STRATOSFERA

m51_hst

Muzyka elektroniczna towarzyszy mi od wielu lat i nie przestaje mnie fascynować, uczyć harmonii i stale dostarcza ogromnych emocji. Zaczęło się od płyty Romans 76 Petera Baumanna, członka zespołu Tangerime Dream, w którym był czołową postacią obok Edgara Froese i Chrisa Franke. Potem były kolejne longplaye tej kultowej grupy, na czele ze Stratosferą, której słuchałem z magnetofonu szpulowego Grundig. Ten utwór stał się z czasem podskórnym rytmem mojego młodego życia i dodawał mi energii, wielkiego wigoru, który niestety czasami prowadził mnie też na manowce. Wiele wierszy i opowiadań, a potem tekstów krytycznoliterackich napisałem, w tle mając kompozycje niemieckiej grupy. Z czasem prywatna biblioteka nagrań powiększyła się o dzieła Klausa Schulze, Kitaro, Vangelisa, Mike’a Oldfielda, a na koniec Yanniego i Andreasa Vollenweidera. Moja wyobraźnia ożywała w takiej aurze, dostosowując się do kreacji dźwiękowych i powstawały cykle poetyckie, rodziły się pomysły obrazów, spektakli i większych zadań pisarskich. Może z czasem opiszę poszczególne suity, zatrzymam się dłużej przy warstwach dźwiękowych, nowych instrumentach i propozycjach największych twórców gatunku, na razie cieszę się możliwościami komputerów, układam płyty w kolejności powstawania i słucham przy pracy moich mistrzów – jak to się nazywa – „elektronicznego rocka”. Kiedyś trzeba było zdobywać nowe płyty, łowić jakieś nagrania w radiu, a teraz wszystko jest łatwiejsze, starczy zapisać poszczególne krążki w formacie mp3 i już są, gotowe do odtworzeń w najróżniejszych konfiguracjach. Mój brat przywoził wiele nowych płyt Tangerine Dream i Oldfielda z Berlina, ale z czasem było ich tak dużo, że trzeba je było zgrywać i umieszczać na dyskach zewnętrznych. Pamiętam też, że upodobaniem do takiej muzyki zaraziłem moich przyjaciół ze Studia Ruchu i nawet wystawiliśmy pod koniec lat siedemdziesiątych krótki spektakl, specjalnie dla twórcy pantomimy wrocławskiej Henryka Tomaszewskiego, który akurat bawił w Bydgoszczy. To był rodzaj maszyny, stworzonej z ludzi, a ilustracją stał się bardzo dynamiczny fragment Romansu 76. Mistrz – wcale nie kurtuazyjnie – chwalił nas i interesował się naszym pomysłem, zdumiewała go też ta muzyka, a szczególnie „wejścia” dzwonów rurowych, tak później wspaniale spopularyzowanych przez Oldfielda. Moje gusty muzyczne się zmieniały, jednak stale wracałem do kompozycji elektronicznych, które zawsze były jak świeży oddech pomiędzy symfoniami Haydna i Beethovena, koncertami Bacha, Haendla i Mozarta, między balladami i pieśniami Dylana, Baez i Cohena, utworami Beatlesów, Carpenters, Led Zeppelin, Simona i Garfunkela, a przy tym jeszcze dziesiątków, setek innych dzieł. Teraz też – gdy to piszę rozbrzmiewa w moim pokoju Stratosfera, która momentami jest tak dynamiczna jak rozpędzający się hipersoniczny statek międzygwiezdny…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: