BIBLIOTEKA (3)

1

Lektury układają się w ciągi kształtujące naszą świadomość i wrażliwość, a szczególne znaczenie mają książki czytane w młodości. Gdy sięgam myślą do czasu gdy miałem kilkanaście lat, a potem minąłem barierę dwudziestu wiosen, tytuły układają się w ciąg, który stanowił podłoże mojego szczególnego zainteresowania literaturą. W latach siedemdziesiątych na osiedlu Błonie powstała nowa biblioteka z przestronnymi salami i wyprawa do niej była wielką przygodą, a możliwość swobodnego chodzenia pomiędzy półkami znosiła jakiekolwiek ograniczenia i sugestie. To były poszukiwania, czasem ukierunkowane przez rodzaj wydania, charakterystyczną oprawę lub opracowanie graficzne. Taką serią przyciągającą zawsze moją uwagę były tomy Klubu Interesującej Książki Państwowego Instytutu Wydawniczego. Okładki przygotowywała Maria Ihnatowicz – artystka stawiana w pierwszym rzędzie Polskiej Szkoły Plakatu – i jakoś interaktywnie trafiały one do mojej wyobraźni. Czytałem wtedy Carpentiera, Kafkę, Bułhakowa, sięgałem też po Szekspira, Dantego, Słowackiego i Broniewskiego, ale oprócz tych autorów wpadały w moje ręce dzieła z różnych ciągów wydawniczych, brane na próbę i dla relaksu. Z jednej z takich wypraw, w stercie grubszych i cieńszych tomów, przyniosłem powieść pt. Japońska opera za trzy grosze, prozaika Kaiko Takeshiego (開高 健 1930–1989) – tak przynajmniej zapisano imię i nazwisko i wtedy myślałem, że Kaiko to imię. Oczywiście było to nazwisko, a Takeshi należy do zestawu bardzo popularnych imion japońskich, pojawiających się we wszystkich grupach społecznych. Pisarz urodził się w 1930 roku w Osace, dorastał w tym mieście, zdobywając szeroką wiedzę i tworząc opowiadania, powieści, eseje, teksty krytycznoliterackie, a także scenariusze telewizyjnych filmów dokumentalnych. Wymieniany był pośród znaczących pisarzy japońskich okresu Oświeconego Pokoju, czyli panowania cesarza Hirohito (Shōwa  1926–1989), a krytycy podkreślali jego umiejętności narracyjne i humor, choć nie brakowało i takich, którzy zarzucali mu wielosłowie, chaos wewnętrzny utworów i schlebianie popularnym gustom. Nie przeszkodziło to w karierze twórcy, a jego utwory zostały przetłumaczone na wiele języków i były czytane na całym świecie – najlepszym dowodem na to jest fakt, że młody chłopak w dalekiej Polsce – jakim wtedy byłem – sięgnął po prozę tego autora i dzięki niej poznał świat o którym mu się dotąd nie śniło. Kaiko studiował prawo, ale często zawieszał edukację, podejmował liczne prace, z pasją też czytał wiersze Mitsuharu Kaneko, poetyckie krótkie opowiadania Motojirō Kajii, opowieści mikronezyjskie (Księżyc nad górami) i powieść pt. Światło, wiatr i marzenia przedwcześnie zmarłego Atsushi Nakajimy. Ten syn nauczyciela szkoły podstawowej nauczył się kilku języków obcych i przetłumaczył na japoński książki Sherwooda Andersona i Louisa Aragona. Po ukończeniu studiów podjął pracę w tokijskim wydawnictwie jako specjalista od public-relations, a stabilizacja pozwoliła mu założyć rodzinę z poetką Yōko Maki. Uwagę krytyków przykuły najpierw jego opowiadania, spośród których wyróżniało się Bezimienne miasto (1953) i Nagi król (1957, Nagroda  im. Akutagawy), a szczególnie Panika (1957), która była historią odważnego leśnika, walczącego z rządową niekompetencją i wszechwładną korupcją. Utwór ten został napisany w formie alegorii, porównującej ludzkie życie do egzystencji myszy. Kaiko był też aktywistą ruchów wolnościowych i przeciwstawiał się czynnie wojnie w Wietnamie, gdzie przebywał jako korespondent wojenny. Swoje przeżycia wykorzystał przy tworzeniu powieści Ku czarnemu słońcu (1968), za którą otrzymał prestiżową Mainichi Book Award. Warto wspomnieć też zbiór reportaży pt. Ciemność w lecie (1971), ale chyba największą sławę i poczytność zyskała Japońska opera za trzy grosze (1959), powieść opisująca rzeczywistość powojenną w Japonii, na początku lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Pisarz zmarł na raka przełyku w 1989 roku i został pochowany w wielkim, buddyjskim memoriale świątynnym w Kamakurze, na wyspie Honsiu.

Kaiko_Ken

Takeshi Kaikō (1930-1989)

Japońska opera za trzy grosze w sposób oczywisty odwołująca się do utworu Bertolda Brechta, będącego ostrą krytyką społeczeństwa kapitalistycznego i mechanizmów w nim występujących. Tutaj – w egzotycznej odmianie – mamy do czynienia z bohaterem o imieniu Fukusuke, który przymiera głodem i włóczy się po dzielnicy uciech w Osace, zagląda do śmietników i próbuje wygrzebać z nich coś do zjedzenia. Kaiko opisuje początek lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy to bohater trafia do osiedla szabrowników, operujących w obrębie starej, zbombardowanej przez Amerykanów fabryki zbrojeniowej w Osace. To ogromny obszar, pełen zdemolowanych budynków i maszyn, z którego wielkie bandy kradną nocą złom, prowadzą nieustanne wojny podjazdowe z policją i strażnikami, a w dzień śpią i odpoczywają. Ożywiają się dopiero wieczorem, gdy nadchodzi czas jedzenia ryżu ze smażonymi  podrobami, picia bimbru i przygotowań do kolejnego wymarszu. Fukusuke początkowo jest przerażony ciężarem roboty przy wykopywaniu starych rur i torów, zbieraniu ogromnych fragmentów metalowych urządzeń, ale po jakimś czasie staje się szeregowym członkiem wspólnoty, mającym w niej swoje specjalne miejsce. Jego świadomość jest szersza niż pozostałych złodziei, potrafi ich oceniać i wartościować poszczególne działania, a nade wszystko umie wybierać najwłaściwsze dla siebie rozwiązania. Dzień jest podobny do dnia, a noc zapowiada niezwykłą mobilizację, przechodzenie po rurze nad mulistym kanałem, kopanie dołów i ukrywanie się przed nagle pojawiającymi się funkcjonariuszami represyjnego systemu. Jakkolwiek by jednak nie było, życie Fukusukego zmienia się na lepsze, a uciążliwości stają się rodzajem kosztów własnych, które każdy członek bandy musi wkalkulować w strategię przeżycia. Wiek dwudziesty był czasem niewyobrażalnych ludzkich cierpień, nieustających wojen, zabijania niewinnych istot i niewolniczej pracy kilku generacji, ale ludzie zawsze próbowali znaleźć jakiś sposób na przeżycie, choć często wiązał się on ze złamaniem  prawa i wkroczeniem w obręb struktur przestępczych. Strategia złodziei złomu niczym jednak nie różni się od postępowania właścicieli banków, wielkich fabryk czy mniejszych zakładów pracy, bo – zacytujmy Brechta – czym jest włamanie do banku wobec założenia banku? Czym jest zamordowanie człowieka wobec wynajęcia człowieka? Fukusuke najpierw ma opory i nie może zaakceptować kradzieży, ale z czasem zaczyna rozumieć, że jest to forma przetrwania, a pełny żołądek jest lepszy od ssącego i poniżającego głodu. Walczy zatem zacięcie wraz ze swoimi kompanami i uczy się zasad nowego świata, z czasem zyskując na znaczeniu i wchodząc w obręb ważnych osobistości osady. Ci włóczędzy i wykolejeńcy, trafiający na obrzeże fabryki z więzień i dzielnic biedoty, sami siebie nazywaj Apaczami, bo jak wojownicy indiańskiego plemienia są bitni i sprytni, potrafią walczyć o swoje terytorium i stosować liczne podstępy w wojnach z wysłannikami wymiaru sprawiedliwości. W powieści Kaiko znajdziemy wiele fragmentów, które przypisać możemy do każdej sytuacji ludzkiej – tak jest w przypadku rady Łysego Kima, przywódcy grupy do której należy Fukusuke: nie pozwól ciągnąć się za język, żebyś nie wypaplał się z czymś niepotrzebnie. Musisz dobrze nadstawiać uszu! Szybko, wszystko robić szybko – patrzeć, słuchać, biegać prędko, to nasza dewiza. Miej się na baczności: nie zapominaj, że ktoś, z kim rozmawiasz, może ciebie właśnie chciał przechytrzyć. Pamiętaj o tym i nie daj się wywieźć w pole! To zasady, którymi musi się kierować ktoś, kto w zakłamanym społeczeństwie kapitalistycznym chce być sprytny jak Apacz i wieść w miarę ustabilizowane życie, nawet jeśli miałoby się ono toczyć w bandzie wyrzutków, na osiedlu domów zbitych z blachy i desek.

Zbombardowana Stacja Kyobashi w Osace - nieopodal niej toczy się akcja powieści

Zbombardowana Stacja Kyobashi w Osace – nieopodal niej toczy się akcja powieści

Najciekawsza jest socjologiczna strona powieści Kaiko, która stanowi solidny przyczynek do opisu Japonii w połowie ubiegłego wieku, gdy jeszcze nie zaleczono ran wojennych, a ożywiony rozwój miał dopiero nadejść. Niewykluczone, że Fukusuke i wielu innych bohaterów tej powieści znalazło dla siebie miejsce w nowym społeczeństwie, produkującym nowoczesne samochody i urządzenia elektroniczne, tak jak nie ulega wątpliwości, że niektórzy z nich mogli trafić do struktur osławionej Yakuzy. To najbardziej na świecie rozbudowane organizacje przestępcze, wzorujące się na dawnych samurajach i na dowolnie wypaczonych kodeksach honorowych. Po zrekultywowaniu terenów dawnej fabryki i pól ciągnących się wokół niej, tysiące szabrowników złomu musiał znaleźć dla siebie miejsce w nowej rzeczywistości i zapowiedź takich działań mamy też na końcu powieści. Kaiko opisuje ludzi prostych, łaknących niewyszukanych rozrywek, a jednocześnie cierpiących z powodu marazmu i nieustannie piętrzących się zagrożeń: Fukusuke był prawie co noc ścigany przez policję, a mimo to robił niewątpliwie szybkie postępy w przyswajaniu sobie umiejętności, które co prawda poza obrębem osiedla Apaczów nie znajdowały żadnego zastosowania. Złodzieje tacy jak on z biegam czasu stali się istotami nocnymi, śpiącymi w dzień jak nietoperze, a ożywiającymi się o zmierzchu, codziennie wyruszającymi na wyprawy po złom, dający im jako takie podstawy egzystencji. Strach i poczucie więzi kazały im tkwić w tym zakątku świata, a brak perspektyw nie generował twórczych myśli – pełna miska ryżu i marnego mięsa pewniejsza była od przygodnych znalezisk życia poza wspólnotą. Bohater powieści – mający w założeniu imitować Meckiego Majchera Brechta – jest w sumie zbyt miękki i zachowawczy, co nie daje mu szans na awans w obrębie grupy Łysego Kima. Przyjmuje świat takim, jaki jest i nie wykracza poza jego ramy, ucieka sprawnie, korzysta z mięśni przy szabrowaniu i nie komentuje postępków przywódców. Taka strategia przetrwania, taka bezwolność rodzi konsekwencje w postaci ran na ciele i w psychice, ale też nie niesie większych zagrożeń. Fukusuke godzi się być trybem w rozbudowanej maszynerii, zadawala się posiłkami i alkoholem, marnymi pieniędzmi, które lepiej mieć, niż nie mieć. Może chciałby czegoś więcej, może udźwignąłby nawet przywództwo nowej grupy szabrowniczej, ale woli się nie wychylać, pragnie spokoju po ciężkiej pracy, błogiego snu, a potem nowej mobilizacji w oparach dymu i alkoholu. Narrator czyni z niego centralną postać powieści, choć absolutnie nie jest on do tego predestynowany, to raczej osoba z tła, która nieopatrzne znalazła się w świetle punktowego reflektora. Ani on wzbudza litość, ani jest kimś, kogo można polubić – raczej staje się wyrazistszym tylko na chwilę, albo zwraca na siebie uwagę z powodu ewidentnej krzywdy, błędu lub dziwactwa.

Jedno z najludniejszych miast Japonii po amerykańskich bombardowaniach

Jedno z najludniejszych miast Japonii po amerykańskich bombardowaniach

Nasze lektury młodzieńcze były najczęściej bezkrytyczne, wyznawczo adoracyjne i teraz – czytając po latach powieść Tekeshiego Kaiko inaczej patrzę na jego dzieło i czasem dziwię się sobie. Może to spowodował przekład z języka niemieckiego, nie z oryginału japońskiego, ale błędy są błędami i muszę je tutaj wskazać. Przede wszystkim rzucają się w oczy powtórzenia, kilkanaście razy pisarz przypomina jakąś cechę bohatera, albo jakieś jego zachowanie, choć mówił o tym wcześniej. Rażą też trochę rozwlekłe wstawki publicystyczne, za długie dopowiedzenia związane z sytuacja społeczną w powojennej Japonii, choć cel poznawczy nieco łagodzi te usterki. Najbardziej razi mnie jednak brak dynamiki w narracji, ciągłe tkwienie w opisach bliźniaczych sytuacji, komentowanie na nowo wcześniej opisanych i wartościowanych zdarzeń. Brakuje też rozmachu opisowego, za mało jest azjatyckich porównań, odniesień do kultury czy sztuki Kraju Kwitnącej Wiśni, a nawet do konkretnych faktów biograficznych czy historycznych. Postaci są ledwie nakreślone, zbyt zwiewne i trudno sobie wyobrazić jak naprawdę wyglądają, poruszają się, jak zmieniają się ich twarze i gesty. Podczas lektury nie opuszcza nas poczucie przytłoczenia, nieustannego powrotu do jamy, w której bohaterowie wydobywają złom, ciągłego upaprania w mule brudnego kanału. Oczywiście ma to podkreślać sytuację egzystencjalną, ale doprawdy można było napisać lepiej niektóre rozdziały. Pamiętam, że bardzo ekscytowałem się tą książką i czytałem ją z wypiekami na twarzy, a teraz co i rusz łapię autora na jakichś niekonsekwencjach, uśmiecham się widząc ewidentne pomyłki czy zbędne wielosłowie. Oczywiście dalej cieszy mnie ta lektura, ale niewiele zostało z mojego wieloletniego przekonania, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie mi swego czasu wpadły w ręce. Ciekawa sprawa z tą pamięcią dzieł, które kiedyś czytaliśmy – nosimy je w sobie i na własny użytek tworzymy jakieś wyobrażenia, jakieś nieistniejące konstrukcje, zachowujemy w pamięci coraz to bardziej niknące i blaknące fragmenty. W związku z pracą naukową, czytając po kilka razy utwory Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Norwida, Kraszewskiego, a także pisarzy pomniejszych: Malczewskiego, Goszczyńskiego, Fredry czy Asnyka, łapałem się na tym, że coś przeoczyłem, coś zgubiłem i coś nowego odnalazłem. Cóż, nasze mózgi zachowują w pamięci wiadomości na zasadzie śladów energetycznych i z czasem smugi te coraz bardziej nikną, pozostają ledwie impulsem, który wymaga gruntownego odnowienia. Takie dokopywanie się do lektur sprzed lat każe mi patrzeć innym okiem na to, co kiedyś wydawało mi się bezbłędne i bezkrytycznie generowało euforię. To przypadek powieści japońskiego pisarza, ale przecież takie rozczarowania wiążą się też z innymi twórcami, a ostatnio szczególnie z polskimi prozaikami, na czele z Gombrowiczem, którego powieści i Dziennik widzę teraz w innym świetle i znacznie mniejszą wagę do nich przykładam. Po lekturze setek tomów, po zapoznaniu się z ogromną częścią literatury polskiej i światowej, choć oczywiście nie przestającą być ledwie wycinkiem, stawiam książkom wyższe wymagania i jestem bardziej dociekliwy, częściej ironiczny niż adorujący. W przypadku japońskiego powieściopisarza nie umniejsza to faktu, że wywarł na mojej kształtującej się świadomości literackiej wielkie wrażenie i odsłonił światy, o których nie miałem pojęcia – w jakiś sposób też ukierunkował moje lektury i później z lubością sięgałem po tomy opisujące losy różnorakich wyrzutków, chuliganów, włóczęgów i nieustających pielgrzymów zranionej wrażliwości. Ale Tortilla Flat Steinbecka czy Grek Zorba Kazantsakisa, nie mówiąc już o Zbrodni i karze Dostojewskiego, to dzieła z innej, wyższej półki i przyjdzie czas na gruntowne ich opisanie i ulokowanie w mojej przeszłości. Na razie spojrzałem po latach na Japońską operę za trzy grosze i odkładam ją tyleż z przyjemnością, co z poczuciem lekkiego zażenowania sobą z dawnych lat i pisarzem, który bardzo się zestarzał…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: