STO WIERSZY POLSKICH (XXI)

The giant star Zeta Ophiuchi is having a "shocking" effect on the surrounding dust clouds in this infrared image from NASA’s Spitzer Space Telescope. Stellar winds flowing out from this fast-moving star are making ripples in the dust as it approaches, c

Wiersz Ryszarda Krynickiego pt. Do… został zbudowany na zasadzie kontrastów semantycznych, z wykorzystaniem niezwykłej, twórczej dociekliwości lingwistycznej. Już pierwszy antytetyczny wers jest zapowiedzią tego, co będzie się rozgrywało w kolejnych częściach utworu: tkliwość dotkliwa jak pożegnanie to określenie stanu, w jakim znajduje się podmiot wiersza, bolesnego, trudnego do określenia, domagającego się głębi metaforycznej i kontrapunktowości muzycznej. Ten wers, zakończony dwukropkiem, zawieszającym milczenie w przestrzeni, brzmi śpiewnie, a energia, która rozgrywa się na obrzeżu słów i znaczeń jest potężna, dająca wyobrażenie o głębiach ludzkiego odczuwania. Tkliwość w sytuacji pożegnania staje się dotkliwa, to coś, co dotyka subtelnie, nabiera impetu i staje się rodzajem tortury, niespodziewanego uderzenia w najczulsze miejsce, mającego w sobie zapowiedź rozstania. Krynicki doskonale zna logikę bytowania na ziemi, w miejscu nieustannych zmian i odwiecznej metamorfozy – wie, że to, co zostało połączone, rozdzieli się, to co zostało poczęte, obumrze, co zaistniało w świadomości, niebawem zaniknie w niepamięci. Dlatego tak ważny jest zapis poetycki, który utrwala to, co miało na zawsze zginąć i podkreśla ulotny charakter związku kobiety z mężczyzną. Tkliwość to rodzaj bliskości i ludzkiej posługi, to potwierdzenie ciepła i bliskości, chwilowego zauroczenia lub dozgonnej miłości, ale to także zapowiedź nieuchronnego pożegnania, rozejścia się dróg, oderwania dłoni od dłoni, zaniku intymnej energii. W takim rozumieniu tkliwość może być dotkliwa, szczególnie dla bytu rozumiejącego kontrastowy charakter egzystencji, wzajemne znoszenie się sprzeczności i zawsze nieudane próby utrwalenia chwili, zatrzymania za zawsze tego, czego unieruchomić nie można. Ten pierwszy wers wiersza Krynickiego jest odwzorowaniem czasowej rzeczywistości ziemskiej i kosmicznej – wpisuje się w nieustanny bieg zdarzeń, w ciąg następujących po sobie okresów, powitań i pożegnań, aż do chwil ostatnich.

Spotkanie dwóch ziemskich istot jest wydarzeniem niezwykłym, końcem ciągu zdarzeń, które doprowadziły do unii, choć tyle mogło stanąć na przeszkodzie, tyle mogło spowodować zmianę kierunku, rozejście się szlaków. To jest sytuacja, gdy byty się już połączyły, to jest ta rozpalona, drżąca chwila, gdy są razem, ale poeta już czuje gorycz rozstania, już boi się, że tkliwość zostanie pokonana przez chłód i umieranie. Pragnie opisać, to, co przeżywa, ale też nie chce uronić niczego z niezwykłości spotkania – stosuje zatem kontrastową metaforykę i jawę przeistacza w sen: ty – nawet nie mówisz przez sen/ ja – nawet przez sen nie przestaję milczeć, wykorzystuje ludzkie „mówienie przez sen” dla zobrazowania przepaści, jaka nieuchronnie otwiera się w świadomości tych, którzy mieli ze sobą być na wieki. Ona otwiera się już w momencie poczęcia i zakorzenienia w temporalności świata, w fatalnym biegu każdego losu od początku do końca, od kształtowania i wzrostu, do wiotczenia i rozpadu. Miecz stworzono do zabijania, ale to nie on symbolizuje tutaj śmierć, bo sama inicjacja jest jej zapowiedzią: między nami nie miecz leży ale krew – poczęta/ między nami leży lęk. Świadomość budzi się i zaczyna samą siebie analizować, ale w tym samym momencie rodzi się też strach, który towarzyszyć będzie istnieniu. Pragnienie utrzymania statusu człowieczeństwa „rymować” się będzie z lękiem, z ciągłym poczuciem zagrożenia. Choć ludzkość zbudowała domy, miasta i wielkie cywilizacje, nie zniosła sytuacji z początków istnienia istot żywych – tak jak tęczowa ryba boi się mureny, jak czerwony ptak drży przed białozorem i jak krucha sarna umyka przed wilkiem, tak człowiek boi się drapieżnej i bezdusznej śmierci. Oto przedwieczny, prawdziwy przeciwnik rodzaju ludzkiego, który na dobrą sprawę nigdy tego nie zrozumiał i angażował się w konflikty z innymi istotami, wytyczał ziemskie granice i walczył o nie. Krynicki przenosi ten bój w inne rewiry, odrealnia go, a zarazem wskazuje, że jest najprawdziwszy, od samego początku skierowany na zniszczenie tego, co chciałoby być tkliwe i odczuwać ciepło bliskości.

Poeci wprowadzają jaskrawą symbolikę do liryki by wyrazić w poezji to, co jest niewyrażalne w mowie codziennej, ale też bywa ona rodzajem gry z czytelnikiem. U Krynickiego, który większość swoich wierszy wyszeptał, symboliczny miecz traci na wartości, krew nabiera innych, głębszych znaczeń, a symbolizująca pokój i Ducha Świętego gołębica wnika w obręb semantyki niezależnej, ku znaczeniom tyleż utylitarnym, co ironicznym: gruchanie gołębi jedyne echo naszych rozmów/ (czy uniesie ten ciężar biały gołąb szeptu?). Jak inaczej rozumieć tę zbyt oczywistą metaforę, jak nie w kontekstach metaforycznych, jako rodzaj bolesnej drwiny z ludzkich pragnień by trwać w stanie błogiej tkliwości. Biały gołąb szeptu, to rodzaj tandety poetyckiej, która nie pojawiła się w utworze bez powodu, wszak każda miłość, nawet ta najżarliwsza ma w sobie taki element i kończy się milczeniem, słowa coraz bardziej cichną, a ptak odlatuje na zawsze. Dopiero zastosowanie kontrastowości poetyckiej wzmacnia znaczenia i obrazuje siłę prawdziwych uczuć: jakbyś i żoną była i moim jedynym dzieckiem/ krwią z mojej krwi/ śmiertelną chorobą/ wierszem białym – dopiero zaangażowanie tkliwości rodzicielskiej daje wyobrażenie o tym, co dzieje się pomiędzy podmiotem wiersza i jego wybranką. Rzeczywiście miłość ma w sobie coś z oddania matki i ojca, coś z tkliwości rodziców dla swoich pociech – jest w tym piękna i komiczna zarazem, bliska tandecie metaforycznej i kosmicznej otwartości znaczeń pierwotnych, pojawiających się w wierszu białym. Taka miłość totalna otwiera ludzką wrażliwość, uczula na piękno i grozę świata – tak jak może to uczynić śmiertelna choroba, tak jak dzieje się w sytuacji narodzin, zapowiadających nieuchronne odejście. Krynicki należy do poetów totalnych, głęboko drążących tkankę języka, nieustannie analizujących odmienne stany emocjonalne, wnikających w świadomość innych bytów i wracających stamtąd z poczuciem triumfu i przegrania. To zwycięstwo poezji, będące rodzajem pogrzebu ludzkiej tkliwości, jest odwiecznym rytuałem, w którym uczestniczą byty najwrażliwsze i najpełniej odczuwające absurd istnienia. W takim rozumieniu bliskość jest oddaleniem – rozmowa z tobą przybliża mi świat/ rozmowa z tobą świat oddala – a oddalenie jest jedyną i najprawdziwszą, stale umierającą bliskością… A zbliżający się świt, może być tylko chwilą ostatnią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: