KSIĄŻKI NAJWAŻNIEJSZE (XVI)

0_0_productGfx_9673548c7bffe3a231318e4e37e2e9ce-horz

Literacka Nagroda Nobla przyznana w 1983 roku Wiliamowi Goldingowi spowodowała, że jeden z najwybitniejszych pisarzy angielskich zaczął wreszcie funkcjonować w obiegu kulturalnym w Polsce. Do ledwie trzech wydanych w naszym kraju przed Noblem powieściach – Władcy much (1967), Siłą bezładu (1970) i Wieży (1966) – wydawcy w krótkim czasie dorzucili: Widzialną ciemność (1986), Boga Skorpiona (1988) i Papierowych ludzi (1988). Pod koniec 1989 roku na ladach księgarskich znalazła się także wczesna powieść Goldinga pt. Spadkobiercy. Niestety przez długi czas czytelnik polski nie mógł zapoznać się z jedną z najciekawszych i najważniejszych powieści angielskiego prozaika – Rites of Passage (1980) – która w dużej mierze przyczyniła się do przyznania Goldingowi Nagrody Nobla. Ukazała się dopiero w 1994 roku, z dziwnie zmienionym tytułem (Ryty przejścia zamieniono na Rytuały morza). Udostępniono też w języku polskim: Pinczera Martina (Chytrus, 1995), Piramidę (1995), Ruchomy cel (1997), Twarzą w twarz (1995), Piekło pod pokładem (1995) i Dwoisty język (1997). Publikacje te dały wyobrażenie o geniuszu pisarskim Goldinga, zmagającego się przez wiele lat z krzywdzącymi opiniami, z których najbardziej kuriozalna była ta, iż jest ledwie lokalnym brytyjskim zjawiskiem, kompletnie bez znaczenia.

Trafiający do rąk polskiego czytelnika blisko trzydzieści pięć lat od momentu wydania w Anglii „Spadkobiercy”, są figuralną opowieścią o grupie Neandertalczyków, przemieszczających się z miejsca na miejsce, poszukujących pożywienia i „żerujących” na obrzeżu wielkiego tektonicznego uskoku, tuż przy przepływającej rzece, naprzeciw wyspy, z której w pewnym momencie nadejdą przedstawiciele gatunku homo sapiens i spacyfikują, istoty stojące niżej w rozwoju. Golding dokumentuje stopniowy rozpad grupy, wystawianej na liczne niebezpieczeństwa, zmuszonej do polegania jedynie na własnych siłach, wyostrzonym węchu i instynkcie przetrwania. Zwykłe zapalenie płuc, po upadku do zimnej wody powoduje śmierć najstarszego Neandertalczyka i jednocześnie wyznacza na przewodnika grupy młodzieńca – Loka. Spadkobiercy to pociągająca, w warstwie wizualnej i treściowej, opowieść o rodzeniu się świadomości. Myślący „obrazami” Neandertalczycy zaczynają w pewnym momencie kojarzyć i łączyć fakty, gesty oraz zdarzenia. Niepojęte dla nich zachowanie przedstawicieli homo sapiens, rodzi w nich, z jednej strony, niezrozumiały egzystencjalny niepokój, a z drugiej strony – każe im podglądać intruzów i   naśladować ich ruchy. Z tego właśnie naśladownictwa zrodzi się pierwsza myśl, która nie będzie już swobodnym obrazem, lecz jakby zaczątkiem abstrakcji. Pień na rzece przestanie być pniem i nabierze cech łodzi, a konar przerzucony nad przepaścią stanie się mostem. Najcenniejszy w opowieści Goldinga jest swoiście zrekonstruowany mechanizm „myślenia” i postrzegania Neandertalczyków, odtworzony z nieomal naukową dociekliwością i wiernością. Późniejsze odkrycia naukowców w pełni potwierdziły słuszność takiej właśnie metody przedstawiania sensualnych i manualnych zachowań Neandertalczyków. Golding w przekonujący sposób załatał słynną dziurę generacyjną pomiędzy Neandertalczykami a ludźmi, i choć wciąż – w głównych zrębach – jest to jedynie hipoteza, to przyznać należy, iż pociągająca i zniewalająca swoją sugestywnością. Przejście od analizy obrazu, snu, marzenia, do analizy ciągu obrazów, ich syntezy i umiejętności wyciągania wniosków z popełnianych błędów, jest dla Goldinga znakiem budzenia się osobniczej i grupowej samoświadomości. Członkowie grupy, wszyscy razem i każdy z osobna „pracują”, swoim zachowaniem, swoimi losami, często tragicznym końcem życia, na rzecz samoświadomości ostatniego z nich – Loka. Jego samoświadomość nigdy nie obudziłaby się i nigdy nie czułby on bólu rozdzierającego trzewia, gdyby nie zachowanie jego współtowarzyszy, noszących imiona będące morfemami. Odnosząc egzystencję grupy Loka na płaszczyznę językową, można powiedzieć, iż tak jak w języku, poszczególne losy postaci, i znaczenia morfemów je nazywających, łącząc się najpierw w świadomości zbiorowej, a potem w świadomości ostatniego przedstawiciela tej zbiorowości, tworzą nowy sens. Tak powstaje wyraz, który znaczy już coś innego, niż dwa, albo trzy oderwane od siebie morfemy. Owa analogia wcale nie jest zbyt odległa, gdyż Golding dużą wagę przywiązuje do języka Neandertalczyków i sposobu komunikowania się między nimi. Rekonstruując język tych pierwotnych mieszkańców planety, dociera angielski pisarz jakby do samej istoty „porozumienia”. Niestety już tutaj, u samego początku, już w momencie łączenia się swobodnych morfemów w desygnaty znaczeniowe, odnajduje Golding pogłos tajemniczego krzyku, echo fałszywych dźwięków, coś jakby chrobot nieustannie mielących materią sił.

Tak przypowieść Goldinga dotyka – jak w każdej jego narracji – problematyki zła, nieustannej ingerencji mrocznych sił w życie człowieka. Zło towarzyszy zarówno grupce Neandertalczyków, żyjącej w wilgotnych lasach i słabo oświetlonych jaskiniach, jak i grupie łowców, która wyprawiła się na te groźne tereny. Zarówno jedni, jak i drudzy są dla siebie synonimem bestialstwa, grozy i zła. Golding ukazuje, jak owe mroczne siły ustawiają ludzi i Neandertalczyków naprzeciwko sobie, jak każą im patrzeć złowrogo na siebie, jak niewinne przywłaszczenie niemowlęcia staje się pretekstem dla uruchomienia całej lawiny zdarzeń, w których ból i krew, strach i śmierć są nieodzownymi atrybutami. Spadkobiercy to zatem opowieść o złu u samego jego zarania, to narracja o tworzeniu się i kształtowaniu rozległych struktur nienawiści. W formowaniu tych struktur biorą udział – według angielskiego pisarza – wszystkie elementy postrzeganej rzeczywistości – groźna widmowa przyroda, w tamtej rzeczywistości tak niezrozumiała, tak tajemnicza i trudna do pojęcia, istoty wypływające z mgły i ciemności, pnie drzew wykorzystywane do pływania po rzece, sępy, hieny, groźne drapieżne koty, czyhające na każdym kroku, a wreszcie ci, którzy nadchodzą. W łańcuchu ewolucyjnym stają się nową siłą, a Neandertalczycy powoli stają się ogniwem ginącym w czarnym mule czasu. Zło w Spadkobiercach zdaje się być jeszcze nie w pełni wykształcone, nie wykorzystuje wszystkich swoich możliwości, ale już wtedy, w zamierzchłej przeszłości odsłania swoją drapieżną logikę i krwiożerczy instynkt. Od Władcy much poprzez Spadkobierców biegnie ciąg fascynujących Goldingowskich fresków. Te obrazy, niczym cząsteczki atomów, składają się na swoisty spektralny obraz zła. Zła na przełomie dziejów – od prahistorii poprzez epoki historyczne, do współczesności. I choć zmieniają się pejzaże i zabudowa przestrzeni, choć coraz to inne maski zakładają postaci z tych powieści i choć zmienia się ich język oraz sposób postrzegania rzeczywistości, niezmienne pozostają we wszystkich utworach angielskiego pisarza tropy wiodące ku złu. Zostaje ono w tej powieści odarte z atrybutów symbolicznych, ale już tutaj pojawia się też określenie „diabeł”. Wskazuje ono, iż już w prehistorii ludzie wyczuwali, iż zło ma charakter osobowy, jest personifikacją niegodziwości i nienawiści i istnieje realnie. Przedstawiciele homo sapiens przenoszą nawet jego właściwości na poszczególne elementy przestrzeni i z nią je porównują, jak choćby żeglarz Tuami, który patrząc na skradzione niemowlę Neandertalczyka, a potem przenosząc wzrok na niknący horyzont, obdarza przestrzeń symboliką, w której jest i smutek egzystencji i lęk przed nieznanym, a wreszcie – dotykalna szorstkość materii zła: Trzymając w mocnym uścisku kość słoniową i walcząc z ograniczającą go sennością Tuami utkwił wzrok w długiej linii ciemności. Ciągnęła się w dali, oddzielona   od nich bezmiarem wód. Siedząc przy żaglu wpatrywał się z uwagą przed siebie, chciał bowiem zobaczyć, co znajduje się na drugim końcu rozlewiska, ale było to tak daleko i woda lśniła tak oślepiającym blaskiem, że nie mógł dojrzeć, czy linia ciemności ma gdziekolwiek swój kres. W pewnym sensie ów kończący Spadkobierców obraz jest symboliczny dla całej twórczości Wiliama Goldinga i jego wieloletniego, uważnego wpatrywania się w zło…

 ___________

Wiliam Golding, Spadkobiercy, Tłum. z jęz. ang. R. Grzybowska, Czytelnik, Warszawa 1996, s. 202.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: