DAWNA KOLEKCJA (4)

d3ba4350-52e2-11e3-af38-0025b511226e

22 listopada 1963 roku miałem nieco ponad pięć lat i mieszkałem z rodzicami na ulicy Szubińskiej w Bydgoszczy. Był to mały domek z jednym pokojem i kuchnią, lokum skromne i niczym szczególnym się nie wyróżniające, z kaflowym piecem w pokoju i podobnym paleniskiem w kuchni. Choć mój ojciec nie zarabiał zbyt wiele, dość szybko pojawił się w naszym domu czarno-biały telewizor, który dostarczał mi wiele radości, przede wszystkim za sprawą filmów Walta Disneya. Do dzisiaj pamiętam niezwykle wyrazisty sen, w którym pojawiała się myszka Mickey, a dzieci bawiły się, w pierwszym Disneylandzie, na ogromnych filiżankach, kręcących się wokół swej osi. Dzień, który wspomniałem tutaj na początku, niczym szczególnym się nie wyróżniał, może bawiłem się na podwórku z kolegami, może siedziałem przy stole i budowałem jakieś konstrukcje z klocków, może goniłem psy lub koty, ale w pewnym momencie wszystko się zmieniło. Pojawił się mój ojciec, bardzo zaaferowany i rozmawiał o czymś głośno z mamą, po czym włączyli telewizor i wpatrywali się weń z uwagą. Podszedłem do nich i patrzyłem na niewielki ekran na którym pokazywano odkryty samochód, w którym jechał jakiś pan i pani w kapelusiku. Zapewne nie bardzo do mnie docierało, że zamordowano prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Fitzgeralda Kennedy’ego, ale zapamiętałem z ogromną wyrazistością prezentowane filmy, powtarzane wielokrotnie i komentowane przez różnych ludzi. Dzisiaj, gdy oglądam te sekwencje, wyczyszczone i pokolorowane, cofam się natychmiast do wczesnego dzieciństwa, przypominam sobie tamte chwile. Czułem, że stało się coś strasznego, ale w dziecinnym świecie gorsze było rozsypanie się zamku z klocków, zbicie butelki albo śmierć ulubionego pieska, który wpadł pod koła ciężarówki. Zdarzenia musiały jednak być bardzo intensywne, bo w zakamarkach mojej pamięci pozostał wyraźny ślad, który teraz łatwo wyodrębniam i nieomal czuję wielkie podniecenie ojca i mamy, tamtą bieganinę dziadka i babci, pojawianie się w naszym pokoju coraz to innych ludzi. Początek lat sześćdziesiątych obfitował w wiele smutnych i tragicznych chwil, ale tamto popołudnie i wieczór skażone zostały wiadomościami, które lotem błyskawicy obiegły całą planetę. Wtulając się w puchową pierzynę, którą moja mama nagrzała specjalnie, przykładając ja do kaflowego pieca, zasypiałem z ulgą, że wszystko cichnie i uspokaja się, a zapadające ciemności zapowiadają nadejście nowego, wspaniałego poranka.

Kennedy

Później o zabitym prezydencie uczyłem się w szkole podstawowej, oglądałem jakieś filmy dokumentalne i utrwalałem sobie nazwisko domniemanego mordercy – Lee Harveya Oswalda, a także Jacka Ruby’ego, który w świetle kamer zastrzelił go z zimną krwią. Dopiero dziesięć lat później Kennedy pojawił się znowu w mojej świadomości jako osobowość niezwykła, bohater licznych chłopięcych spotkań i dyskusji. A wszystko za sprawą znaczka pocztowego z Rwandy, który znalazł się w moich zbiorach, a przedstawiał naszą planetę, sputnika krążącego wokół niej i na pierwszym planie prezydenta Kennedy’ego, ze słuchawką telefonu w ręku, rozmawiającego z charakterystycznym grymasem na twarzy. Znaczek był zielonkawy, a jego wartość opiewała na dziesięć centymów rwandyjskich, ciekawostką była też powierzchnia pod spodem, pokryta obficie klejem i dodatkowo wyposażona w znaki wodne. Chłopcy, z którymi wymieniałem się znaczkami, od razu upatrzyli sobie ten rarytas filatelistyczny i wszelkimi sposobami próbowali go ode mnie wydobyć. On jednak długo trwał na swoim miejscu w klaserze i ani myślałem pozbywać się go, choć propozycje były doprawdy kuszące. Zdaję się, że pożegnałem się z nim i z całym klaserem, gdy wymieniłem je na rower wyścigowy „Huragan”, choć – gdy już nasyciłem się pędem, najeździłem po mieście i drogach podmiejskich – wracałem myślą do mojej kolekcji, w której lśnił jak szmaragd znaczek z przedstawieniem amerykańskiego prezydenta. Ani ja, ani moi koledzy, nie mieliśmy pojęcia, że był to ledwie pierwszy walor serii, na którą składało się sześć takich samych znaczków, różniących się tylko kolorem. Obok „zielonego Kennedy’ego”, był także czerwony, błękitny, brązowy, fioletowy i szafirowy, a wartość ostatniego elementu była ogromna, bo aż pięćdziesiąt franków tego niewielkiego afrykańskiego kraju. Skoro jeden, najtańszy znaczek, rodził tyle emocji w środowisku chłopaków, parających się filatelistyką, to mogę się domyślać, co by się działo, gdyby któryś z nas zdobył całą serię. Nasze zbiory wzbogacaliśmy wtedy kupując przede wszystkim pakiety, dostępne w kioskach i stanowiące wspaniały prezent na urodziny, zakończenie nauki w kolejnej klasie lub zdobycie jakiejś nagrody sportowej. W jednym z nich, określanym jako Cały świat, trafiło się owo zielonkawe cudo, które po moim pozbyciu się klasera, trafiało z rąk do rąk, wędrowało od domu do domu.

kennedy-limo

Dzisiaj, w dniu pięćdziesiątej rocznicy śmierci prezydenta Kennedy’ego wracam myślą do chwil z 1963 roku i późniejszych „doświadczeń” filatelistycznych, ale też mam już określoną – powiedzieć można sporą – wiedzę na temat tego, co stało się wtedy w Dallas. Bardziej interesuje mnie kwestia zamachu, niż rzeczywistych osiągnięć polityka, o którym mówi się, że uchronił świat przed konfliktem jądrowym, ale też miał przecież na sumieniu inwazję w Zatoce Świń w 1961 roku i mieszanie się w liczne konflikty lokalne. Ważnym tropem – wskazującym na to, że amerykańska mafia mogła zlikwidować niewygodnego polityka – było zabójstwo Jacka Ruby’ego, który strzelił do Oswalda, tłumacząc to potem przesłankami patriotycznymi. Był synem emigrantów żydowskich z dawnej Polski i jego prawdziwe nazwisko brzmiało Rubinstein, a od czasów młodości miał związki z mafią, współpracował z Alem Caponne i znanymi gangsterami, m. in. z Lewisem McWilliem, Meyerem Lansky’m, Carlosem Marcello i Santo Trafficante Jr. Oczywiście świat przestępczy USA mógł tylko przyjąć zlecenie, a za zamachem stały zapewne inne wpływowe osobistości ze świata finansjery i polityki, wszak Kennedy chciał szybko zakończyć wojnę w Wietnamie, dogadywał się z rosyjskim przywódcą Chruszczowem, a nawet kwestionował prawo Izraela do posiadania broni jądrowej. A choć zainicjował też wielki rozwój amerykańskiej astronautyki i wyprawy na Księżyc, naraził się wielu wpływowym postaciom ówczesnego życia politycznego i ekonomicznego za oceanem, nie stronił też od romansów, z których najsłynniejszy to zażyłość z Marylin Monroe, która prawdopodobnie też została zamordowana. Wątpliwości budzi sam zamach i trzy strzały oddane do jadącego w otwartym samochodzie prezydenta, a szczególnie kwestia niezwykłej celności marnego lewackiego strzelca Owalda. Nagrane wtedy filmy, specjalnie oczyszczone po latach, wskazują, że na górce, przy murku, nieopodal miejsca zamachu stał jeszcze jeden tajemniczy „ktoś” i pojawiły się tam dymki, jak po palbie. Może właśnie stamtąd padł ów najcelniejszy, zabójczy strzał, a badająca wszystko Komisja Warrena nie dość dokładnie przeanalizowała wszelkie okoliczności, przyczyniając się do zaciemnienia całej sprawy. Czy po latach pojawią się jeszcze nowe tropy, czy ujawnione zostaną jakieś ściśle tajne dokumenty? Trudno dzisiaj wyrokować, pewnym wszakże jest, że zabójstwo Kennedy’ego zostało dokładnie zaplanowane i zakończyło się usunięciem ze sceny politycznej rywala Lyndona B. Johnsona, mającego kontakty z mafią i jawnie manifestującego niechęć do swojego szefa. Choć minęło pięćdziesiąt lat od tamtych chwil, nadal nie mamy pewności, a kolejne hipotezy – w tym te ze słynnego filmu JFK  Olivera Stone’a – nie wytrzymują próby czasu. Lądując kilka razy na lotnisku Johna Fitzgeralda Kennedy’ego w Nowym Jorku, podążałem myślami do tego faktów i zdarzeń, które wyżej opisałem – mam też nadzieję, że jeszcze kiedyś tam się znajdę, choć trzeba się spieszyć, bo czas ucieka bezpowrotnie i to czego nie zrobiło się w jakimś momencie, może nigdy się nie powtórzyć.

Reklamy

2 Komentarze

  1. 2013/11/25 @ 17:06

    Wiele jest zagadek niewyjaśnionych. Śmierć Kennedy’ego, Monroe, Diany, Ostatnia to katastrofa smoleńska. Nie wiadomo czy kiedykolwiek prawda wyjdzie na jaw. Chciała bym doczekać wyjawienia tych prawd :)))

    • lebioda said,

      2013/11/25 @ 17:35

      Niektóre nigdy nie zostaną wyjawione…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: