GŁOS Z GŁĘBI DZIEJÓW

251-1

Piotr Cielesz

Piotr Cielesz zadebiutował w 1980 roku tomikiem pt. Widok ze sklepu z zabawkami. Potem opublikował zbiór pt. Ikony rodzinne (1984), a dalej tom pt. jeszcze maleńka europa (1987). Już wtedy ujawniła się ogromna dbałość autora o to, by wszystkie wiersze korespondowały ze sobą, a szczególnie owa dbałość widoczna była w trzecim zbiorze. Widzimy w nim jak poprzez przemyślną konstrukcję poszczególnych części tomu, próbuje autor pogodzić ze sobą dwa jakby niezależne cykle wierszy. Jego zbiór ma budowę, trójdzielną, a biorąc pod uwagę jeszcze wiersz otwierający i kończący, wyodrębnić można jakby pięć części. Powoduje to, że środkowy cykl, poświęcony Białorusi i jakby będący źródłem poezji Cielesza, został „opakowany” z dwóch stron wierszami z cyklu mitologicznego. Wszystko zatem zbiega się tutaj ku środkowi, ku istocie poezji, ku jej źródłom. Liryka ta jest głęboko zakorzeniona w tradycji europejskiej, zarówno wiersze z cyklu krasnal, jak i te poświęcone dawnym kresom Rzeczypospolitej, zawierają w sobie pewien, charakterystyczny dla naszego kontynentu, element uniwersalny. Mitologizacje odwołują się swoją poetyką do dawnych wierzeń ludów skandynawskich i bałtyckich, które to stworzyły w podaniach postaci skrzatów, kłobuków, chobołtów, demonów opiekuńczych. Ale krasnale znajdziemy także w opowieściach Czechów, Słowaków, Pomorzaków i Ślązaków, dostrzeżemy je w licznych utworach literackich, między innymi u Andersena, Braci Grimm, Konopnickiej, a także w filmach, na przykład w klasycznych dziełach Walta Disneya. Znalazł zatem Cielesz bardzo pojemną figurę stylistyczną, figurę która może być rozumiana w całej nieomal Europie. Jego krasnal opowiada historie z pogranicza mitu, jawy i niezwykłego, widmowego snu. Nawiązuje do mechanizmów kształtujących historię i do demonologii ludowej.  Przestrzega i obiecuje nadejście innego ładu, opartego jakby na zasadach czystej estetyki. Przybiera często postać mentora, ale równie często jawi się jako niegroźny, zabawny i płatający figle, skrzat. Czytając te wiersze trzeba umieć przestawić swój „aparat odbioru” na różne, zmienne zakresy. Trzeba umieć wyczuwać, kiedy poeta mówi  o niegroźnym niziołku, a kiedy opowieść snuje spadkobierca karłów z mitologii germańskiej. Istoty takie były na ogół przyjazne ludziom, ale niekiedy stawały się mściwe i złośliwe. Taki jest też ów krasnal, postać swobodnie poruszająca się po obszarach mitu, życia, snu i śmiertelnej pustki.

Drugi ważny cykl wierszy Cielesza ogniskuje się wokół spraw, które miały swoje źródło, swój początek w ziemi białoruskiej. Terytorium zamkniętym tej poezji jest krąg najbliższej rodziny narratora,a także niewielki obszar, na którym ta poetycka rodzina egzystuje. Naczelnymi figurami są tu: matka, dziadek Josif Antonowicz, wujkowie Misza i Stanisław, ciocia Raja, kuzyn Sergiusz, siedemnastu chrześniaków dziadka, babcia Stiepanida Szymonowa, cioteczny brat Włodzimierz. Świat poetycki Cielesza dzieli od rzeczywistości realnej – co wspaniale łączy poezję z życiem – prawdziwa „brama”, przejście graniczne w Grodnie. To tam, przekraczający ją narrator – zagadnięty przez celnika, przypominającego św. Piotra – zdaje relację ze stanu swojej wrażliwości, który to stan jest warunkiem wkroczenia do zaczarowanej krainy. Wszystkie postaci tej poezji, wszystkie jej podpory widzą w poecie ostatniego członka rodu, skazanego na zagładę, wybawcę i protoplastę, tego który dzięki unieśmiertelniającej sile wiersza, spowoduje, że świat widziany oczyma białoruskiej ikony, świat na który padają cienie krzyży prawosławia, nie ulegnie zagładzie, nigdy nie zginie. Poeta ma właściwości ocalające, które udzieliły mu się podczas nocnej rozmowy wujków z ojcem, podczas odwiedzin we śnie brata ciotecznego Włodzimierza, wreszcie podczas misterium pogrzebu dziadka. Ale poeta – gość w tym świecie – nie potrafi i nie może całkowicie zjednoczyć się z nim. Wspomnienia burzliwych zdarzeń jakie miały miejsce w XIX i XX wieku w jego ojczyźnie autentycznej, nie tej wyimaginowanej, nie pozwalają mu poddać się rytuałowi krainy gdzie można zdrzemnąć się na chwilę nad ciemnym Niemnem. Wiersze Cielesza, wchodzące w skład omawianego cyklu, unaoczniają – niczym patyna okrywająca okrywę starej ikony – jak nieubłagany jest upływ czasu. Przestrzegają, iż należy się bronić przed brutalnym charakterem rzeczywistości, a bronić się można jedynie z zamknięciu, w enklawie rodziny, rozumianej jako ogromny – wykraczający poza swe ramy – klan ludzi niosących w sobie ten sam ból.

Piotr Cielesz  ma zdumiewające wyczucie nośności poetyckiego słowa. Dało ono o sobie znać szczególnie w zbiorze pt. Ikony rodzinne (1984) , ale także w kolejnych tomach było dostrzegalne, żeby nie powiedzieć wręcz przejmujące. W nowym zbiorze wierszy odnajdziemy jakby trzy tropy liryki Cielesza – odpominanie białoruskich i kresowych korzeni, zapatrzenie w kulturę niemiecką i rosyjską, a także lament nad utraconym intymnym ciepłem. Najczęściej wiersz ma formę monologu wewnętrznego, albo dialogu z wybranym przedstawicielem świata sztuki, literatury, rodzinnego klanu białoruskiego – poeta studiuje dzieje rodziny i swoje losy, a potem odsłania ich ukrytą strukturę i tajemny kod dochodzenia do szaleństwa, do śmierci i nicości. Dziwiąc się i nie rozumiejąc skąd wzięła się jego wrażliwość, próbuje odnaleźć jej korzenie, chce dotrzeć do prapoczątku. Przez cały czas też mitologizuje i tworzy rodzaj mitopoezy, w której odnajdziemy charakterystyczne elementy jego świata. A więc kulturowych praprzodków o możliwościach Demiurga, łotrzyków kulturowych, Boga–Stwórcę, poczynającego świat w akcie kosmogonicznym i Boga-Niszczyciela, którego twarz połyskuje na powierzchni samogonu i w martwych białkach oczu zmarłych. Dopiero w tak przygotowanej przestrzeni lirycznej możliwe są zdarzenia z pogranicza bajki i kultury masowej, ze świata teatru, filmu i przyjacielskich wędrówek. Dopiero wtedy może bohater przemykać pomiędzy wiekami i zdarzeniami, może stanąć do konfrontacji z komunizmem i stalinizmem, może kontemplować zbrodnie w obozie śmierci. Cielesz potrafi w wierszu zajmująco opowiadać, snuć liryczną narrację, zapewne wiele nauczył się w tym względzie od Jesienina, Błoka, Majakowskiego, a może od Herberta, zapewne ważny jest dla niego też Kawafis. Zawsze wszakże są to integralne całości, wspaniale lokujące się w świecie stworzonym przez poetę, gdzieś na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to mieszkał w Bydgoszczy, studiował polonistykę, wiele czytał i z wieloma poetykami skonfrontował swoją wrażliwość. Z tych spotkań i rozstań zrodziło się liryczne rozedrganie autora i jego nieustająca pogoń za przeszłością, pogoń za odchodzącym „ja”, za ginącym w odmęcie zdarzeń „dzisiaj”. Poeta nie godzi się z upływem czasu, raczej przeciwstawia mu się hardo i próbuje w wierszu unieśmiertelnić boskie chwile. Czasem mu się to udaje, ale czasem dokumentuje swoje porażki – chciałby zaznać świętego czasu, chciałby znaleźć się w panteonie przodków i bohaterów kulturowych, ale stale na jego drodze coś stoi, stale pojawiają się jakieś ułudy. Widać to też znakomicie w poprzednich książkach, ot choćby w tomie pt. Z księgi wschodniej (1992), albo w wystudiowanym poemacie miłosnym pt. Kochanie (1996) czy w świetnym tomie pt. Trzy źródła (1997). Zawsze jednak Cielesz jest prawdziwy, pełen rozhukanych żądz, pełen treści, które pojawiać się mogą tylko w umyśle twórczym, stale przekraczającym ograniczenia, w umyśle będącym transgresją samego siebie. Przekraczanie granic jest u tego poety nakazem chwili i nieustającą liturgią, wciąż ponawianym rytuałem. Widać, że twórca najlepiej czuje się  poza granicą samego siebie, poza granicą świata w którym żyje, poza granicami kraju, poza wszelkimi zamkniętymi bezpowrotnie przestrzeniami. Szuka dla swojej liryki otwartych obszarów porównawczych i znajduje je pośród stepów i dolin groźnie przemykającego Niemna, pośród krain geograficznych Niemiec i Rosji, pośród świata czystej sztuki, gdzieś, gdzie nie sięga pamięć i myśl, gdzieś daleko, daleko… Poezja Cielesza jest smutna i zarazem dowcipna, pełna łez bólu i łez szczęścia, niosąca wyraźne przesłanie człowieka, który dorasta do pieśni i do sagi. Jakże rozległy krąg zakreśliła ta liryka, od czasów pierwszych, publikowanych w „Radarze”, liryków surrealistycznych i lingwistycznych, do czystej zadumy i melancholii, do myśli o człowieku cierpiącym, człowieku stale szukającym odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencji. Rozwój, jaki się dokonał w poezji i wrażliwości Cielesza jest ogromny i niesie otuchę, dowodzi jak wiele może zrobić jednostka wrażliwa, stale budząca się dla świata i pośród niego. Czytając te liryki bez trudu odnajdziemy poetę pośród szerszego grona wyrazicieli ducha czasu drugiej połowy dwudziestego wieku. Tacy jak on stale czuwają i stale gotowi są zerwać się na równe nogi. Piotr Cielesz jest twórcą wyrazistym i nadwrażliwym, idącym konsekwentnie ścieżką wytyczoną u początków poetyckiej świadomości. Jest głosem z głębi dziejów i tych dziejów stale wzbogacaną kroniką.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: