ALEJA KLONÓW (13)

Children

Mój dziadek Mojżesz przypominał patriarchę z kart Starego Testamentu, wiekowego Żyda kroczącego dumnie do synagogi, ze zwojami Tory, ale najbardziej podobny był do filozofa Artura Schopenhauera. Resztki włosów na głowie i rzadka broda na twarzy, sprawiały, że promieniował od niego majestat przeszłości i teraźniejszości, pokoleń Izraelitów, którzy kiedyś żyli, modlili się do Jahwe i tęsknili do Ziemi Obiecanej. Przekonany o absurdalności świata, stworzonego przez Boga, podbijał podeszwy z wielką pasją i zerkał na boki, połyskując przekrwionymi białkami oczu, rozsiewając na prawo i lewo zapach przetrawionego alkoholu. Pił często tanie wino i piwo, a jak ktoś postawił mu wódkę, promieniał jakby znalazł skarb, celebrował kolejne kieliszki i podnosił je z namaszczeniem jak kielichy mszalne. Na jego twarzy pojawiał się coraz większy rumieniec, a włosy sterczały na wszystkie strony, sondując przestrzeń szopy, w której pracował. Dopuszczał mnie do tych uczt, gdy przychodził do niego jakiś kolega albo specjalny klient – nie przeganiał, tylko mrugał porozumiewawczo do mnie po wypiciu kolejnego kielicha, po opróżnieniu następnej butelki. Szybko się rozmarzał i opowiadał banialuki by mnie oczarować i przestraszyć. A to o Szatanie, który zmieniał się w wielkiego czarnego konia i pędził przez świat rżąc i chichocząc jak człowiek, a to o oddziałach anielskich, które zlatywały na dach jego warsztatu i wychylały się zza okien uśmiechnięte, znacząco patrzące na jego maestrię. Podobno kiedyś powietrze stało się różowo-złote, a potem czerwono-fioletowe i nagle z nicości wypłynął z hukiem wielkim sam archanioł Michał. Szybko przeniknął przez ściany i poprosił dziadka o nowe połyskujące buty – miały mieć podeszwy ze złota, a skóra miała być przezroczysta i połyskiwać jak opal. Biedny szewc nie miał takich skarbów, ale od czego są czary – Archanioł uniósł dłoń i na jego stole pojawiły się ćwieki z drogocennych kruszców i wszystko inne, co tylko było potrzebne. Książę aniołów usiadł na zapiecku i ponoć nie pogardził tanim winem, przyglądał się wprawnym ruchom szewca, w magiczny sposób przyspieszał wszystko, a jak robota została wykonana obdarował dziadka ogromnym galonem najlepszego wina mszalnego. Trunek został szybko wypity i dopiero następnego dnia, po południu, prawie pod wieczór, mistrz obudził się i nie był pewien czy śniła mu się wizyta archanielska, czy naprawdę uszył książęce buty.

Teraz był trzeźwy i krok po kroku przygotowywał czarne, ślubne trzewiki dla jednego z sąsiadów. Ścinał skórę do odpowiedniej grubości, szył podeszwy i na boku konserwował je specjalnie rozgrzanym lakiem. Wkładał pomiędzy usta gwoździe, a potem wyjmował je i szybko wbijał we właściwe miejsce, wyklepywał i ścierał pilnikami wystające końcówki. Co jakiś czas zerkał na mnie z boku, to uśmiechał się, to zasępiał, że aż dreszcze mnie przechodziły. Za którymś uderzeniem młotka nagle zapytał:

     – No i kim ty będziesz, kundo jeden…?

Słowo kunda miało wtedy w języku polskim inne znaczenie, niż w mowie braci Czechów. Może dziadek wyniósł je z domu, zapamiętał z rozmów z ojcem, który służył w wojsku austrowęgierskim i podróżował pociągami pomiędzy Pragą a Budapesztem, Miszkolcem  a Debreczynem, Ołomuńcem a Pragą, Krakowem a Pilznem. Nie mogłem wtedy wiedzieć, że kunda w języku czeskim znaczy pizda, a dziadek używał tego określenia zgodnie ze starym językowym nawykiem. Chodziło o określenie kogoś, kto jest włóczęgą i łazi gdzieś, nie wiadomo gdzie, błąka się od domu do domu, z podwórka na podwórko – po prostu kunduje i kunduje… Bawiło mnie to określenie i uśmiechałem się do ojca mojej mamy promiennie, kiwałem głową dla podkreślenia, że akceptuję takie fajne przezwisko. Nie wiem skąd mi to przyszło do głowy, ale odpaliłem dziadkowi:

     – Dostanę Nagrodę Nobla…

Dziadek prawie spadł z krzesła, roześmiał się charcząc i prychając, aż łzy pojawiły się w jego oczach. Przestał na chwilę szewcować, odłożył kopyto z butem, spojrzał na mnie przenikliwie i z komicznym, żydowskim zaśpiewem podsumował moją wypowiedź:

     – Dostaniesz, dostaniesz kundo Nobla, w postaci końskiego bobla…

Przestraszyłem się czarnych oczu dziadka, rozpłakałem się serdecznie i szybko wybiegłem z warsztatu, słysząc za sobą sardoniczny śmiech i stukanie młotkiem w kopyto, szorowanie pilnikiem skóry i przeciąganie dratwy przez otwory.

Pędziłem przed siebie bez celu i zatrzymałem się dopiero przy wielkim podwórku, otwartym na Aleję Klonów. Przysiadłem na krawężniku chodnika, wypiętrzonym w jednym miejscu znacznie, słysząc stale echo strasznej klątwy dziadka:

     – Nagroda Nobla w postaci końskiego bobla…

Na szczęście dzieciarnia bawiła się w najlepsze na podwórku i moją uwagę przyciągnęło rodzeństwo sześcioletnich Sternów, popychających kijkami felgi od rowerów. Rachela bardzo mi się podobała, a Jonasz toczył ze mną nieustające walki na kije i kamienie, stawał mi na drodze w najmniej oczekiwanych momentach. Teraz bawili się w najlepsze, wraz z innymi dziećmi i nie zauważali mnie wcale. Jacyś chłopcy wspinali się na wielką beczkę po śledziach, inni przeciągali z zapałem linę, a jeszcze inni włazili na płot. Piotr z sąsiedniej kamienicy próbował stawać na głowie, a tuż przy nim dwaj nieznani mi bliźniacy grali w kluchę. Łzy już zaschły na moich policzkach, ale wciąż pojawiały się w mojej świadomości czarne oczy dziadka, jego gromki śmiech i złowieszcze słowa. Myślałem, że to moja wyobraźnia zaczęła działać, bo poczułem wyraźnie zapach końskiego łajna, ostry i wzmagający się z każdą chwilą. Przeraziłem się jeszcze bardziej i nerwowo zacząłem rozglądać się wokół siebie, ale dopiero za którymś razem zobaczyłem, że za pobliskim klonem leży wiele żółtych kulek przetrawionego owsa i trawy, lśniących w pełnym słońcu i parujących lekko. Drzewo zasłaniało końskie odchody, ale jak zmieniłem mój punkt obserwacyjny, zrozumiałem, skąd niósł się ten odór. W jednej chwili podjąłem postanowienie, pobiegłem do sklepu spożywczego i poprosiłem ekspedientkę o dużą papierową torbę. Dostałem ją bez trudu, bo powiedziałem, że jest potrzebna mojej mamie, do zapakowania paczki dla cioci. Zwinąłem ją w rulon i wróciłem na skraj alei, gdzie za wyniosłym klonem leżały kulki wydalone przez konia. Podniosłem z ziemi spory kij, otworzyłem torbę i z obrzydzeniem, powoli wsunąłem gówna do środka. Teraz trzeba było działać szybko, bo papier mógł przemoknąć, więc popędziłem z powrotem w okolice warsztatu szewskiego. Tam wysypałem całą zawartość przy drzwiach, brudnym papierem umazałem klamkę, a potem ukryłem się na pobliskim drzewie owocowym. Zrywałem śliwkę po śliwce i rzucałem w okno, za którym pracował dziadek. Za którymś uderzeniem owocu w szybę, drzwi z łoskotem się otworzyły i pojawił się w nich podchmielony, wściekły Mojżesz. Tak gwałtownie wyskoczył, nie wiedząc, co jest na ziemi, tak szybko postawił nogę za progiem, że z wielkim impetem poślizgnął się, wywinął kozła i upadł tyłkiem na końskie łajna.

    – Nagroda Nobla w postaci końskiego bobla… – przemknęło mi przez myśl.

Szybko zsunąłem się ze śliwy i kryjąc się za krzakami, pognałem gdzieś hen, aż na skraj Pola Ułańskiego. Lanie, które wieczorem dostałem od ojca przyjąłem jako zasłużoną karę, ale rozkosz zemsty smakowała cudownie. Musiało minąć wiele dni i nocy zanim dziadek wpuścił mnie z powrotem do warsztatu i dobrotliwie mruczał:

      – Oj kundo, kundo, ty mały koński kundo… Dostaniesz kiedyś Nobla…

Reklamy

3 Komentarze

  1. Luka said,

    2013/11/14 @ 18:10

    Ty musisz pisać. Nic, tylko pisać…

  2. student said,

    2013/11/25 @ 8:58

    Zgadzam się, bezwarunkowo należy się panu…
    Nagroda Nobla w postaci końskiego bobla, ha ha ha ha,
    ale pan przyznał ją sobie już dawno, a może to ten dziadek wiedział lepiej, że jedynie dla pana…Nagroda Nobla w postaci końskiego bobla, ha ha ha ha
    ma się pan czym chwalić

    • lebioda said,

      2013/11/25 @ 9:21

      Dziękuję panie Joachimie za ten kolejny wspaniały komentarz. Zapewniam, będzie dalszy ciąg…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: