ELEMENTY (6)

1

Człowiek ma nieograniczone możliwości rozwoju i kształtowania swojego życia, tak by było ciekawe, dostarczało wielu wzruszeń i generowało oryginalne treści. Wiele przy tym zależy od talentu, rodziny i warunków, w jakich dojrzewał, co przeżywał, czym się interesował i ekscytował, ale chyba największe znaczenie ma indywidualizm i nieustanna potrzeba kreacji. Oczywiste jest też pragnienie szczęścia w genetycznej ruletce, wszak zdarza się dosyć często, że młody artysta, pragnący żyć, tworzyć nowe przestrzenie sztuki, odkrywać to, co nieodkryte , zapada na ciężką chorobę i umiera bezsensownie w najmniej oczekiwanym momencie. Rodząc się i otrzymując geny od rodziców, od pokoleń wcześniej żyjących i nie wiemy co nam jest pisane, czy w którymś roku naszej egzystencji nagle w ciele nie zacznie się rozwijać rak, nie będzie powiększać się guz, albo jakiś narząd nie wytrzyma nieustannej pracy. Energia życiowa każdego człowieka jest doprawdy gigantyczna i mózg, serce, płuca, nerki, wątroba, trzustka, jelita, wykonują każdego dnia i nocy pracę tytaniczną. Zaprogramowane na nieustanną czujność, reagują na nasze zachowania, spożywanie posiłków, wypijanie płynów, oddychanie i usuwanie z organizmu substancji już wykorzystanych. Pragnąc spokojnie żyć, oddalamy od siebie to wszystko i traktujemy ciało jako monolit, a dopiero, gdy pojawia się ból, uświadamiamy sobie jak skomplikowanym tworem jesteśmy i ile zależy od sprawnego funkcjonowania żył i nerwów, krwi i limfy, jak niezbędny jest nam tlen i cukier, ciepło i różnorakie mikroelementy. Artur Schopenhauer w swoim największym dziele zastanawia się czemu człowiek kocha ponad wszystko swe istnienie pełne tarapatów, męki, bólu, strachu, a potem znów nudy, które powinno napawać go obrzydzeniem, gdyby rozpatrywał je i rozważał czysto obiektywnie, i czemu boi się nade wszystko jego końca, choć jest dla niego jedyną rzeczą niewątpliwą. (Świat jako wola i przedstawienie, przeł. J. Garewicz, t. II, Warszawa 1995, s. 517.) Faktycznie, nasze narodziny były ciągiem zbiegów okoliczności, bo pradziadkowie i rodzice mogli się nigdy nie spotkać, ich związki mogły nie przetrwać próby czasu, także choroby, wypadki losowe i inni ludzie mogli stanąć na drodze ostatecznemu spełnieniu i udanemu zapłodnieniu jajeczka przez zwycięski plemnik. W takim kontekście, przy tylu niewiadomych i potencjalnych przeszkodach, nasze odejście z tego świata i rozpad w pył jest pewne jak pojawienie się słońca o świcie i księżyca o zmierzchu. To pewnik uwarunkowany naszą cielesnością i zmęczeniem struktur biologicznych, to oczywistość, którą odsuwamy gdzieś poza granice świadomości, by nie zwariować i w miarę normalnie, codziennie funkcjonować.

 4

Rodząc się na planecie Ziemia, przyjmujemy, że byty podobne do nas są piękne, a im łagodniej układają się proporcje, tym bardziej skłonni jesteśmy uznać jakiś organizm za urodziwy. Wszystko, co za duże lub za małe klasyfikowane jest jako brzydkie, a nawet wstrętne, uwłaczające ludzkiej naturze. Ogromny nos, takież uszy, zbyt szeroka broda, a dalej, niekształtne ręce czy nogi, nieproporcjonalny tułów, uchodzą za paskudne, coć niewiele różnią się od tego, co uważamy za piękne. W takim jednak świecie urodziliśmy się i przyjmujemy, że twór ludzki jest cudowny, przynajmniej zewnętrznie, bo przecież nikt już nie powie, że szkielet jest szczytem urody, albo organy wewnętrzne, odsłaniane podczas operacji, nie mówiąc o mikroskopijnym świecie komórkowym, stale prowadzącym walkę z bakteriami i wirusami. Schopenhauer wskazuje brak logiki w naszym pędzie do podtrzymywania życia za wszelka cenę – mówi: nieraz widzimy żałosną postać, zniekształconą i pochyloną wiekiem, niedostatkiem i chorobą, która odwołując się do naszego serca domaga się od nas pomocy celem przedłużenia swego istnienia, choć jego końca naprawdę powinna sobie życzyć, gdyby o tym decydował osąd obiektywny. Zamiast niego jest to więc ślepa wola, która występuje jako pęd do życia, chęć życia, odwaga życia – to samo, co każe rosnąć roślinie. (Tamże, II, s. 517) Porównanie myślącego bytu do rośliny jest tyleż ryzykowne, co adekwatne do naszej sytuacji, wszak i w jednej i w drugiej strukturze krążą płyny i ich nieustanny ruch warunkuje istnienie. Czy steruje tym myśl, czy kod przekazany w nasieniu, nie ma większego znaczenia – drzewo targane wiatrem przeciwstawia się mu twardością swoich włókien, człowiek uderzony przez pojazd, walczy o życie swoją giętkością, umiejętnością padania i amortyzowania skutków impaktu. Niemiecki filozof nie chce obrażać naszego ludzkiego poczucia ważności, ale wskazuje na podobieństwo procesów dążenia do utrzymania struktury, zachowania kruchości pośród nieustannie napierających zagrożeń i ciężarów. Przyzwyczajamy się stale do czerpania przyjemności z życia, a na przeciwnym biegunie ustawiamy lęk przed śmiercią, pragniemy oddychać, jeść, pić, a boimy się bezdechu, głodu, pragnienia, wszystkiego, co zatrzyma przemieszczanie się krwi w żyłach i dostarczanie cukru do mózgu. Schopenhauer przywołuje tutaj taki obraz: Tę odwagę życia porównać można z liną rozpiętą nad teatrem marionetek ludzkiego świata, na której za pośrednictwem niewidocznych nici wiszą laleczki, gdy na pozór stoją na ziemi pod sobą (obiektywna wartość życia). Lecz jeśli kiedyś lina się zluzuje – laleczka się pochyli, jeśli zaś pęknie – musi upaść; albowiem tylko na pozór stała na ziemi; osłabienie owej chęci życia objawia się mianowicie jako hipochondria, spleen, melancholia, a całkowity jej zanik – jako skłonność do samobójstwa, które następuje wówczas przy najmniejszej, ba, nawet przy wyimaginowanej tylko okazji, gdyż teraz człowiek szuka sporu ze sobą samym, aby się zastrzelić, tak jak niejeden to czyni z innymi, zdarza się nawet czasem, że samobójstwo następuje bez żadnego szczególnego powodu. (Tamże, II, s. 517–518) .

 2

Po dzieło Schopenhauera sięgnąłem natychmiast, gdy po raz pierwszy zobaczyłem rzeźby ze stali nierdzewnej Gila Bruvela, artysty urodzonego w Australii, potem przez wiele lat mieszkającego, studiującego i tworzącego we Francji, a obecnie żyjącego w Stanach Zjednoczonych. Wydobywa on z nicości zjawiskowe popiersia i inne rzeźby, tworząc je z grubych wstęg stali i uzyskując zdumiewający efekt zawieszenia w wieczności, dotykania jakiejś tragicznej tajemnicy odwiecznej ludzkiej eschatologii. To są kształty człowiecze lub zwierzęce, ale też elementarne taśmy, z których powstają, ciągi twardości, jakże trudno poddające się obróbce. Bruvel mówi, że jest artystą totalnym i już w dzieciństwie szukał form wyrazu dla przeżywania piękna i bólu, kanałów energii, akcentującej byt i nadającej mu głębszy sens. Te popiersia dokumentują istnienie i nieistnienie ludzkie, głębię i grozę ontologii, a nade wszystko stają się granicą pomiędzy afirmacją egzystencji i samobójstwem idei. Paradoksalnie, taka sztuka przywraca wiarę w kreatywną moc ludzkiej wyobraźni i siłę geniuszu, ożywiającego wszelki bezruch. Jeśli istotą każdego życia jest ruch w utajonych arteriach, to istnienie tych rzeźb warunkuje ogromna, atomowa energia, ukryta w poszczególnych stalowych taśmach – i w jednym i w drugim przypadku chodzi o moc popychającą egzystencje do przodu. A tak jak z czepianiem się życia – mówi Schopenhauer – jest też z krzątaniną z nim i z jego przebiegiem. Nie są one czymś swobodnie obranym; natomiast chociaż każdy właściwie chętnie by spoczął, tarapaty i nuda są biczem, dzięki którym bączek trwa w ruchu. Dlatego całość i każdy poszczególny przejaw noszą piętno stanu przymusowego, a każdy, mimo wewnętrznej inercji i tęsknoty za spoczynkiem, nieuchronnie posuwa się naprzód, podobnie jak jego planeta, która tylko dlatego nie upada na słońce, że nie dopuszcza do tego siła gnająca ją do przodu. (…) Ludzi pozornie tylko ciągnie coś z przodu, naprawdę pcha ich z tyłu; nie życie ich kusi, lecz tarapaty zmuszają do posuwania się naprzód. Prawo motywacji, jak wszelka przyczynowość, jest tylko formą zjawiska. (II, 518) Rzeźby Bruvela pozostają w wyraźnej koincydencji z rozważaniami niemieckiego filozofa, bo stając się hymnem na cześć życia, są jednocześnie rodzajem poszarpanych sztandarów pogrzebowych, zastygłych w zimnym kształcie stalowych taśm. Nic i coś wzajemnie się tutaj uzupełniają i jednocześnie znoszą, twardość i miękkość, ostrość i delikatność, współistnieją w dziele, jak życie i śmierć w ludzkim organizmie, popychanym do życia tylko przez krew transportującą tlen, żelazo i cukier.

 5

Warto też wskazać inną możliwość rozumienia słów Schopenhauera i interpretacji tych rzeźb – bo jeśli istniejemy tylko dzięki sile odśrodkowej, popychającej do przodu planetę i nas także uruchamiającej do działania, to możemy – uświadomiwszy sobie w pełni ów ruch – zacząć go twórczo wykorzystywać. Tak czyni Gil Bruvel, który tworzy coś z niczego i nadaje kształt nieistnieniu, zatrzymuje na moment odwieczną walkę żywiołów i wprzęga twardą siłę materii w przestrzeń lekkości i ulotności, kojarzy genialnie energię stali z molekułami powietrza, swobodnie przenikającego przez celowo zaplanowane szczeliny między taśmami i innymi cząstkami metalu. W swojej sztuce artysta ten bliski jest dawnym mistrzom, którzy także wybierali bardzo trudny materiał (marmur karraryjski, granit, żelazo) i tworzyli arcydzieła na miarę Piety Michała Anioła, Ekstazy św. Teresy Giovanniego Lorenza Berniniego czy Proroka Habacuca Donatella. Idzie też ścieżką wielu twórców współczesnych, którzy metale uczynili materią swoich prac, wykorzystując druty, pręty, siatki ogrodzeniowe, a także odlewy z brązu lub twardszych tworzyw tego typu. Stal nierdzewna przypomina trochę aluminium, a jej matowa powierzchnia ma coś ze srebra – razem tworzy efekt niezwykłej przestrzenności, pełni, skończoności i trudno się dziwić, że artysta podkreśla, że jest wielkim fascynatem swojego nowego cyklu rzeźbiarskiego. Ciekawe co powiedzieliby starzy mistrzowie epoki renesansu, gdyby nagle postawieni zostali w obliczu tych dzieł – zapewne byłyby dla nich jak lot w kosmos, coś niezwykle ekscytującego, a przy tym trudnego do zaakceptowania. Chociaż może takie umysły jak Leonarda lub Buonarrotiego zaakceptowałyby zburzenie klasycznej harmonii, przy zachowaniu pewnych jej wyznaczników. Schopenhauer – przywołajmy go raz jeszcze – zauważa, że wola życia nie jest konsekwencja poznania życia, jakkolwiek conclusio ex praemissis ani w ogóle czymś wtórnym; przeciwnie, jest pierwsza i bezwarunkowa, jest przesłanką wszystkich przesłanek i dlatego właśnie jest tym, od czego musi wyjść filozofia, gdyż wola życia nie pojawia się na skutek świata, lecz świat na skutek woli życia. (Tamże, II, s. 519) Podobne prawa obowiązują w sztuce i na przykładzie rzeźb Gila Bruvela można powiedzieć, że nowa przestrzeń kreowana jest w nowatorskim dziele, genialnie łączącym pierwotne elementy. To są rzeźby, w których jest cisza i echo wielkiego grzmotu, gładkość powierzchni i energia stalowego środka, a nade wszystko żywioł wprzęgnięty w zamysł twórczy, fundujący piękno nieprzemijające. Te prace mówią bezgłośnie: tacy właśnie jesteście, zwieszeni między bytem i nieistnieniem, urodziwi w swoim humanizmie i przerażający w nieustającym przemijaniu, ginięciu, popadaniu w nicość, w bezsensownej, dramatycznej woli trwania.

Reprodukcje ze strony internetowej artysty: http://www.bruvel.com

Gil Bruvel i jedno z jego dzieł

Gil Bruvel i jedno z jego dzieł

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: