POWIEW MIŁOŚCI

mucha_oknoPoeci miewają miejsca szczególne, ku którym podążają jak do oazy szczęścia, mądrości i natchnienia. Do historii przeszły pobyty Iwaszkiewicza w Kazimierzu Dolnym, Miłosza w Krasnogrudzie, Andrzejewskiego w Oborach czy Tuwima w Zakopanym. Za każdym razem było to szukanie samotni, w której można by zamyślić się głęboko nad ludzką egzystencją i nad światem – wracanie do azylu, w którym powstaną ekscytujące utwory. Pisarz potrzebuje długich okresów spokoju i skupienia i w każdej epoce twórcy odgradzali się na chwilę od zgiełku świata, aranżowali wewnętrzny „zakon”, który pozwalał im wsłuchać się w siebie i w rytm nieustanych przemian rzeczywistości. W świecie ziemiańskim i szlacheckim były to dwory, w przestrzeni arystokracji wielkie kamienice i pałace, z kolei księża, teologowie i filozofowie mieli swoje eremy, cele, pokoje i specjalnie przygotowane studia. Szczególnie w momentach kluczowych dla życia, gdy pojawiała się w nim eschatologia, albo gdy trzeba było podjąć trudną decyzję, potrzebny był spokojny namysł w enklawie ciszy i ukojenia. Szczególnie odnosiło się to do osób naznaczonych wielką energią, dosłownie eksplodujących nią i stale podążających ku nowym projektom. Takie jednostki nigdy nie zaznały spokoju, a po ukończeniu jednego dzieła, natychmiast podążały ku następnym wyzwaniom – dosłownie spalały się w twórczym szale. Ich pasja bywała dostrzegana i pojawiali się przy nich tacy, którzy chcieli pomagać im w trudnej, twórczej drodze, aranżowali miejsca i zapewniali spokój oraz wszystko, co człowiekowi potrzebne jest, by poczuł się bezpiecznie i odnalazł ulotność pełni, pewność istnienia. Czytając pamiętniki i dzienniki poetów, kompozytorów, artystów malarzy, często znajdujemy w nich pochwałę miejsc i chwil w nich spędzonych. To jakby chwilowe zawieszenie broni w walce o życiowe imponderabilia, a zarazem przygotowanie do kolejnych starć, do chwil jasnych i mrocznych, do poczucia przegrania i euforii.

Danuta Mucha zasłynęła w Polsce i poza jej granicami niezwykłą, ulotną poezją, w której zawarła model rzeczywistości idealnej, a zarazem odzwierciedliła skomplikowanie jej materii. W pewnym momencie jej  miejscem szczególnym i oazą stał się Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach, gdzie powstawały kolejne tomy wierszy i rodziły się koncepcje dalszego rozwoju.  Październikowy wieczór stał się tutaj zaczątkiem nowego cyklu, a zarazem poematu, rozrastającego się z niezwykłą siłą, pulsującego odcieniami barw i odgłosami natury: na oknach zmierzch/ pod dłonią wiersz/ na palcach gra/ jeszcze świerszcz/ a w nocy/ z dala/ z oddali/ z mórz/ słońce zaciemnia/ ostatnie już/ świtu odłamki/ skrytego snu. Poetka wskazuje wagę czasu w jej lirycznych przestrzeniach, czasu, który stał się on od samego początku wyznacznikiem życia wybuchowego, nieustannie ewoluującego, wciąż szukającego spełnień w ludzkim spektrum i generującego nowe, twórcze zdarzenia. Świat jest jednak zbyt rozległy, by na nim skupić uwagę, częstym zabiegiem poetyckim bywa zatem wyodrębnianie jakiejś jego cząstki, specjalnego elementu, niezwykłego obszaru. W tym przypadku wyodrębniane zostało okno w pałacu w Radziejowicach, a także przestrzeń poza nim, świat zamknięty w konkretnych ramach, a zarazem rozszerzający się nieskończenie we wnętrzu poetki. Mucha już wcześniej otwierała się na transcendencję i Okno jest rodzajem kontynuacji tego, co zainicjowane zostało już w debiutanckim wierszu, opublikowanym w „Odgłosach”, tak samo zatytułowanym, a potem znalazło swoją artykulację w wielu zbiorach, ze szczególnym wskazaniem tomów: Spowiedź myśli i Myśli myślą. Wnikanie i otwieranie się na przestrzeń stały się rodzajem dyrektywy i metodą twórczą, która dała zaskakujące efekty. Plastyka zaczęła tutaj pulsować treścią podskórną, a poszczególne elementy świata zaczęły tworzyć rodzaj symfonii: niebieskiemu światłu/ śniegu/ dziś zapalam lampę dnia/ by na śnieżnym/ cichym brzegu/ wiatr zagościł/  nutą spadł/ za te ciche drzewa blasku/ gdy do zorzy słowa mkną/ zagościły krzykiem z zorzy/ milcząc wdarły się w jej głos. Pulsacja i zagęszczanie treści, ulotność i subtelne wskazania elementów świata, a nade wszystko czas i miejsce, stają się istotą tej liryki, dopowiadają ważkie treści do fenomenu twórczego i rozumiejącego istnienia.  

Poezja Danuty Muchy jest fenomenem samym w sobie; to tak uważne wsłuchiwanie się w siebie, że wszystko wokół staje się cząstką tego samego przekazu. To próba unifikacji obrazu i dźwięku, słowa i gestu, statyczności wybranego okna i dynamiki natury, miłości do człowieka i do Boga. Świat kreowany jest tutaj zarazem kreatorem i wywiera wielki wpływ na kształt życia, na intelektualny przekaz i na potencjalność. Została ona zapisana w gwiazdach i kroplach krwi, w deszczu i blasku słońca, w barwie trawy i zapachu kwiatów. Realność wykreowana w tych lirykach ma taką moc, że aż odrealnia świat, przydaje mu ontologicznej głębi. A wtedy może poetka powiedzieć: nic nie można nazwać rzeczą/ nic naznaczyć/ nic pominąć/ krople nikłe/ blask roztoczą/ na pobliskiej/ cichej trawie/ liście mokną. Immanentna treść ma swoją wagę, ale liczy się też wyjście ku nowym obszarom, otwarcie na szersze przestrzenie, orbitowanie ku naturze i kosmosowi. W przypadku tak skupionej poezji staje się ona zaskoczeniem dla samego twórcy, odsłania mu tajemnicze obszary jaźni, utwierdza w przekonaniu, że stanowi on część większej, energetycznej całości. Jest bytem samoistnym, wpisanym w inne samoistne istnienia, ale też jest cząstką systemu, który siebie interpretuje i śni o sobie:  ruchem fali liść przemierza/ zapach łąk i powietrza/ a odbicie/ wodę skrycie/ lustrem/ niesie/ i przemyśla. Zwierciadlaność i świetlistość nurza się tutaj w zapachu łąk i powietrza, a kruchość liścia opisuje to, co przepaść miało bezpowrotnie – ulotność. Wszystko razem staje się elementem myślenia totalnego, wnikania w przestrzeń i czas. To jest ta zdumiewająca moc prawdziwej poezji, która potrafi odpowiadać na pytania, które formułują najtęższe umysły. Staje się narzędziem poznania i prawdą pierwiastkową, trafną metaforą istnienia i najpełniejszym symbolem przemijania. Poetka niewątpliwie przeżyła olśnienie  w pałacu w Radziejowicach, ale potrafiła też zanotować to, co odczuła; udało się jej odzwierciedlić w pięknym słowie rzekę zdarzeń, w której odbija się słońce. Dla wielu ludzi będzie to rodzaj zwiewnej malowniczości, ale prawdziwi poeci i autentyczni krytycy natychmiast zauważą, że chwile przy oknie, sekundy i godziny, w tym konkretnym miejscu, były jak objawienie najgłębszej prawdy, jak powiew świętej miłości..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: