CYKLAMEN PRAWDOSŁOWNY

IV 2

Zdjęcie ślubne Jerzego i Iwony Szatkowskich

Dzieje mojej przyjaźni z Jerzym Szatkowskim są bardzo długie i sięgają początku lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Po raz pierwszy zetknęliśmy się ze sobą w siedzibie Związku Literatów Polskich w starym, bydgoskim spichrzu. Aspirowałem wtedy do organizacji pisarskiej i przychodziłem na zebrania, które prowadził Jan Górec-Rosiński, a przy nim siadali Jerzy Sulima-Kamiński, Krzysztof Nowicki, Kazimierz Hoffman, Jerzy Grundkowski. Silna też była reprezentacja pisarzy toruńskich na czele ze Stefanem Melkowskim i Jerzym Lesławem Ordanem, przyjeżdżali twórcy z mniejszych miejscowości i osoby – jak ja – pragnące znaleźć się w tym szacownym gronie. Od samego początku poczułem sympatię do brodacza, który czasami pojawiał się z bratem, bardzo stonowanego, rzadko włączającego się do kłótliwych sporów, a jednocześnie wyraziście akcentującego swoje poglądy. Gdy dowiedziałem się, że jest to Jerzy, poczułem się raźniej, bo znałem kilka jego książek, a o tomiku pt. Ave napisałem krótką recenzję do bydgoskich „Faktów”. Potem spotykaliśmy się w różnych miejscach Polski, najczęściej na Kujawach i w Wielkopolsce, pisywałem też teksty krytycznoliterackie o twórczości tego niezwykłego autora, aż umieściłem obszerne studium w książce pt. Przedsionek wieczności. Pośród pisarzy Pomorza,. Kujaw i Wielkopolski. Kolejnym etapem była ożywiona współpraca z „Okolicą Poetów”, którą Szatkowski reaktywował i uczynił jednym z najlepszych pism literackich w Polsce. Periodyk ten lokuje się znakomicie w obrębie jego kontrkulturowej działalności, wielu lat spędzonych u boku takich legend polskiej literatury wyzwolonej, jak Edward Stachura, Ryszard Milczewski-Bruno, Wincenty Różański i Andrzej Babiński, a na jego łamach pojawiali się także twórcy najwięksi, będący fundamentami tej dziedziny twórczości w poprzednim stuleciu. Pośród nich wskazać należy Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta, Tadeusza Różewicza, Wisławę Szymborską, Adama Zagajewskiego, ale też poetów Orientacji Poetyckiej „Hybrydy”, Nowej Prywatności, Nowych Roczników i znaczących twórców najmłodszych, urodzonych po stanie wojennym czy po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku. To było ogrodnictwo, które nie ma sobie równych w Polsce, ogromny wysiłek finansowy i nieustająca pasja, dostrzegana przez różne – częstokroć skonfliktowane – środowiska. I jakkolwiek by nie oceniać życia literackiego w Polsce w ostatnich dziesięcioleciach, jakkolwiek by nie komentować wyborów pisarskich, stała się „Okolica Poetów” platformą spotkań twórców, którzy przez wiele lat nie podawali sobie ręki. To jedno z ogromnych osiągnięć Szatkowskiego, który zawsze jednoczył, unikał środowiskowych konfliktów, promował autentyczne wartości, oceniał łagodnie, ale bez taryfy ulgowej, za każdym razem tworząc wolumen, który czytało się z wielkim zaciekawieniem. Jeśli do tego dodamy przewodnictwo dwóch kapituł literackich i ważny głos przy przyznawaniu Symbolicznych Nagród Ryszarda Milczewskiego-Bruna i dorocznych „Podków”, otrzymamy dorobek iście renesansowy, który mieć będzie swoje znaczące miejsce w historii literatury polskiej przełomu dwóch wieków.

III 1

Warto przez chwilę zatrzymać się nad ostatnim etapem w życiu Jerzego, w którym dane mi było odegrać pewną rolę, wspomóc przyjaciela i cieszyć się razem z nim efektami naszej pracy. Wiązało się to z decyzjami pisarza o uporządkowaniu bogatego archiwum literackiego, w którym od lat czekały na wydanie nowe dzieła, cyzelowane i dopełniane, przebudowywane i odnawiane w wyobraźni. I tak cztery ostatnie książki Szatkowskiego ukazały się w Bibliotece „Tematu”, flagowej serii Bydgosko-Toruńskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, a dociekliwość redakcyjna autora i jego smak artystyczny, pozwoliły wydobyć z nicości tomy niezwykłej urody i wagi. Były to książki prozatorskie: To tak nieprawdopodobne, że aż prawdziwe i Epistoły, nowa edycja słynnego trenu Stachurowego pt. Tryptyk, a także wydanie rysunków Wincentego Różańskiego (Jasna kreska). W trudnych czasach drapieżnego, polskiego kapitalizmu, udało się twórcy wydać dzieła będące jego przesłaniem dla potomności, zdobyć na nie środki finansowe i finalnie je opracować. Pisałem wtedy o jednym z tych tomów, akcentując wagę uniwersaliów: dynamika opowieści wysuwa się na plan pierwszy, wydobywając dzięki temu niezwykle wyraziste postaci, przydając znaczeniom głębi symbolicznej, tworząc rodzaj opowieści kulturowej, w której walka i uwięzienie stają się stereotypem poświęcenia i udręki. Narracja Szatkowskiego umiejscowiona jest konkretnie w polskiej rzeczywistości, ale siłą obrazowania wykracza daleko poza ustalenia topograficzne, stając się figuralną opowieścią o tajemnych wymiarach egzystencji, ludzkich żądzach i postępkach. Czytelnik sam musi rozkładać akcenty ważności i wydobywać obrazy pierwiastkowe, bo przecież tutaj stale coś się dzieje i jedno przedstawienie napiera na kolejne odsłony, nowa sekwencja – stając się naturalną konsekwencją tego, co już zostało powiedziane – natychmiast zyskuje swoją autonomiczność. Świat ludzki niewiele różni się od przestrzeni, w których bytują owady, płazy czy drapieżne ssaki, bo i w nim obowiązują krwawe rytuały przetrwania. Kłamstwo jest takim samym zachowaniem obronnym jak podstęp łowiecki, a zbrodnia staje się częścią walki o przeniesienie jaźni mordercy w czasie i osiągnięcie zaspokojenia. (…) Rekonstruując rzeczywistość autor nasącza ją „skazą” i darem własnej wyjątkowości, przydaje znaczeń, rozszerza obszary penetracji, tak że najmniejsze nawet zdarzenie, orbituje w stronę mitu. A tam – przy spotkaniu podświadomości i imaginacji – wszystko układa się w przekaz idealny, pozbawiony ludzkich uczuć i ułomności, bliski boskiej zasadzie uświęcania bytów w procesie świętego doskonalenia, w drodze ku sacrum ostatecznemu, ku Stwórcy gałązki brzozy i gniazda ptaka. Wielu twórców zakłada takie totalne uporządkowanie wszystkiego, wielu zapowiada wydanie tomów, które ustalą ich miejsce w ciągu zdarzeń literackich, ale tylko niewielu udaje się tego dokonać. Szatkowski zawsze podchodził do literatury z wielką pasją, czy to podczas interaktywnych przyjaźni z buntownikami swego czasu, czy podczas imprez literackich, czy wreszcie w zaciszu domowym w Antoniewie, gdzie otoczony przez zdumiewające zbiory artefaktów i rękopisów, wpatrywał się w ciemność nocy i oślepiające światło dnia. To porządkowanie i dopracowywanie książek niezwykłych znalazło swoje odzwierciedlenie w życiu artystycznym Bydgoszczy – jednym ze znaczących miast w biografii tego twórcy (wszakże urodził się na Kujawach, w pobliskim Solcu Kujawskim). To tutaj uhonorowano go Medalem Jerzego Sulimy-Kamińskiego i Nagrodą za książkę roku 2013 – „Strzałą Łuczniczki”. Te jakże zasłużone laury miały także walor podsumowujący i zapewne pomogły pisarzowi, poważnie niedomagającemu na zdrowiu, w podjęciu decyzji o jeszcze jednym zadaniu – jeszcze jednym uporządkowaniu, być może najważniejszym w życiu i całej działalności twórczej. Zadanie było tym bardziej poważne, że dotykało sfery najintymniejszych doznań ludzkich, konkretnych wyborów życiowych Szatkowskiego, a nade wszystko jego wielkiej fascynacji i rany, miłości do żony Iwony, która niestety zakończyła się rozstaniem.

III 2

Literatura polska bywa hermetyczna, odgrodzona od tego, co powstawało w świecie, ale też często – świadomie lub podświadomie – tworzy korespondencje do wielkich dzieł. Przy lekturze Triady dla Iwony natychmiast przychodzi na myśl słynny zbiór wierszy pt. Źdźbła trawy (Leaves of Grass 1855) Walta Whitmana, w którym znalazły się znamienne wskazania by stale dostrzegać różnorodność świata: Wierzę, iż źdźbło trawy nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd, / A mrówka jest równie doskonała i ziarnko piasku i jajko strzyżyka, (…)/ A krowa, żująca z pochylonym łbem, przewyższa każdy pomnik,/ A mysz jest cudem wystarczającym, by wstrząsnąć sekstylionem niewiernych. Amerykański poeta kieruje uwagę czytelnika ku szczegółom, ku rzeczom zwykłym, wskazuje ile piękna naturalnego znaleźć można w tym, co często pomijane jest w interakcji człowieka z rzeczywistością. O ile zbiór Whitmana był wyzwaniem dla purytańskiej części krytyków wieku XIX, o tyle dzieło Szatkowskiego prowokuje przede wszystkim skalą odniesień naturalnych. Wiedza autora w tym względzie jest przeogromna i czytelnik musi specjalnie przygotować się do odczytania poematu. Będzie o tym jeszcze mowa dalej, ale na razie wróćmy do owej zasady porządkującej, która była motorem powstania nowej edycji poematu. Autor postanowił wzbogacić ją opiniami krytyków i poetów po ukazaniu się pierwszego wydania, a także rysunkami i prywatnymi fotografiami. Tak powstała nowa jakość, znaczące wzbogacenie, dzieło nie mające precedensu w polskiej literaturze miłosnej. To zarazem potwierdzenie jak ważna była ta miłość i jak niezbędne było ponowne potwierdzenie, że istoty, które się kiedyś spotkały i żarliwie pokochały, były jak cząstki tao: Yin i Yang. Nowa lektura poematu będzie odtąd wzbogacona za sprawą licznych glos, które czasem wzajemnie się wykluczając, tworzą ciąg kompleksowych objaśnień i dopowiedzeń, ustalają kontekst dzieła. Przywołanie opinii Juliana Przybosia i Edwarda Balcerzana, a potem kolejnych interpretatorów, wskazuje na głębokie zakorzenienie Triady… w literaturze polskiej, tej najwyższej i zarazem tej ludycznej (w takim rozumieniu jak u Bruna i Steda). Z racji podziałów w naszym życiu literackim, stale brakuje krytyki porządkującej i wartościującej, a arcydzieła, takie jak to, giną bezpowrotnie w magmie chwilowej produkcji. Tutaj, na każdej stronie widać dbałość Szatkowskiego o indywidualny charakter publikacji i jej wewnętrzne pulsowanie sensów naddanych, tutaj pojawia się wielostronne oświetlenie, dopełnienie i dopisanie nowych treści,  p r a w d o s ł o w n o ś ć nie do podważenia. Tak czynili polscy poeci epoki romantyzmu, ale z czasem metoda ta została zarzucona, zgubiona w analizach nowych programów i epok. Whitman miał odwagę mnożyć setki szczegółów w swoich wierszach, kontrastować znaczenia i treści, a poeta z Antoniewa skierował uwagę czytelników ku ziemi i fenomenom roślinnym. Źdźbło trawy ma w sobie informację o strukturze kosmicznej i więcej znaczy od rzemiosła gwiazd, a chlorofil, który zawiera, jest znakiem życia, bytu powstałego z energii solarnej i istniejącego dzięki wodzie, dwutlenkowi węgla i elementom konstrukcyjnym. Tak samo poemat dla ukochanej, który karmi się wspomnieniami i dookreśla chwile sakralne, przywołuje tajemne zdarzenia, a wszystko odnosi do botaniki uczuć najżarliwszych. Interpretatorzy wskazali stopień skomplikowania tego tekstu, ale przecież zakłada on rozległą barokowość, jakże bliską zagmatwaniu świata traw, ziół i kwiatów, krzewów i drzew. To są odrębne przestrzenie, w których wiele jest chwalebnych narodzin i wciąż rozgrywają się tragedie na skalę mikro. Warto tutaj wskazać wyraźnie, że podtytuł utworu jest zakodowaną informacją jak należy go odczytywać. To cyklamen, czyli kruchy pierwiosnek (Cyclamen europaeum), hodowany w przydomowych ogródkach i w korytkach na balkonach, który wszakże łatwo dziczeje. Mamy zatem do czynienia ze wskazaniem kruchości, leciutkiej, łatwo dającej się zranić struktury, a zarazem z symbolem miłości, równie ulotnej jak jego płatki. Jak każda prawdziwa, totalna miłość, która sama siebie potrafi zniszczyć, cyklamen jest rośliną trującą, zawierającą glikozyd. Czy to rodzaj „oczka” puszczonego do czytelnika, czy może świadomy wybór rośliny, która jest tyleż piękna, co niebezpieczna – raczej to drugie, tym bardziej, że w podtytule pojawia się znaczące rozszerzenie semantyczne. To jest kwiat odsyłający wyobraźnię czytelnika ku realnym kształtom, a zarazem poemat składający się ze słów prawdziwych (prawdosłowny), układających się w jakże subtelny kształt. Ważny jest też źródłosłów – to cykl wierszy i zarazem koniec końców (amen), co składa się w nazwę barwnego tworu natury. Cykliczność przywołań botanicznych, a zarazem zamknięcie czegoś, co zawsze było na granicy wyrażalności, czegoś, co niedotykalne, możliwe do dookreślenia tylko w tak oryginalnej liryce. Zasada wskazana w podtytule Triady dla Iwony, konsekwentnie organizuje słowotwórczy strumień świadomości, w którym migają zdarzenia z życia kochanka i kochanki, męża i żony, ojca i matki, ale stale prześwitują też konkretne kształty rozbudowanej, obrazowej fitocenozy, pojawiają się nazwy, które bliskie są tylko botanikowi i hobbyście, kolekcjonującemu rośliny w zielnikach. Tylko byty najpełniej zakorzenione w rzeczywistości dostrzegają taką różnorodność życia, tylko istnienia uważnie wpatrujące się w świat, zdobywają tak rozległą wiedzę o nim. Szatkowski, porządkując swoje dokonania pisarskie, z nową mocą akcentuje, że to co przeżył z Iwoną było tak czyste i pełne żywosłownego pulsowania, jak nieustanne przepływy płynów w roślinnych arteriach, jak krążenie krwi w ludzkich ciałach. Warto też zwrócić uwagę na ilustracyjną stronę nowej edycji Triady…, na fotografie ukazujące wspólne chwile, z akcentem na ceremonię ślubna, a także na zwiewne, charakterystyczne rysunki Szatkowskiego, znane z „Okolicy Poetów”. To mgławicowe przedstawienia wybranki, równie ulotne jak świat roślinny, spowity poranną mgłą, to czystość trudna do wyrażenia, będąca jeszcze jednym potwierdzeniem miłości. I to chyba jest najważniejsze w tym przedsięwzięciu edytorskim i pisarskim – jeszcze jedno potwierdzenie, jeszcze raz uświęcane uczucie, wypowiadane szeptem słowo pierwsze i ostatnie: MIŁOŚĆ.

Reklamy

2 komentarze

  1. Piotr Bagiński said,

    2014/08/23 @ 23:12

    Nie da się przecenić tego, co dla literatury robi Jurek.Odnoszę wrażenie że jest ona dla niego nieomal religią. Rzadki w naszych czasach szacunek dla cudzej twórczości, pokora, spokój i uwaga…Kontakt, nawet telefoniczny, bo dawno się osobiście nie widzieliśmy, działa jak balsam na mój skołatany umysł. Najpiękniejsze, bo serdeczne rzeczy dzieją się w Polskiej literaturze na jej prowincji – pobokach i przecudnych manowcach.

    • lebioda said,

      2014/08/24 @ 6:35

      Dziękuje Piotrze za ten komentarz. Jurek jest naszym wielkim, wspólnym skarbem…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: