CZARUJĄCY SIEPACZ

Che_Guevara

Wracam myślami do mojego zaślepienia w wieku młodzieńczym… Żyjąc w komunizmie i będąc „tworem” jego ideologii, a zarazem szukając pozytywnych bohaterów w obrębie tamtej rzeczywistości, zacząłem fascynować się Ernesto Che Guevarą. Pisałem już o tym w moim dzienniku, ale teraz przypominam znowu, bo po latach od pierwszego słuchania, trafiłem w Internecie na piosenkę o nim, którą spopularyzowała moja ukochana twórczyni ballad Joan Baez. Oprócz niej wielu piosenkarzy miało w swoim repertuarze ten utwór. Szczególnie upodobali go sobie latynosi, na czele ze słynnym zespołem Buena Vista Social Club, ale warto też wspomnieć o interpretacji z filmu Che Natalie Cardone czy Silvio Rodrigeza. Choć ta piosenka nie ma sensu w warstwie tekstowej, to wpada w ucho i może manipulować umysły młodych ludzi. Pamiętam jak pojawiały się łzy w moich oczach, gdy słuchałem jej w latach siedemdziesiątych poprzedniego stulecia, kiedy to byłem hipisem i nosiłem z upodobaniem bawełniane koszulki z jego portretem. Zbroja rycerza wolności tamtego czasu składała się z dżinsów Rifle, kurtki tej samej firmy, lekkiego sportowego obuwia i koszulki z twarzą Lennona, pacyfą lub Che Guevarą, w charakterystycznym berecie z gwiazdą. Czytałem wtedy zakłamane książki Ryszarda Kapuścińskiego i wierzyłem mu, że ten chorowity Argentyńczyk był kimś w rodzaju socjalistycznego świętego – dopiero po latach dowiedziałem się, że rola siepacza reżimu Castro pozostała w pamięci ludzi końca lat pięćdziesiątych jako ciąg zbrodni, egzekucji i eksportu rewolucji do innych krajów świata. Tak Chrystus z karabinem na ramieniu stał się idolem młodzieży kontestującej wojnę w Wietnamie i „walczącej” o nowy świat. Słuchając hagiograficznej pieśni, tak czule interpretowanej przez Joan Baez, która przecież od wielu lat wyciska łzy z oczu ludzi songiem o cielaku, wiezionym na rzeź (Donna, Donna, Donna), zamyśliłem się nad sobą z czasów młodości, kiedy to napisałem żarliwy (jakże głupawy) wiersz o Che i byłem w moim środowisku określany mianem Commandante. Choć to wszystko należy oceniać w kategoriach młodzieńczej nadpobudliwości, coś zostało we mnie z energii tamtego czasu, a kubański morderca w jakiś tajemny sposób zaprogramował mnie do walki. Choć moje boje rozgrywały się na innym polu, choć nikogo nie pozbawiłem życia, zawsze biłem się o siebie – może coś z tych starć jest też w piosence, którą śpiewa Joan Baez i inni wykonawcy. Oceniając dzisiaj Che Gevarę jako człowieka złego, opętanego przez leninizm i marksizm, wierzącego, że trzeba zabijać w imię rewolucji, wracam do piosenki, która kiedyś mnie wzruszała. Tak działała propaganda komunistyczna i niestety ballada Hasta Siempre… ustawia się dzisiaj w ciągu „patriotycznych” pieśni rosyjskich i nazistowskich. Gdyby tak mieć tamto ciało, tamtą energię, a wiedzę z lat po roku dwutysięcznym, ale przecież miliony ludzi doświadczyły i doświadczają takiego „dojrzewania” i przeprogramowania, a świat stale generuje morderców, w których jacyś manipulanci widzą nowych świętych. Gdyby jakieś moje szaleństwo z czasów hipisowskich zakończyło się tragicznie, może na moim grobie wyryto by fragment mojego wiersza o kubańskim siepaczu, wszakże stale odradza się ten kult i jego symbolem może też być pomnik Che Guevary, postawiony przez jego wyznawców w roku 2008 na Manhattanie. Jakaż to zjadliwa ironia dziejów, wszakże Che groził w listopadzie 1962 roku, ze Kuba użyje rakiet nuklearnych przeciwko USA, nie wyłączając Nowego Jorku, gdyż zwycięstwo socjalizmu warte jest milionów ofiar.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: