POTĘGA I SIŁA

Są takie utwory muzyczne, których mogę słuchać wiele razy i stale od nowa do nich wracać jak do ożywczego źródła. Należy do nich słynna IX symfonia Z nowego świata Antonina Dworzaka. Mająca w zamyśle obrazować amerykańską rzeczywistość końca dziewiętnastego i początku dwudziestego wieku, stała się samoistnym hymnem wielkości, szlachetnej wzniosłości i potężnej ludzkiej siły kreatywnej. Szczególnie część czwarta, mająca wagę „przeboju” symfonicznego daje wyobrażenie o talencie i energii czeskiego kompozytora. Najbardziej lubię wykonanie filharmoników wiedeńskich, grających pod batutą Herberta von Karajana, ale wiele jest tych dobrych interpretacji i praktycznie każdy znaczący dyrygent chciał się chociaż raz zmierzyć z dziełem o niewyobrażalnych wręcz ambicjach. Ostatnio słuchałem tej symfonii wiele razy, bo przygotowywałem teksty, w które musiałem włożyć wiele żywej energii. Kiedyś do pracy naukowej i krytycznoliterackiej zapładniała mnie IX symfonia Beethovena, a do pisania wierszy utwory żałobne Chopina, Sibeliusa, Griega, Ravela i arcydzieło Mozarta Requiem. Nie wiem kim bym był bez muzyki poważnej, ale wiem, że zawdzięczam jej wiele moich książek, rysunków, obrazów i twórczych zamyśleń. Początki tej fascynacji sięgają lat licealnych, gdy obok muzyki rockowej czy elektronicznej odtwarzałem na gramofonie płyty z symfoniami i koncertami na różne instrumenty. To był czas wielkich fascynacji Beethovenem, Czajkowskim, Verdim, ale potem pojawiło się zauroczenie Bachem, Vivaldim, Telemannem i Mozartem. Płyty winylowe nie były drogie i znosiłem ich wiele do domu, poznając arcydzieła muzyki, nie wiadomo dlaczego nazywanej „poważną”. Przecież w Muzyce na wodzie Haendla, w koncertach brandenburskich Bacha, w Porach roku Vivaldiego, w IV symfonii Włoskiej Mendelssohna, w Obrazkach z wystawy Musorgskiego czy Święcie wiosny Strawińskiego jest tyle radości, tyle naturalnego piękna, tyle rześkości. Głos słowika, kukułki i przepiórki na końcu II części VI symfonii Beethovena (Andante molto mosso), chóry w utworze Carmina burana Carla Orfa, kanon Panie Janie… przetworzony w I symfonii Tytan Gustava Mahlera czy motyw z Walca nr 2 Dymitra Szostakowicza poruszają serce i każą wierzyć, że ludzkość oprócz pocisków i śmierci, potrafiła także tworzyć prawdziwe arcydzieła sztuki, świadczące o wyjątkowości naszego umysłu, mogącego połączyć wolne nuty w coś tak zachwycającego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: