PRZESŁANIE

Orion_3008_huge

Wracając wczoraj wieczorem do domu zobaczyłem niezwykle wyrazistą konstelację Oriona (Ori), lekko zakrytą przez sino-srebrne chmury, ale górującą na niebie jak wyraźny znak. Czasem mijamy w pędzie takie przesłania, nie zauważamy zjawiskowego otoczenia naszego życia, kosmicznych perspektyw, pośród których się rozgrywa. Gwiazdy od dawien dawna były wielką ludzką tęsknotą, przyciągały wzrok i kazały tworzyć fantastyczne opowieści z pogranicza baśni i mitu. Stale jest do napisania wielka historia miliardów świateł, błyskających na niebie od samego początku wszechświata, choć trudno powiedzieć, kiedy po raz pierwszy jakaś integralna świadomość je wyodrębniła i nazwała. Patrząc na trzy wielkie gwiazdy w środku gwiazdozbioru, nazywane Pasem Oriona – Alnitak, Alnilam i Mintaka – nie mogłem wyjść z podziwu, że moja świadomość spotyka się ze lśnieniem, którego źródło leży kilkaset, a nawet ponad tysiąc lat świetlnych ode mnie. Te błękitne nadolbrzymy gdzieś tam istnieją, w głębinach kosmosu, za niewyobrażalnie daleką przestrzenią i są gorętsze i znacznie masywniejsze od Słońca. Tym razem odsłoniła się tylko część nieba i nie widziałem na południowym zachodzie Syriusza, ani na wschodzie Aldebarana – zwykle pas Ori jest tutaj punktem odniesienia, a jego przedłużenie kieruje oczy w stronę tychże olbrzymów. Chłodne powietrze powodowało, że oddychałem pełna piersią, z jakąś trudną do wytłumaczenia euforią, a Orion szepnął do mnie: Zatrzymaj się… Zatem stanąłem i przez kilka minut podziwiałem ów spektakl kosmiczny i zarazem atmosferyczny. Ostre krawędzie chmur napływały szybko i stopniowo zakrywały konstelację, ale w tle mdłego błękitu wciąż widać było trzy najjaśniejsze gwiazdy. W tym zapatrzeniu, w tej fascynacji i poczuciu niezwykłości,  połączyłem się ze starożytnymi budowniczymi mezopotamskich zikkuratów, egipskich piramid i wielkiego chińskiego muru, wznosiłem głowę ku górze jak miliony mężczyzn i kobiet różnych wieków i próbowałem uchwycić przekaz najrealniejszy z realnych, a zarazem jakże nierealny. Przecież obraz, który pojawiał się w moim mózgu, pochodził sprzed milionów lat, a światło wysłane w kierunku naszej planety musiało przebyć niewyobrażalne odległości. Asteryzm, czyli ustawienie się gwiazd w jednej linii, widocznej tylko z Ziemi, też jest ułudą, ale jakże zakorzenioną w ziemskich cywilizacjach, generującą barwne opowieści i każącą budować piramidy w takim samym rzucie. Z ociąganiem ruszyłem do domu, tym bardziej, że nadciągnęły wielkie, skłębione obłoki i coraz szczelniej zaczęły zakrywać zimową konstelację Ori.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: