzeganym w kontekście egzotycznych krain i cywilizacji. Ale jakoś nie mogłem zgodzić się, że Indianie ze szczepów Kadiweu, Bororo, Nambikwara, Tupi-Kawahib górowali nad naszym modelem kultury. Książka francuskiego uczonego udręczyła mnie wtedy straszliwie, ale punktem honoru było przecież przebrnięcie przez nią (to był w ogóle czas dziwnych lektur, jedną z nich była biografia autokratycznego prezydenta Ghany Kwame Nkrumacha) i – co wcale nie było łatwe – zrozumienie najważniejszego przesłania. Zaletą tej lektury było moje otwarcie na inne kultury, przede wszystkim indyjską i amerykańską, bo wcześniej interesowałem się głównie egzotyką afrykańską i południowoamerykańską. Teraz, kiedy myślę o tamtej lekturze, zastanawiam się jak do tego doszło, że zacząłem wybierać takie trudne książki. Zapewne wielka w tym była rola przypadku, ale też moja ambicja miała spore znaczenie i chciałem sobie narzucać „udręczenia” czytelnicze na wysokim poziomie. Potem po latach przeczytałem chyba wszystkie książki tego autora, wielokrotnie cytując je w moich pracach o wielkich romantykach polskich. Tutaj z kolei przydała się przenikliwość Lévi-Straussa w zakresie opisu mitów i motywów kulturowych w literaturze, a także eseistyczne zacięcie. Perspektywa porównawcza była dla mnie czymś nowym, ale wszystko rekompensowały elementy etnologiczne i próba integralnego spojrzenia na innych ludzi, żyjących w różnych miejscach świata i będących na różnych poziomach rozwoju cywilizacyjnego. Nie pamiętam jak wyglądała motoryka tamtego czytania, ale zdaje się przerywałem je kilka razy, potem jednak znowu otwierając książkę i podążając do przodu, tak na dobrą sprawę nie wiedząc, z jak ważnym dwudziestowiecznym uczonym mam do czynienia. Przeżył sto lat i zabrakło mu ledwie trzech miesięcy do stu pierwszych urodzin, a jego życie i monumentalne dzieło, to ogromny obszar badawczy, pełen fascynujących przestrzeni, pierwiastkowych studiów, wspomnień i dogłębnych analiz ludzkości, która odchodzi i świata, który zostaje.

Z lewej Raymond Maufrais w Gujanie, z prawej Claude Lévi-Strauss w Brazylii

Z lewej Raymond Maufrais w Gujanie, z prawej Claude Lévi-Strauss w Brazylii

Z jednej z kolejnych wypraw do biblioteki przyniosłem powieść kubańskiego pisarza i muzykologa Alejo Carpentiera pt. Podróż do źródeł czasu (polski tytuł jest dość dziwny, bo hiszpański brzmi: Los Pasos Perdidos). Autor ten pozostawił po sobie tylko kilka książek, ale powszechnie uważany jest za prekursora realizmu magicznego i wielkiej eksplozji literatury iberoamerykańskiej. Jego matka była Rosjanką, profesorem lingwistyki, a ojciec francuskim architektem, co od razu dało mu wielokulturowe podłoże intelektualne do rozwoju i rozległej edukacji. Studiował we Francji, gdzie wielki wpływ wywarli na niego najwięksi surrealiści, na czele z Louisem Aragonem, André Bretonem i Paulem Éluardem. Jego twórczość związana była z basenem Morza Karaibskiego, a szczególny wpływ na jego rozwój intelektualny miała podróż na Haiti, która zaowocowała powieścią pt. Królestwo z tego świata. W latach 1945–1959 przebywał w Wenezueli, a doświadczenia z tamtego okresu wykorzystał w swojej najsłynniejszej powieści – Podróż do źródeł czasu (1953). Potem jeszcze sukcesem okazały się powieści: Eksplozja w katedrze (1962), Szaleństwo i metoda (1974) oraz Harfa i cień (1979), ale to opowieść o wędrówce rzeką Orinoko wywarła ogromny wpływ na takich pisarzy jak Gabriel Garcia Marquez, Miguel Ángel Asturias, Jose Lezama Lima i wielu innych twórców. W roku 1977 Capentier otrzymał nagrodę Cervantesa, najważniejszy laur w świecie literatury tworzonej w języku hiszpańskim, w czym nie przeszkodziły jego poglądy i bliskie związki z reżimem Fidela Castro. Wykładał na kubańskich uczelniach, prowadził audycje radiowe, a także reprezentował swój kraj jako polityk za granicą, a przy tym rosła jego sława jako pisarza, choć nigdy nie udało mu się zdobyć Nagrody Nobla. Zmarł wiosną 1980 roku w Paryżu, a jego ciało przetransportowano na Kubę, gdzie znalazł miejsce wiecznego spoczynku na cmentarzu im. Krzysztofa Kolumba w Hawanie. Patrzę teraz na neobarokowy kształt jego nagrobka i rozmyślam jaką rolę odegrał w moim życiu, jak bardzo mnie otworzył na literaturę i kazał szukać utworów równie intrygujących jak jego powieść.

Alejo Carpentier 1904–1980

Alejo Carpentier 1904–1980

Powyższe refleksje związane są z moją nową lekturą Podróży do źródeł czasu, która tym razem trochę mnie jednak rozczarowała. Nosiłem w pamięci inny kształt tego dzieła i wielokrotnie zachęcałem studentów, by przeczytali je w wolnej chwili. Tamta powieść, z czasów mojej młodości była wielkim wydarzeniem, lekturowym rzutem na taśmę, ekscytacją, która pozostała w pamięci przez ponad trzydzieści lat . Teraz czytałem ten utwór z bagażem setek moich innych lektur, w tym wielu książek nurtu iberoamerykańskiego, a przede wszystkim powieści pisarzy amerykańskich i anglojęzycznych i byłem już innym czytelnikiem. To historia muzykologa, który rusza do dżungli w poszukiwaniu pierwotnych instrumentów, ale jednocześnie cofa się świadomie ku źródłom cywilizacji, ku początkom czasu. Jego wiedza i przeżycia z czasu II wojny światowej każą patrzeć mu na ceremoniały świata sceptycznie i w archaicznych układach kulturowych szukać oryginalności i prawdy o bycie. Stopniowo traci kontakt ze swoim dawnym otoczeniem, zostawia w nim żonę, potem oficjalną kochankę, by związać się z Indianką Rosario i wraz z nią powędrować ku czasom przedchrześcijańskim, ku epoce konkwistadorów, a wreszcie ku pierwotnej obrzędowości epoki „przedludzkiej”. Niby chodzi tutaj o poszukiwanie starodawnych instrumentów, ale prawdziwy powód wyprawy jest inny – to jest ambitne przedsięwzięcie ocierające się o magię. Chodzi o zrozumienie samego siebie jako tworu określonej cywilizacji, a przy tym o niezwykłe przeżycia, od żarliwej erotyki, po etnografię i studiowanie struktury istnienia w różnych czasach i na odmiennych poziomach rozwojowych. Pierwotna dżungla jest rodzajem wyzwania – jak u Maufraisa, jak u Lévi-Straussa – ale też jest nową rzeczywistością, w której znalazł się ktoś z innego czasu i miejsca. Bohaterowie docierają w końcu do punktu, który mógłby być ich przeznaczeniem, ale niełatwo zerwać całkowicie więzy z cywilizacją zachodnią. Budowane w dżungli miasto Santa Monica de los Venados, ta nowa Utopia, okazuje się tworem sztucznym, w którym prawdziwe szczęście, u boku wybranej kobiety, jest jednak niemożliwe, bo obwarowane licznymi wspomnieniami i raną umysłu ukształtowanego na klasycznych wzorcach. Nawet najpiękniejsza miłość zagrożona jest rutyną i nudą, a prymitywne dźwięki bębnów i grzechotek nigdy nie zastąpią koncertów Vivaldiego, boskiej harmonii Bacha, innowacyjności Mozarta czy potęgi Beethovena. Poza tym jakakolwiek ucieczka ma sens tylko wtedy, gdy można ją ocenić i zweryfikować po powrocie do dawnego życia, albo u wejścia w nowe koleiny czasu. Tym razem moja lektura Carpentiera była bardzo wymagająca i nie ukrywam, że momentami irytował mnie ten jego przeładowany szczegółami styl, to nieustanne przywoływanie faktów, obrazów, elementów naszej kultury jako kontrapunktu dla ucieczki do indiańskiej Utopii.

Grób Alejo Carpentiera w Hawanie

Grób Alejo Carpentiera w Hawanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: