SEAMUS HEANEY 1939–2013

heaney

Seamus Justin Heaney urodził się 13 kwietnia 1939 roku w Bellaghy (Północna Irlandia) w wielodzietnej rodzinie. Był najstarszy z dziewięciorga rodzeństwa i spadało na niego wiele obowiązków w zakresie utrzymania rodzinnej farmy Mossbawn. Dorastał w środowisku postępowych katolików, w hrabstwie Londonderry, zaledwie trzydzieści mil od Belfastu. Choć ta część zielonej wyspy należy do Wielkiej Brytanii, nigdy nie godził się by określać go jako Brytyjczyka. Swój protest przeciwko zawłaszczaniu jego irlandzkiego pochodzenia manifestował wielokrotnie, w poezji i w wypowiedziach dla prasy, nie bojąc się konfrontacji z samą królową Elżbietą II. Jego niezwykła wrażliwość ujawniła się już w szkole podstawowej i średniej, a potem na studiach filologicznych w Queen’s University, w Belfaście. Ukończył je z wyróżnieniem w 1961 roku i podjął pracę nauczyciela anglisty, wtedy też zapoznał się z poezją Patricka Kavanagha i sam zaczął publikować wiersze, wchodząc do lokalnych grup literackich. Ożenił się z nauczycielką i pisarką, co jeszcze bardziej mobilizowało go do pracy nad słowem i tworzyło aurę nieustannych dyskusji, spotkań, artystycznych konfrontacji. Pierwszy, skromny tomik wierszy, pt. Eleven Poems, opublikował w 1965 roku, a już rok później słynne wydawnictwo Faber & Faber wydało jego duży zbiór, zatytułowany Death of a Naturalist (Śmierć naturalisty). W tym samym 1966 roku, Heaney został wykładowcą współczesnej literatury angielskiej w uniwersytecie, w którym studiował. Dalsza kariera literacka i naukowa tego subtelnego poety miała charakter niezwykle dynamiczny i pojawiły się w niej liczne znaczące wydarzenia, takie jak wykłady w Berkley i na Harvardzie. Wreszcie otrzymał posadę Professor of Poetry, na Uniwersytecie Oksfordzkim, którą piastował przez pięć lat, aż do1994 roku. W tym czasie zyskał już sławę jednej z największych indywidualności w literaturach anglojęzycznych, wyraziciela irlandzkiej wrażliwości i piękna. Cały czas aktywnie publikował książki, spośród których należy wymienić: North (1975),Selected Poems i Preocupations:Selected Prose(1980), Station Island (1984), The Haw Lantern (1987), zbiór esejów The Government of the Tongue (1988), sztukę The Cure At Troy (1990), Seeing Things (1991), The Spirit Level (1996), Electic Light (2001), District and Circle (2006) i jako ostatni zbiór: Human Chain (2010). W 1995 roku przyznano Heaneyowi literacką Nagrodę Nobla – jak to określono w Sztokholmie – za dzieła charakteryzujące się lirycznym pięknem i etyczną głębią, które sławią cuda dnia powszedniego i żywą przeszłość. Poeta zmarł 30 sierpnia 2013 roku w Dublinie, zostawiając potomnym, oprócz dzieł oryginalnych, wiele wspaniałych przekładów, w tym staroangielskiego eposu Beowulf, dramatu Sofoklesa, wierszy Owidiusza, Trenów Jana Kochanowskiego i liryków Aleksandra Puszkina.

Twórczość Heaneya przepojona jest aurą tęsknoty i ogólnoludzkiej solidarności – poeta szuka potwierdzenia, że ludzie wywodzą się z tego samego nurtu czułej wrażliwości i przeważa w nich dobro, choć historia uczy, że stale na plan pierwszy wysuwało się zło. Czyni to w obrębie własnej rodziny, pośród irlandzkiej przeszłości i w dalekim świecie, najczęściej w Ameryce, do której wyemigrowały wielkie rzesze Irlandczyków, stając się ważną, konstrukcyjną częścią diaspory. Niezwykłość poezji tego autora pokazać można na przykładzie wiersza pt. Anything Can Happen (Wszystko może się zdarzyć), będącego nawiązaniem do trzydziestej czwartej Ody Horacego. Wiersz ukazał się w 2009 roku w „Tygodniku Powszechnym” w znakomitym przekładzie Magdy Heydel. To obserwacja atmosferyczna, nawiązująca do rzymskich wyobrażeń na temat nagłych piorunów, ciskanych przez gniewnego Jowisza i pojawiających się niespodziewanie na czystym niebie. A symbolicznie chodzi o ludzki los, który bywa zmienny, nieustannie narażony na nieoczekiwane zdarzenia, które mogą się pojawić nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy. Zwykle ludzie spodziewają się piorunujących uderzeń, gdy czarne chmury gęstnieją nad ich głowami, a kolory nieba, nagłe powiewy wiatru i chłód, zwiastują pojawienie się błyskawic. A przecież ludzki los to nieustanna niewiadoma i nekrologi w gazetach stale przypominają o tym, że w każdej chwili może nadejść choroba, dać o sobie znać jakiś defekt w organizmie, a wreszcie nieoczekiwana śmierć może zgasić każdą świadomość. Nic nie jest pewne w naszym świecie, bo przecież: Wszystko się może zdarzyć. Masz pewność, że Jowisz/ Zawsze czeka, aż chmury zbiją się i skłębią,/ Zanim ciśnie piorunem? To popatrz, jak teraz,/ Pognał w galop i rydwan gromu, i rumaki. Człowiek najczęściej wyczekuje, przygląda się rzeczywistości, ale też stara się odsuwać na plan dalszy tragiczny wymiar egzystencji we wszechświecie, na kruchej planecie, w obrębie konkretnej przestrzeni geograficznej – inaczej zwariowałby widząc wszędzie śmierć, erozję, wpisując swoje bytowanie w odwieczną kosmiczną entropię. Życie starożytnych mieszkańców Rzymu przepojone było lękiem przed bogami atmosferycznymi i ziemskimi tyranami, za nic mającymi jednostkowy los, ale też większa była świadomość, że ludzkość została „zawieszona” w kosmosie. Co wieczór na czystym, czarnym niebie pojawiały się miliardy gwiazd i jaśniał tajemniczy Księżyc, owa lampa tysiącleci, satelita bez którego nie byłoby życia na Ziemi. Zasadą wyobraźni było w tamtych czasach uosabianie i animizowanie, stąd u Horacego i Heaneya grom staje się rydwanem, a jego odgłosy przypominają koński galop, dynamikę znaną dobrze z antycznego świata, w którym zwierzęta te były elementem wojen i podróży, pracy na roli lub triumfalnego wjazdu do miasta.

Irlandzki poeta przywołuje starożytne strofy i przenosi je w obręb teraźniejszości – wskazuje, że nagła zmiana i nieodwracalne skutki pojawiają się stale i uderzają w człowieka jak grom z jasnego nieba. A wtedy złudna harmonia zanika i bezpieczeństwo staje się fatamorganą, ziemia trzęsie się, mają miejsce ruchy górotworów, jakieś podziemne przemieszczenia mas skalnych, wzrasta dynamika przepływu wody w rzekach i daleki Atlantyk burzy się, wpływając na falowanie wód mniejszego morza. Te metamorfozy nabierają charakteru symbolicznego i wtedy pojawiają się też w mitologicznej krainie umarłych, pełnej duchów tych, którzy się po niej błąkają: Po czystym, jasnym niebie. Zatrzęsła się ziemia,/ I zatłoczone podziemie, wody Styksu,/ Kręte rzeki, brzegi samego Atlantyku. Owo przenikanie się rzeczywistości dwudziestego wieku i symboliki antycznej charakterystyczne jest dla Heaneya i staje się immanentną siłą jego poezji, trudnej, ale jakże prawdziwej, skomplikowanej, ale też lekkiej i zwiewnej. Głęboki intelektualizm łagodzą tutaj odniesienia do natury i przejścia do krain wyobraźniowych, zaczepienia w świecie realnym i symbolicznym, chwile realne i nierealne. Tutaj wszystko jest potencjalne, wszystko jest kłamstwem, anihilacją świata i jego utwierdzenia, a zarazem: Wszystko się może zdarzyć; i najwyższe wieże/ Mogą runąć, by ci, co siedzą wysoko upadli, Zaś mali zyskali uznanie. Śmiga ostrodzioba/ Fortuna, aż powietrzu brak tchu. Zrywa komuś/ Czub, by okrwawiony narzucić innemu. Nie wolno zawierzyć swoim czasom i dumnym urzędom, a ci, którzy zostali wyniesieni i znaleźli się w wyniosłych wieżach, spadną z największym impetem, z kolei mali ludzie zaczną się wspinać coraz wyżej i osiągną cele, o których się im nie śniło. Wszystko rozegra się pośród widowiskowej natury, a choć przypisane do świata ludzi, zmultiplikuje się w nim na wzór przestrzeni mitycznych, gdzie rządzi Fortuna – na kształt wodnych szuwarów, gdzie drapieżny ptak zabija słabszego przeciwnika. Heaney przydał rzymskiej bogini losu cechy ornitologiczne, tworząc z niej rodzaj tajemniczego ptaka, który zrywa czub z głowy przedstawiciela innego gatunku – stale pamiętać też musimy o symbolicznej stronie wiersza, bo przecież mówi on o nagłym pojawieniu się błyskawicy na czystym niebie. Tak samo silny ptak drapieżny uderza w słabszego przeciwnika i symbolicznie zrywa mu czub z głowy, pozbawia życia i zabiera świadomość.

Po nieoczekiwanym uderzeniu gromu świat traci swoją stabilność, grunt usuwa się ludziom spod stóp i nawet bogowie czują się niepewnie, bo zostali przypisani konkretnym przestrzeniom ludzkim, w których oto objawiła się najwyższa moc Jowisza. To, co wydawało się wzniosłe i paraliżowało umysł swoim ogromem, nagle staje się małe, przypominające najzwyklejsze rzeczy: Spod nóg ustępuje ziemia. Ciężar nieboskłonu/ Wznosi się znad Atlasu jak pokrywka garnka. Wszystko wszakże jest domeną imaginacji, wszystko może zyskać walor symboliczny, ale nagła boska ingerencja, nieoczekiwane uderzenie gromu, zmienia proporcje świata, przydaje mu śmieszności i wprowadzają element absurdu. To było zdarzenie nie mieszczące się w ziemskiej typologii, to chwila, która nie miała mieć miejsca, coś nagłego i pozbawionego logiki, przynajmniej tej ze świata ludzi. Wszakże w krainach symbolicznych, w świecie mitu, w przestrzeni zdominowanej przez walczące żywioły, jest to zdarzenie wpisane w ciąg przemian, nie budzące zdziwienia, przypisane tyleż do elementarnej struktury powietrznej, co ziemskiej, do ognia i jego mocy niszczącej. To jest destabilizacja, która rani świadomość: Chwieją się gzymsy, nic nie wraca na miejsce./ Pył telluryczny i zarodki ognia wrą. Pył ziemski został poruszony, a wszędzie pojawiły się zarodki ognia, które mogą zniszczyć ludzkie konstrukcje i budowle, gzymsy obrócić w popiół, wprowadzić na nowo kosmiczną zasadę osobnych pierwiastków, rozdzielić to, co zostało harmonijnie połączone w świecie materii i świadomości. Widać tutaj znakomicie jak „gęsta” jest poezja Heaneya, zawieszona w przeciwstawnych rzeczywistościach, zarazem przenikających się i znoszących się nieustannie, jak wiele może powstać na jej kanwie interpretacji. Ukazując chwilowość ludzkich światów, przenosi je do krain mitu, pamięta o starożytnej tradycji poetyckiej i dramatycznej, potrafi kopiować mechanizmy natury i kosmosu, stawać się formułą ulotnego istnienia i przypominać o zależnościach, których człowiek nie potrafi znieść. Tylko podporządkowanie się odwiecznym rytuałom trwania, tylko ich zrozumienie mogą dać otuchę i pomóc zrozumieć wydarzenia tak absurdalne jak nagła śmierć i uderzenie gromu z jasnego nieba. Poniekąd poeta doświadczył tego realnie, gdy nagle po krótkiej chorobie opuścił żywych i wkroczył do krain Styksu, znalazł się w pośmiertnej rzeczywistości mitycznej. Mógł jeszcze długo żyć, ale błyskawica uderzyła trzydziestego sierpnia i skończył się jednostkowy los, potwierdziło się to, o czym pisał poeta: Wszystko się może zdarzyć. Jego trumna w dublińskiej katedrze prezentowała się dostojnie i zarazem była znakiem nieistnienia, odejścia tam, skąd nikt nie wraca, kropki postawionej przez los na końcu biografii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: