STO WIERSZY POLSKICH (XX)

GORDZIEJ11

Helena Gordziej

WIELKOPOLSKIEMU CHŁOPU

Piszę o tobie wiersz

żylasty
muskularny
kościsty
bo takim byłeś
zanim skazano cię
na wieczne cienia
zaprzedanie

piszę bo dopominają się o to
snopy widłami podrzucane
na wysokość stogów

bo nie mam pewności
czyś się spodobał Panu Bogu
za hardość

bo nie wiem gdzie
przebywasz

na biblijnej górze
czy na dnie otchłani

to co na ziemi czyniłeś
snadnie szło ci przy pomocy
pługa i kosy

ale tam wysoko
sztorcem mogłeś zawadzić
o przyciesie nieba

piszę o Tobie wiersz
bo wiem że wieczny odpoczynek
Twoim nie przystoi rękom

Helena Gordziej jest poetką wielkopolską, ale też dobrze znana jest w innych regionach kraju. Jej wiersze przetłumaczono na kilka języków obcych, wyróżniano nagrodami, m.in.  im. Kasprowicza, Fotelem Horacego, Najlepsza Książka Poetycka Roku, jej utwory trafiły nawet do podręczników szkolnych. Urodziła się w stolicy Wielkopolski i w niej mieszkała przez całe życie, ale korzenie jej inicjacji tkwią głęboko w podpoznańskiej wsi Bolechowo. Tam przyszła na świat jej matka Józefa, z domu Rożek, tam mieszkali dziadkowie, tam było to miejsce, gdzie zaciekawiona dziewczynka odkrywała powab świata i poznawała prawa nim rządzące. Wieś nie należała do dużych, wokoło rosło wiele topól, a w parku jaśniepaństwa stała charakterystyczna kapliczka. Tuż przy ogrodzie biegła szosa do Murowanej Gośliny, a dalej do Wągrowca. Wokół cudowna, wolna od zanieczyszczeń przyroda. Tam każdy chwast, każde zioło i drzewo były dla niej przedmiotem podziwu, a potem skrupulatnych doświadczeń i badań – wszak wrażliwość dziecka jest najczystsza, najprawdziwsza, przepełniona pasją poznawczą. Kiedy wchodziła do lasu, miała wrażenie, że jest w kościele, mówiła zatem szeptem, bo czuła, że w otoczeniu drzew jest prawdziwy Bóg, nie ten przedstawiany przy pomocy jaskrawych barw w kościołach, czy w postaci odpustowych figurek. Nie znała wtedy lęku i ta odwaga pozostała jej do dzisiaj, jako wypadkowa kontaktu z dziewiczą naturą, jako ślad prostych sytuacji, dla których istniały proste rozwiązania. Tylko świat strachów, strzyg, wampirów, diabłów i innych cudactw budził w niej grozę, a bajania ciotek i bab wiejskich wydatnie poszerzały granice jej wyobraźni. Była tam też szkoła, w której kuzyn matki poetki, uczył wiejską dziatwę. Dziadek, wujowie i ciotki od rana do wieczora pracowali „na pańskim”, a Helena, jako podrostek, nosiła na pola w wiklinowym koszyku posiłki dla bliskich, znała każdą ścieżkę na wsi i w lesie. To była taka wieś, jaką znamy z kart powieści Władysława Stanisława Reymonta i rządziły w niej tak samo surowe, chłopskie prawa i zasady. Sprawiedliwość wymierzano pięściami i widłami, ściśle przestrzegano obyczajów i obrzędów, swoiście pojmowanej moralności. Widząc wiele upokorzeń, dostrzegając ciężar biedy i bytowania pośród natury, poetka ustaliła sobie perspektywę doświadczeń ludzkich na całe życie.

Trudno się zatem dziwić, że pochwałę wielkopolskiego chłopa głosi poetka, która tak dobrze poznała ów region i żyjących w nim ludzi. Jest to wiersz prosty, pełen wzniosłego patosu i chłopskiej dumy, tak prawdziwej w swoim wyrazie, tak autentycznej w każdym geście, słowie, obrzędzie. Ale jednocześnie jest to utwór pełen liryki, tęsknej melancholii, rodzącej się w momencie zderzenia żylastości, muskularności i kościstości z umiejętnie metaforyzowaną liryką, tęsknotą za dawno odeszłym światem. To jest bezpośrednie zwrócenie się do postaci modelowej, wybranej spośród setek, tysięcy, i tak w wierszu pokazanej, że czytelnik ma wrażenie, iż obcuje z kimś prawdziwym, z żywym człowiekiem, a zarazem i z jego symbolem. Zwykła narracja na początku pierwszej zwrotki staje się na jej końcu udaną metaforą śmierci, niebytu, wiecznego zaprzedania cienia. Ten dramatyczny skok oplata refleksją egzystencję wielu jemu podobnych, wielu jak on już nie istniejących, ale będących pośród tej ziemi, niczym graniczne głazy, niczym Boże Męki. Bohater tego utworu podrzucał kiedyś dziarsko snopy na wysokość stogów, pracował wytrwale na roli, bo do takiej pracy się urodził i ona dawała mu wszystko. Czynił to z fantazją i chłopską hardością, czym być może naraził się Panu Bogu. Poetka przywołuje chłopa i Boga w drugiej zwrotce, bo nie jest pewna, gdzie jego dusza trafiła po śmierci, wszak te stogi miewały też i inne przeznaczenie… Następna partia utworu jest jakby stopniowaniem tych wątpliwości, jest mnożeniem pytań retorycznych. Czy ów chłop trafił do nieba, czy do piekła, a dalej – czy znalazł się u końca drogi na szczycie, czy może został strącony do otchłani. Na ziemi znakomicie posługiwał się pługiem i kosą, ale w niebie obowiązują inne prawa i może ów sprawny oracz i kosiarz nieuważnie zahaczył sztorcem narzędzia o przyciesie nieba. Jakąż finezyjną grę prowadzi tutaj poetka z kreowana postacią, jak plastycznie, zaledwie przy pomocy kilkunastu słów, kilku metafor, ukazuje go w przestrzeni ziemskiej, a potem podąża za nim ku polom, łąkom i nieużytkom niebieskim. Całość wieńczy – jak często u Heleny Gordziej – błyskotliwa puenta, takie zastosowanie metafory funeralnej, że chłop zostaje na chwilę ożywiony, jakby schwytany na jakimś niebiańskim, gorącym uczynku. Okazuje się, że tak jak nie odpoczywał na ziemi, nie potrafi on odpoczywać w zaświatach. Jest to piękny liryk, zahaczony jakby o dwie rzeczywistości, o egzystencję i o niebyt, o ziemskie nieistnienie w znoju i w pracy, a wreszcie – o dziwną, jak na ducha, aktywność i pozostawanie w roli kosiarza, oracza… to jest ostatnia warta wielkopolskiego chłopa na odwiecznym posterunku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: