WIERSZE DLA IWONY

M i ł o ś ć … ileż sprzecznych uczuć… ileż bólu i euforii… ileż straconych i nagle odzyskanych chwil… Stan otępienia i najjaskrawszego rozświetlenia jaźni, moment najniebezpieczniejszy i schron dla uciekinierów, zbliżenie ????????????????????????????????????z inną istotą, równie wrażliwą, równie potrzebującą, równie szukającą i pierwsze doświadczenie odrzucenia. O ileż świat byłby uboższy bez n i e j, odmienianej przez formy i tryby, pojawiającej się w najmniej spodziewanym momencie i porywającej za sobą wszystkich i wszystko. M i ł o ś ć … ileż zdumiewających wydarzeń i treści… ileż pragnień i wypowiadanych w ciemności życzeń… ileż łez spływających z policzków i kropel potu zsuwających się z harmonijnych krzywizn piersi… ach, ileż… W poezji polskiej miłość zajmowała od samego początku poczesne miejsce, u Kochanowskiego, u Morsztyna, u Krasickiego, u Mickiewicza, u Tetmajera, u Leśmiana, a potem u Gałczyńskiego, u Poświatowskiej, u Stachury… Ekscytowała i prowadziła na zarosłe zielskiem ścieżki poznania, kazała wracać z tułaczki i odbierała oddech… Wielu twórców podchodziło do niej w sposób oryginalny i manifestujący odmienność doświadczenia, wyjątkowość scenariusza, niespotykany kształt. Odbijało się to w obrazach, utworach muzycznych, ale chyba najwyrazistsze było to w wierszach. Tutaj język i metaforyka wprzęgane były w formułę modlitwy albo erotyku, litanii, albo psalmu pochwalnego i obrazowały indywidualny wyraz tego niezwykłego, często najboleśniej traumatycznego doświadczenia.

Jerzy Szatkowski od zawsze był słowiarzem – czerpał obficie z wynalazków lingwistycznych Norwida i Leśmiana i modyfikował je na swój sposób, obdarzał też wiersz ogromnym ładunkiem własnej słownej pomysłowości, powiedzieć można – inwentyki lingwistycznej. Zasłynął jako przedstawiciel tego samego pokolenia co Stachura, Różański, Babiński, Bruno i wszedł do legendy literackiej jako ich kompan, twórca wyrażający w swoim dziele te same co oni niepokoje, autor chadzający tymi samymi co oni szlakami. Ale przecież – co zauważali liczni krytycy – szedł też swoją drogą i w swoich eksperymentach językowych dotarł zapewne najdalej. Przyjaźń otworzyła przed nim horyzonty poezji, ale kazała też nieustannie weryfikować, stale czujnie przyglądać się swojemu losowi i wierszom, które były jego odbiciem. Tak wpatrywał się w słowa i treści, tak stale szukał neologizmów i transformował w zdumiewający sposób martwą tkankę języka. Tak powstawały wiersze, które wpisywały się w określoną tradycję modyfikacyjną   s ł o w a, tak rodziła się liryka nie znająca kompromisów – zawsze, ponad wszystko stawiająca efekt artystyczny, oryginalność nie dającą się z niczym porównać.

W erotykach pisanych dla swojej wielkiej miłości – Iwony – wykorzystał Szatkowski dwie sfery obrazowania i dwie płaszczyzny językowe. Tak świat roślinny i kształty ludzkie stały się przedmiotem niezwykłych operacji słowno–metaforycznych i dały efekt doprawdy zdumiewający. Oto powstał cykl, w którym miłość wpisana została w ciąg nieustającej metamorfozy, wielkiej – rozgrywającej się w czasie i w przestrzeni – przemiany treści i sensów, słów i znaczeń. Wszelkie innowacje fundują się tutaj w zakresie botanicznej leksyki i antropomorfizacji treściowych – rośliny stają się elementami świata ludzkiego, a w połączeniach metaforycznych wręcz je obrazują. Uczestniczymy wraz z autorem w chwilach przeżywania rozkoszy, w momentach odczuwania ciepła i bliskości, ale też jakby podlegamy wraz z nim prawom, jakie obowiązują w świątyni miłości i w świecie roślin. Tu i tam trwa dynamiczne wzrastanie, tu i tam wybucha kwitnięcie, tu i tam wszystko zapada się w zgniliznę, albo zasycha bezpowrotnie. Poeta pragnie w słowach kultywować swoją miłość – chce ją widzieć w świetle i obfitości żywiołów, chce by krzewiła się nieopisanie, by była jak swarzybaba, jak kosatka, jak niezapominajka.

W takich przedziwnych, oryginalnych transformacjach słownych wiersze stają się rodzajem, tajemnego kodu i mają w sobie coś z miłosnego trelu skowronka i zawodzenia słowika, są poszumem chwastów i kwiatów ocierających się o siebie na wietrze, są szeptem ciał zamykających się w szczelnym uścisku. To są erotyki dla tych, którzy pragną swoją miłość przeżywać w sposób twórczy, to są liryki niespotykane, bo kierowane dla istoty rozumiejącej ich naturę i zarazem strukturę wyobraźni ich autora. Są to też teksty, które są odbiciem subtelności i wyjątkowości kobiety, dla której zostały napisane… I tylko ona może je w pełni zrozumieć, tylko ona może być ich adresatką. Czytelnik wszakże może próbować pobyć w tym świecie, choćby na chwilę, choćby na mgnienie… Może powiedzieć za autorem: pozdrowione niech będą palców twych opuszki/ pozdrowione niech będą piersiąt twych zdrojówki/ pozdrowione niech będą twoich warg wiolinki … Może to zrobić, choć nigdy jego udziałem nie będzie to, co oni przeżyli…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: