PAŹDZIERNIK

Złoto
Październik w tym roku jest wyjątkowo ciepły i przypomina bardziej miesiące wiosenne niż jesienne. Przyglądam się uważnie naturze w ostrym słońcu i nie mogę się nadziwić jak piękne są liście klonów, sumaków i jesionów, ile odcieni pojawia się w koronach dębów, platanów i brzóz. Dwa dni temu jechałem pociągiem do Łodzi i jeszcze uważniej patrzyłem na pola i lasy, zawieszałem wzrok na plamach czerwieni i żółcieni, enklawach zieleni i złota. Był we mnie szlachetny smutek, a myśli snuły się jak babie lato – obrazy migały jak w kalejdoskopie, a ja rozkoszowałem się otwierającymi się przede mną przestrzeniami. Jak zwykle szczególnie przyglądałem się ptakom, które pociąg płoszył i sprawiał, że nagle ukazywały się w całej krasie – wiele srok, kawek i gawronów, czasem jakieś samotne wrony, sójki, majestatycznie krążące nad polami drapieżniki, błotniaki, myszołowy, kanie, pustułki i krogulce. Co jakiś czas pojawiały się też dumne bażanty, ale prawdziwym wydarzeniem były ruchliwe stada szczygłów i ogromne skupiska szpaków, gotujących się do odlotu. Patrzyłem na ich dynamiczne zwroty i przypomniały mi się te skrzydlate stworzenia, zamknięte w klatkach, na targu w Kurdystanie. Pewnie wiele z nich zostanie pochwyconych podczas przelotów i stanie się przekąską dla arabskich dzieci, kobiet lub mężczyzn. Tyle w nich było sił witalnych, wchodziły sobie na głowy, chciały się za wszelką cenę wydostać, ale nie było już dla nich ratunku i nie mogłem im pomóc, z tej klatki wyjść mogły tylko na jakiś stół. Tutaj, w centralnej Polsce, wiele ogromnych stad zrywa się teraz z drzew, wzbija się w górę i przypomina wielką flagę, ogromną płachtę poszarpanej materii. Nad jednym z pól spostrzegłem też dwa wielkie żurawie, wznoszące się powoli i płynące w powietrzu jak dziwne, tajemnicze twory z innej rzeczywistości. W Łodzi spotkałem wielu wspaniałych ludzi, potrafiących docenić pozytywne działania i stawiających na pierwszym miejscu dobro. Cóż robić, wpadamy czasem w życiu na jakichś psychopatów, którzy próbują nas sprowadzić z właściwej drogi, oczerniają nas i jak tylko mogą starają się szkodzić – to drugi brzeg człowieczeństwa. Na szczęście ich dzieje kończą się wielkim skandalem, ujawnieniem prawdziwego oblicza, demaskacją kłamstw. Powrót z Łodzi Kaliskiej też miał swoją wewnętrzną strukturę, podsycaną myślami o zdarzeniach ostatnich dni. Ta stacja generuje ponure myśli i każe zastanawiać się nad Polską, nad jej losami i nad ludźmi władzy, którzy nie potrafili przez dziesięciolecia zapewnić Polakom tego, na co zasługują. To kraj wielu smutnych osób, miejsce nieustannie maltretowane przez głupkowatych liderów, nie rozumiejących kim powinni być. Jakże trudno znaleźć w polskiej historii powojennej prawdziwych mężów stanu, którzy by odsunęli na bok swoje interesy partykularne i wzięli się za poprawienie bytu polskim rodzinom. Patrzyłem na ludzi siedzących lub przemykających przez dworzec i rzadko kiedy udawało mi się wyłowić jakiś uśmiech, choćby krótkie rozpromienienie, jakiś drobny przyjazny gest. Stojąc na peronie zauważyłem, że w ciemnościach dworzec ten wygląda jak jakaś marna sala gimnastyczna, gdzieś głęboko na Syberii albo w jakimś kraju trzeciego świata…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: