SZRON

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzisiaj ostatni dzień odchodzącego roku. Był niezwykły i sporo się  wydarzyło – tak wiele było w nim chwil świetlistych i mrocznych, dających poczucie spełnienia i odbierających wiarę w człowieka. Rok wspaniałej podróży do Iraku i Belgii, podziwiania starożytnego Babilonu i Ołtarza Gandawskiego, ale też rok intryg, warszawskich kłamstw, oszustw i moich przygotowań do walki. Przez takich ludzi jak ci, którzy niszczą mój dorobek naukowy, polska humanistyka znalazła się w ślepym zaułku – młodzi pracownicy uniwersytetów nie wykazują należnej im odwagi, nie ścierają się ze starymi, nie ma dyskusji w powstających książkach naukowych, a jedynie poprawność, która i tak bywa przedmiotem ataków. Wszystko załatwia się poprzez zastraszenie habilitacyjne, wszystko musi przejść przez sito zatwierdzeń. Nie ma szans na uczciwą ocenę, bo liczy się tylko układ, znajomości, wychwalanie tych, którzy mogą zaszkodzić lub tych, którzy zostali umieszczeni w określonych gremiach, by reprezentować jakieś interesy i mieć wpływ na promocje i dekapitacje. Ponure to wszystko, bo przecież i jedni i drudzy staną szybko w obliczu ostateczności, wydadzą ostatnie tchnienie, rozpadną się w pył jak stare tkaniny w grobowcach faraonów i budowniczych piramid. Prawdziwa solidarność międzyludzka pojawia się tylko w chwilach zagrożenia, a na co dzień o wiele silniejsza jest tendencja niszczycielska, poczucie nienaruszalności, złudnej władzy i siły. Kojarzy mi się to z pewnym rodzajem małych, futerkowych zwierzątek, które ryją jamę w ziemi, osłaniają się z każdej strony, wychylają się na chwilę dumne, ale wystarczy by pojawiła się wartka woda, silny wiatr, albo by wielki drapieżnik nadleciał z chmur i już stają się martwym mięsem, energią, która szybko i bezpowrotnie zanika. W takich momentach widzę, w niedalekiej przyszłości, na wyciągnięcie ręki, groby napuszonych „władców”, trumny albo urny wystawione na widok publiczny, podczas mniej lub bardziej nadętych pogrzebów. O ileż wspanialszy jest pochówek prostego człowieka, który spokojnie przeżył swoje lata, nikomu nie zrobił nic złego i pozostawił po sobie wspomnienia dzieci, przyjaciół, towarzyszy pracy i przypadkowo spotkanych wędrowców. Ten ostatni dzień roku zaczął się od przebudzenia, podniesienia rolet w oknie i widoku niezwykłej, czerwonej moreli słońca. To poranne mgły i mróz sprawiły, że wyglądało ono tak pięknie i majestatycznie i było tak wyraziste pośród sinych oparów, wstęg szarości i bieli, amarantowych pyłów i rozblasków złota, srebra i żółcieni. Wyszedłem szybko z domu i zobaczyłem, że mróz oszronił pięknie rośliny, przyozdobił szklistym woalem gałązki i resztki zeschłych liści. Cofnąłem się zatem po aparat fotograficzny i robiłem zdjęcie za zdjęciem, starałem się odwzorować delikatność lodowych koronek, nabudowujących się finezyjnie kryształów. Zauważyłem też, że topnieją z każda chwilą i śpieszyłem się by powstało jak najwięcej dobrych zdjęć, dokumentujących ten dzień i tę chwilę mojego życia. W mrozie jest coś dostojnego, coś przeczystego, bliskiego krystalicznej wodzie w strumieniu, gejzerze lub wodospadzie, coś bliskiego pierwotnym formom materii, która przecież w przeważającej części kosmosu  jest lodowata. W ziemskich krajobrazach zima jest jak wykwintny rzeźbiarz, tworzy nowe formy i przydaje wielkości prostym kształtom, nieskomplikowanym strukturom. Najlepiej to widać w górach, ale taki poranek, jak ten, też daje wyobrażenie o stwórczej mocy ziemskiej atmosfery i zimnej pory roku, która jak dotąd nie okazała jeszcze swojej mocy. Może dlatego tak wyraziste były oszronione i oblodzone rośliny, gałązki i konary drzew – może dlatego ostatni dzień 2013 roku zapamiętam jako jeden z bardziej zjawiskowych.

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

Reklamy

2 Komentarze

  1. 2013/12/31 @ 18:10

    Piękne zdjęcia i spojrzenie na budzący się w osłonie szronu dzień. Tylko tak wrażliwy poeta jak Ty może tak pięknie namalować słowem obraz zimowego świtu.:)

    • lebioda said,

      2013/12/31 @ 20:25

      Dziękuję Krysiu, zawstydzasz mnie…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: