STO WIERSZY POLSKICH (XIX)

Łucja

Łucja Danielewska urodziła się w 1932 roku w Poznaniu, tam też zmarła w roku 2004. Przez długie lata pracowała w bibliotekarstwie i księgarstwie. Od 1954 roku publikuje swoje wiersze w prasie literackiej    i radiu i jest jedną z najbardziej znanych w Polsce kobiet piszących. Danielewska zaznacza swą obecność w prasie literackiej i artystycznej, tłumaczy utwory literackie z języków obcych, pojawia się na liczących się festiwalach poezji, otrzymuje nagrody literackie i odznaczenia. Debiutowała w 1972 roku zbiorem pt. Krótki cień południa, a potem wydała kilkadziesiąt książek, między innymi Antyfony barowe (1975), Antyfony domowe  (1977), Antyfony malinowe (1977), Pieśni jaskółcze (1982), Piąte pory roku (1997). Jest Danielewska także autorką przekładów wierszy Vesny Parun, Momira Lazicia i Mariji Lazić oraz trzech poetek – Desanki Maksymowić, Vesny Parun, Dary Sekulić. Napisała także trzy niezwykle interesujące książki prozatorskie: Kwiaty dla Sneżany (1985), Portrety godzin. O Kazimierze Iłłakowiczównie (1987) oraz Biały motyl (1994). Powstały w Karkonoszach, w 1976 roku, wiersz Burza nad śnieżnymi kotłami jest odważną próbą lirycznego modulowania czasu i przestrzeni. Poetka przygląda się przepięknym widokom i tworzy w wierszy rodzaj niszy, bezpiecznego punktu zaczepienia dla wyobraźni. A wtedy nagle rzeczywistość zostaje odkształcona i pojawia się jakaś widmowa czarownica, która jest zarazem kreatorką górskich przestrzeni – eternalną szamanką, która błąka się od szczytu do szczytu i ustala w kosmogonicznym akcie porządek rzeczy. Niezwykłe napięcie buduje się tutaj wokół metafory powrósło wiatru – wokół tego poetyckiego połączenia otwartości i zamknięcia, nieograniczonego pola działania wiatru i pętli sznura. Tyle wystarczy by tak oszczędnymi środkami zbudować wizję przerażającej postaci, mającej cechy żeńskich personifikacji śmierci. Dalsze określniki potęgują jeszcze grozę tego szczególnego miejsca i ewokowanej przez wyobraźnię damy – błyski, żółte ślepia, a nade wszystko klątwy piorunów, wszystko razem rodzi ogromną energię, wyzwalającą wyładowania  liryczne i atmosferyczne. Wtedy czarownica–burza bije piorunami w drzewa i rozdziera ich ciała. Raz jeszcze pierwiastek żeński zderzony tutaj został z męską twardością, z piorunem uderzającym pośród zawieruchy. Niczym w symfonii, po wyładowaniu, po erupcji dźwiękowej, poetka wprowadza do wiersza tony łagodne, rozładowujące napięcie z pierwszych trzech zwrotek. Natura, tak doświadczona przez wiatry i gromy – niczym w wierszu młodopolskim – odsłaniać zaczyna swoje subtelne piękno. Czarownica–burza przydaje wody strumieniom i usypia pochrapując, a potem opada coraz niżej i niżej, aż na dno Dużego i Małego Kotła. Dopiero wtedy, zranione drzewa i zranione zioła budzą się z odrętwienia – wytrzymały jeszcze jeden infernalny atak i teraz promienieją, ożywają, zwracają się ku słońcu, oddają Karkonoszowi/ żywicznego ducha. To jest rodzaj atmosferycznej improwizacji, od tonów najwyższych w naturze, do spokojnego rozmycia we mgle, w smugach, w coraz „rozleglejszej” pogodzie. Czytając ten wiersz, mamy wrażenie, że uczestniczymy w autentycznych wydarzeniach pogodowych w Karkonoszach. Poetka zastosowała tutaj znany od wieków sposób lirycznego przywołania i jednocześnie zastąpienia elementów naturalnych antropomorficzną i mitologiczną kreacją postaci diabolicznej. To jest zderzenie białej łagodności zasypanych Śnieżnych Kotłów i drzemiącej w naturze śmierci – eschatologicznej chwili, niosącej grozę i obracającej ludzki los w nicość. Czytelnik wyobrażając sobie ową czarownicę, przenosi jej cechy na świat górski i tym samym zamyka krąg. Imaginacja poetycka daje tutaj sygnał, czytelny impuls, podsuwa niezwykle konkretne wyobrażenie, a zarazem odwołuje się do czytelniczej umiejętności utożsamiania i ekspandowania dookreśleń i treści semantycznych. Opisując wietrzność i elektryczność świata, w jakim bytuje czarownica, uzyskuje autorka efekt niezwykle plastycznego odwzorowania krainy śniegu i ciszy. Jakiż potężny kontrast dźwiękowy i kolorystyczny wpisany został w te wersy, które przecież nie zostały specjalnie nasączone jakąś wydumaną metaforyką. Raczej zastosowano tutaj metodę znaczeniowego umiaru, delikatnego stopniowania napięcia i przywoływania tylko takich elementów świata postrzeganego i imaginowanego, które spełnią wyznaczoną im poetycką rolę. Przepiękny wiersz o naturze i urokliwym zakątku Karkonoszy, a przy tym prawdziwa lekcja maestrii lirycznej, umiejętnego odtwarzania świata w natchnieniu, w uwielbieniu, w ulotnej chwili wiersza.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: