ŚWIAT STAROŻYTNY (XXII)

Pompeii_the_last_day_1

Rys. Buongiorno Napoli

Pompeje są symbolem najbardziej chyba przejmującej tragedii starożytności, pełnej przecież zabijania, okrucieństwa, dramatów osobistych, śmierci całych armii i narodów. To miasto w Kampanii zostało zniszczone 24 sierpnia 79 roku przez ogromną erupcję Wezuwiusza. Chmury popiołów i pyłów, które opadły na to miejsce, utrwaliły na wieki budowle, przedmioty i ludzkie ciała, stając się rodzajem wielkiego muzeum, ofiarowanego przyszłym wiekom przez cesarstwo rzymskie. Ten sam los spotkał inne miasta średniej wielkości – Herkulanum i Stabie, choć w Pompejach zachowało się najwięcej interesujących obiektów i artefaktów. Po odsłonięciu i częściowej rekonstrukcji, możemy współcześnie wyobrazić sobie jak wyglądała ta aglomeracja, z jej charakterystycznymi budowlami – pałacami, świątyniami, zbiornikami na wodę, sklepami i warsztatami rzemieślniczymi. Nisze po ciałach, wypełnione przez archeologów gipsem lub silikonem, pozwoliły też na rekonstrukcję ubiorów i rysów twarzy, a także innych cech anatomicznych dawnych mieszkańców. Ich pozy, przytulanie dzieci, splecenie dłoni, wskazują, że umierali w pełnej świadomości i ogromnych męczarniach. Przed tragedią miasto rozwijało się prężnie, w czym pomagał dobry port morski, a także polityka wspierania w walkach mocarnych sąsiadów i gromadzenia bogactw. Opis wybuchu znajdziemy w listach Pliniusza Młodszego do Tacyta – autor wskazał, że z wulkanu najpierw wydobywały się słupy ognia, a potem pojawiła się czarna chmura, która przesłoniła słońce i była zapowiedzią „deszczu” rozżarzonych kamieni i palącego pyłu. Wraz z mieszkańcami Pompejów zginął były prokurator Pliniusz Starszy, którego śmierć na okręcie, płynącym ku miastu, opisał jego adoptowany bratanek, zwany Pliniuszem Młodszym. Rozmiary tragedii były przerażające, bo na Pompeje spadły tony materii wulkanicznej, burząc budowle, wzniecając pożary i przysypując próbujących uciekać ludzi. Wielu zginęło też od wyziewów i trujących gazów, które pojawiły się po erupcji, byli też i tacy, którzy po jakimś czasie zmarli z powodu pylicy, poparzeń i wycieńczenia. Tylko osoby, które szybko zaczęły uciekać, weszły na statki i łodzie i oddaliły się od miasta, przeżyły, choć ich los był nie do pozazdroszczenia – straciwszy cały dobytek, dzieci, rodziny i przyjaciół, musieli życie zaczynać od nowa.

Pompeje  Rycina Friedricha Federera

Pompeje Rycina Friedricha Federera

Dopiero w drugiej połowie dziewiętnastego wieku zaczyna się zaplanowana praca archeologów i stopniowe odsłanianie ulic, domów, a także rekonstrukcja najbardziej reprezentatywnych budowli. W Museo Nazionale w Neapolu zgromadzono liczne pompejańskie rzeźby z marmuru, kamienia, tufu wulkanicznego, brązu i drewna, a także przedmioty codziennego użytku. Z kolei w rezydencjach bogatych pompejańczyków zachowały się wspaniałe freski i mozaiki, pozwalające na odtworzenie linii rozwojowych malarstwa rzymskiego. To było niezwykle żywe miasto, z termami do kąpieli ciepłych (wykorzystywano właściwości geotermiczne terenu) i zimnych, z krytą halą targową, jadłodajniami i świątyniami wielu kultów. Kto przybywał tutaj mógł się czuć oszołomiony przepychem i bogactwem pałaców, a także mądrym rozplanowaniem placów, kolumnad, bram, amfiteatrów i przestronnych traktów. Przy jednej z takich ulic zatrzymał się w 1830 roku Adam Mickiewicz, przybysz z dalekiej Litwy, największy polski poeta i romantyczny wizjoner. Alina Witkowska pisze o tym zdarzeniu: „Pompeje wywarły na Mickiewiczu wstrząsające wrażenie. W liście do Franciszka Malewskiego z 27 czerwca 1830 roku wyjawił, co i dlaczego w tym mieście szczególnie go poruszyło, czuł się nawet usposobiony do napisania książki o piękności fresków pompejańskich. Ale nie ujawnił nigdy o czym myślał, gdy wpatrywał się w koleiny wyżłobione w kamieniu uliczek Pompejów przez nieskończoną ilość wózków zapisujących tu ślad swojej chwilowej obecności. Może właśnie o czasie odnalezionym, który wbrew prawu przemijania zatrzymała i utrwaliła zamknięta przestrzeń geograficzna tego miasta, zgładzonego przez naturę jakby po to, by wykupione zostało spod władzy czasu?” Zdarzenie to, niezwykle barwnie odtwarzane przez badaczy biografii i twórczości poety, raz jeszcze poświadcza jego materialne fascynacje; gdzież lepiej mogłoby być jego wyobraźni – wszakże wszystko pośród ruin miało charakter symboliczny, wszystko odsyłało ku elementarnym żywiołom, które występowały tam w zagęszczeniu i wymieszaniu. Ogień (wybuch Wezuwiusza, gorąca lawa, płonące domy, popioły, wypalone gliniane naczynia, wypalone przez lawę miejsca zgromadzeń), powietrze (wspomnienie trujących wyziewów wulkanicznych, śmierć przez uduszenie, zaczadzenie), ziemia (popioły, miasto, drogi, koleiny) – brakowało może tylko żywiołu wody, ale był to brak pozorny, bo Mickiewicz zapewne wiedział, że Pompeje starożytne znajdowały się bliżej morza, niż odkopane spod pyłu wulkanicznego i zastygłej lawy ruiny dzisiejsze. Poza tym starczyło tylko wejść na szczyt Wezuwiusza, żeby przy dobrej pogodzie zobaczyć panoramę wspaniałego błękitu Morza Tyrreńskiego, którego „oddech”, wilgotne powietrze śródziemnomorskie, znakomicie wyczuwalny jest w obrębie Pompejów. W pochyleniu Mickiewicza nad koleinami wyżłobionymi w ziemi przez wozy, dawno zaginione w niepamięci wieków, odsłania się kompleks materialny poety – jego zauroczenie wszelkimi przejawami śmierci „utrwalonej przez historię”, nicości zastygłej od wieków. Znajdzie ów kompleks odbicie w dziełach pisanych w Dreźnie, podczas podróży do Francji i w całym systemie fascynacji tanatalnych. Pompeje są dla Mickiewicza jeszcze jednym rodzajem grobu – grobu, w którym leży ziarno poznania – ziemskiej retorty, w której żywioły tętnią i jakby pozostają w uśpieniu.

Wezuwiusz widziany z Pompejów

Wezuwiusz widziany z Pompejów

Każdego roku tysiące turystów przemierzają ulice odkopane z pyłu, wchodzą do zrekonstruowanych domostw i podziwiają rozmach starożytnych budowniczych. Przystają na koronie wielkiego amfiteatru, kontemplują bramy i kolumny, szukając odpowiedzi na dręczące pytanie o sens tego, co się stało przed blisko dwu tysiącami lat. Obecność tylu ludzi w starożytnych ruinach przynosi ogromny dochód, który można spożytkować na kolejne odsłony i rekonstrukcje, ale nie brakuje też aktów wandalizmu, dewastacji i kradzieży. Dopiero o zmierzchu, gdy odjeżdżają ostatnie autokary, Pompeje wracają w obręb przerażającej ciszy śmierci, ciągnącej się w dal, aż ku rozpaczliwym głosom ginących mieszkańców. Nic w kosmosie nie jest utrwalone na zawsze, wszystko ma strukturę czasową i przestrzenną, a nawet najstabilniejsze systemy ulegają destrukcji, czarne dziury pożerają gwiazdy i asteroidy, komety i planety. Także na naszym globie nie brakuje zagrożeń i niebezpieczeństw czyhających na kruchą ludzkość, mogących potencjalnie stać się nową dziejową tragedią. Wszystko wszakże wydaje się dalekie, nie dotyczące ludzi żyjących w konkretnych przedziałach czasowych – widać to wokół Wezuwiusza, gdzie Neapol i pobliskie miejscowości coraz dalej wspinają się na zbocza niebezpiecznej góry. Ma ona wysokość 1281 metrów n.p.m. i krater o średnicy ponad sześćset metrów, głęboki na 230 metrów – stożek utworzony został w pamiętnym 79 roku. Ostatni wybuch efuzywny miał miejsce 13 marca 1944 roku i też wyrządził sporo szkód, choć oczywiście nie mógł równać się z eksplozją z pierwszego stulecia epoki nowożytnej. Mickiewicz wspiął się na sam szczyt wulkanu i podziwiał jego przeogromną moc, rozmyślał o lawie i żarze, które potem znalazły się w jego utworach (Nasz naród jak lawa/ Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa? Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi…) Choć takie kojarzenie faktów i tekstów bywa literaturoznawczo niebezpieczne, wiemy z listów poety, że ogień i rozgrzana magma Wezuwiusza zrobiły na nim ogromne wrażenie. Strach pomyśleć co by się stało, gdyby dzisiaj wulkan wybuchł  z taką mocą jak w 79 roku – liczba ofiar byłaby ogromna, tym bardziej, że sam Neapol liczy blisko milion mieszkańców. Na razie życie toczy się dalej, a wokół wulkanu, w lasach i parkach żyje wiele zwierząt i ptaków, nie brakuje też śmiałków, którzy – jak Mickiewicz – idą ku kraterowi, by zajrzeć mu w paszczę. Taka sama ciekawość popychała Pliniusza Starszego, każąc mu płynąć w stronę wielkich chmur piroklastycznych, co skończyło się jego śmiercią, gdy wielkie bomby wulkaniczne, kamienie i rozżarzony pył spadły na kruchy rzymski okręt.

Erupcja Wezuwiusza z 1944 roku utrwalona na filmie.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/transcoded/4/42/A_Vez%C3%BAv_kit%C3%B6r%C3%A9se_1944-ben.ogv/A_Vez%C3%BAv_kit%C3%B6r%C3%A9se_1944-ben.ogv.360p.webm

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: