ŚWIAT STAROŻYTNY (XXI)

big_yellow_hot_sunset_on_sea-other

Wyobraziłem sobie dojrzałego mężczyznę, w moim wieku, stojącego na stromym brzegu greckiej wyspy Karpatos, wpatrzonego w słońce, spływające powoli do Morza Kreteńskiego. Dawno zakończyła się ekspansja Dorów na Helladę achajską i jest może rok tysięczny przed naszą erą. W dzieciństwie nasłuchał się mitycznych opowieści o tym, że jego lud, zaborczy potomkowie Dorosa, połączyli się na emigracji z pogrobowcami Heraklesa – mężnymi Heraklidami. Jego życie przeleciało jak jedna chwilka i teraz w myślach pojawiają się pierwiastkowe obrazy, gdy stawał do zbrojnej walki o nowe tereny, gdy wsiadał do łodzi i wyruszał na połów, gdy tulił się do pięknej Kalliroe i płodził z nią synów i córki. Przypominają mu się dłuższe wyprawy na Rodos, Kretę i Samos, a potem szczęśliwe powroty do domu, picie wina w gronie przyjaciół i jedzenie fety z oliwkami i kozim mięsem. Słońce powoli spływa do morskiej toni, ozłaca dalekie skalne wysepki, przydaje naturze aury ostateczności i pełni. On oddycha pełną piersią i wspomina drogi, którymi chodził, szczyty na których stanął i błękitne zatoki, w których pływał. Rany wojenne dawno się zabliźniły, a czerwone wino, wypite rano, rozgrzewa jego żyły, pulsuje w skroniach i przydaje ciepła. Gdzieś daleko widać spłowiały żagiel rybackiej łodzi, wracającej z połowu, gdzieś za górami słychać tęskny śpiew młodej dziewczyny. Nad połyskującą głębią unosi się srebrzysty rybołów i wypatruje ostatniej ofiary, w końcu spada z impetem do wody i wyszarpuje z niej rybę, którą zaniesie do gniazda. Mężczyzna czeka aż słońce całkowicie zniknie w morzu i powoli odwraca się by wąską ścieżką wrócić do wioski, położonej w dolinie, jakby chronionej przez skały masywu górskiego, sięgającego ponad tysiąc metrów. Rozważał swoją przeszłość, ale też wybiegał myślą ku temu, co nadejdzie, co nieuchronnie przeznaczyli mu bogowie. Zawsze prosił Posejdona o opiekę i pomoc, ale ostatnio śnił mu się Zeus i pytał go o kierunek wiatru, wiejącego nad oliwnymi gajami, a potem wskazywał skaliste piramidy, wznoszące się ponad fale. Mężczyzna pomyślał, że to mógł być znak i zaczął prosić najważniejszego z greckich bogów o wskazanie celu, zaczął przyglądać się horyzontowi i niemal codziennie kontemplować zachodzące słońce. Od jakiegoś czasu czuł ból w klatce piersiowej i bał się, że w jego ciele znalazło swój przylądek zło i śmierć zarzuciła już na niego niewidzialną sieć.

Patrząc oczyma wyobraźni na tego mężczyznę i rozważając własne losy, przypomniałem sobie wiersz Konstandinosa Kawafisa pt. Monotonia. Ten aleksandryjski poeta był wielkim nieszczęśnikiem; uwięziony w dziwacznym ciele, schorowany i cierpiący, nieustannie marzył o najczystszym pięknie. Obdarzył świat wieloma wierszami, które uznać należy za najważniejsze w historii, będące sublimacją głosu ludzkiej świadomości, wydobywającego się dumnie z ciemności. To ciągłe drążenie materii istnienia i rozważanie bytu w czasie, w przestrzeni, to pytania zadawane samemu sobie i szukanie odpowiedzi pośród losów zaprzepaszczonych, to namysł nad życiorysami bez chwil wyraźnych, wyjątkowych, dających się ułożyć w jakiś znaczący ciąg. Kawafis syntetyzuje i sumuje doświadczenia, patrzy na ludzi wielu wieków i mówi: Za jednym dniem drugi dzień – koleją jednostajną –/ nadchodzi i przemija, tej samej treści, barwy/ I zdarzą się, i znów się zdarzą te same sprawy,/ chwile te same znajdują nas i porzucają. Byt jest w poezji Kawafisa zaledwie miseczką znicza, w którym na chwilę pojawia się płomień – jest tak wątły, że nie może dźwignąć się z przemijalności, nie zna sposobu na powstrzymanie destrukcji, bezwolnie poddaje się zmienności i nie kontempluje sam siebie. Dzień przychodzi po dniu, nakładają się na siebie te same treści i barwy, powracają te same sprawy i chwile, organizm się zmienia, myśl się starzeje, a świadomość nie może się wyrwać z zaklętego kręgu nicości: Tydzień przemija, a za nim – nowy tydzień./ To, co się stanie, przewidzieć łatwo: cienie,/ światła te same, zawsze to samo brzemię./ Jutro, które już wcale nie jest jutrem, znowu przyjdzie. Ludzie rodzą się i umierają, ale świat trwa nadal, nic sobie nie robi z triumfów i dramatów istot cielesnych – wszystko regulują cykle kosmiczne i naturalne, wszystko wpisane zostało w ciąg obrotów planet, promieniowania słońca, wzrostu i więdnięcia roślin, początku i końca kolejnych pór roku. Ziemia wciąż krąży wokół swojej gwiazdy, wykonuje też obroty wokół własnej osi, ciągnąc za sobą księżyc, mijając asteroidy i komety. W tym zawieszeniu, w tym wpisaniu w prawa wszechświata, byt ludzki może ledwie zamanifestować swoje istnienie, może tylko zapłonąć na chwilę, by poddać się wiatrom dziejowym, które prędzej czy później go zdmuchną.

Oświetlone zachodzącym słońcem krajobrazy Grecji, widoki skalistych wysp i bezkresne tafle morskiego błękitu, od dawien dawna były tłem dramatów o niezwykłej sile wyrazu. Ich istotą było monotonne życie, walka z wrogami, miłość i śmierć. Nadając hipotetyczne imię kobiecie, opisanego wyżej Greka z wyspy Karpatos, pamiętałem o historii Kapłana Korezosa, który pokochał nienawidzącą go piękność o imieniu Kalliroe. Opisał to Pauzaniasz w siódmej księdze swoich Wędrówek po Helladzie, a choć zmyślał i koloryzował na potęgę, mieszając mity z historią, możemy uznać, że w jego relacji jest ziarno prawdy – wszak dramaty tego typu stale rozgrywają się w świecie. Korezos błagał Dionizosa, by spowodował zmianę postanowień niechętnej mu dziewczyny, ale ten rozgniewał się tylko i zesłał na mieszkańców dalekiego Kalidonu potworne nieszczęścia. Pijąc za dużo wina, tracili świadomość i umierali, a coraz większe przerażenie pojawiało się w pośród krain greckich. Dopiero wyrocznia dodońska wskazała rozwiązanie – wielki gniew Dionizosa uśmierzyć mogła tylko ofiara, złożona nienawistnemu bóstwu, którą miała być sama Kalliroe lub osoba, która zdecydowałaby się ją zastąpić. Jakże okrutne to było rozstrzygnięcie, ale zaprowadzono dziewczynę przed oblicze kochającego ją kapłana, by ten złożył z niej ofiarę, niczym ze zwierzęcia. Tak napięcie sięgnęło zenitu i nieszczęśnik, widząc urodę i subtelność ukochanej, odebrał sobie życie, potwierdzając w ten sposób, że kochał ją najprawdziwiej i nie był w stanie pogodzić się z wyrokiem wieszczki z dębowego gaju w Dodonie. Miłość czyni cuda, więc i niewiasta w jednej chwili zmieniła swoje nastawienie; widząc oddanie i determinację Korezosa, ogarnęła ją litość dla niego i zrozumiała jak bardzo jej pragnął. Chcąc okazać skruchę i zmyć z siebie winę, poczuła jak trawi ją ogień, a świat rozmywa się dziwnie i sięgnęła po nóż, by gwałtownym ruchem poderżnąć sobie gardło. O takiej miłości najżarliwszej, rozgrywającej się w antycznych dekoracjach lub pośród dawnych ruin, pisze też wielokrotnie Kawafis. Przypomina mi się tutaj wiersz pt. Tak się wpatrywałem: W piękność tak się wpatrywałem,/ że cała moja wizja jest nią przepełniona./ Linie ciała. Czerwone wargi. Ponętne członki./ Włosy jakby posągom greckim ukradzione,/ zawsze piękne – i wtedy, gdy są nieuczesane/ i nieco opadają na białe czoła./ Oblicza miłości, jak zapragnęła ich/ moja poezja… w nocach młodości mojej,/ w moich nocach, skrycie spotykane… Czy tak zobaczył Kalliroe kapłan Korezos, gdy przyprowadzili ją by złożyć w ofierze, czy tak zachwycał się swoją wybranką pasterz z wyspy Karpatos, który ze skalistych zboczy patrzył na zachodzące słońce? Pewnie w każdym z tych zauroczeń było coś z tej żarliwości i jakiś odcień czarnej powagi antycznego dramatu. I to samo, majestatyczne słońce, odwieczny świadek dziejów, mniejszych i większych dramatów, ludzkich chwil pierwszych i ostatnich.

Reklamy

2 komentarze

  1. Krystyna Grys said,

    2013/07/09 @ 16:28

    Pięknie to napisałeś. Wplotłeś swoją osobę ze światem starożytnym. Chce się czytać.:)

    • lebioda said,

      2013/07/09 @ 18:30

      Dziękuję Krysiu, cieszę się, że zaglądasz do mojego dziennika. Pozdrawiam serdecznie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: