JASNA KRESKA

18 - Od lewej - Bruno (Milczewski), Sted (Stachura), Jurek (Szatkowski), Witek (Różański) przy piwie - 1966

Jakże wiele mam w pamięci spotkań z Wincentym Różańskim, który od zawsze był dla mnie „Witkiem”, najpierw tym z powieści Cała jaskrawość Edwarda Stachury, a potem przyjacielem na poetyckiej niwie. Najczęściej spotykałem go podczas Międzynarodowych Listopadów Poetyckich w Poznaniu, gdy przychodził na inauguracje, czytał nowe wiersze, a potem w kuluarach, dzielił się ze mną ostatnimi wieściami. Najczęściej były to rozmowy zdawkowe, w stylu starych kumpli, którym wystarczy niewiele słów, by wszystko zrozumieć. Ale miała miejsce też wyprawa specjalna, grupy poetów z Bydgoszczy, którzy wybrali się do stolicy Wielkopolski by go spotkać, by spojrzeć mu w oczy i pobyć z nim na ulicy Ostrobramskiej. Nie był wtedy w dobrej formie i potrzebował co jakiś czas odpoczynku, a my byliśmy taktowni i staraliśmy się zapamiętać każdą chwilę, każdy jego gest i słowo. Pokazywał nam swoje tomiki, które dzięki zapobiegliwości i umiejętnościom lingwistycznym Stachury, ukazały się po hiszpańsku w Meksyku. Przedstawił nam też swoją trudną sytuację, żalił się na niezrozumienie i kłopoty codzienności. Piliśmy razem piwo i staraliśmy się wnieść jak najmniej chaosu do jego rozwibrowanego świata. Bo Witek – z pozoru spokojny i ułożony – nieustannie nosił w sobie burze, toczył batalie, o których nie mieli pojęcia ci, którzy z nim się stykali. Zauważyłem wtedy, że milkł na jakiś czas i patrząc na nas niewidzącym wzrokiem, rozmyślał o czymś głęboko, szukał w pamięci jakichś zdarzeń, słów, zdań. Tak jak potrafił nagle zamilknąć, tak też gwałtownie się ożywiał i zaczynał mówić o czymś, co zwykle było dalszym ciągiem wcześniejszych wątków. Mówił o spotkaniach ze Stedem, o mieszkaniu u Potęgowej, o wyprawach do Warszawy i Ciechocinka, ale też często przywoływał czasy szczęścia i jedności w Wirach, w Antoniewie u Jurka Szatkowskiego, na wspólnych polskich poetyckich szlakach. Była w nim zawsze pogoda ducha i liryczna jasność, trudna do uchwycenia, ale wyrazista dla tych, którzy go kochali. Widzę go, jak schodzi po schodach uniwersyteckich, po naszym ostatnim spotkaniu, jak odwraca się jeszcze do mnie rozpromieniony i podnosi rękę do góry, pozdrawiając mnie po raz ostatni. To był listopad 2008 roku, a trzeciego stycznia roku następnego Witek doszedł już do kresu swojego czasu.

13-Stara szkoła we Wirach

Wiedziałem, że rysuje, bo czasami przysyłał mi w listach swoje wizualizacje, ale zbiór, który otrzymałem do wydania od Jerzego Szatkowskiego, wprawił mnie w wielkie zdumienie. Okazało się wszakże, że poeta z Ostrobramskiej pozostawił po sobie ogromny zestaw rysunków, przedstawiających naturę i miejsca dla niego ważne, dokumentujący literackie kontakty, a nade wszystko ukazujący pisarzy, poetów i innych zaprzyjaźnionych z nim ludzi. To ważny element życia kulturalnego w Wielkopolsce, nie mający precedensu w całym kraju, to czas utrwalony przy pomocy specyficznie kształtowanej kreski. Sam Witek zapewne nie przypuszczał, że jego rysunki zostaną wydane, tworzył je z potrzeby chwili, na marginesie zdarzeń i spotkań, albo by obdarować nimi kolegów, znajomych, osoby w jakiś sposób mu bliskie. Widać w poszczególnych rysunkach, że miał wprawną rękę i potrafił uchwycić coś, co trudne byłoby do ukazania z wykorzystaniem skomplikowanych technik plastycznych. To są chwile, sekundy i minuty, retrospekcje ulotne jak sam czas, spojrzenia na ludzi i miejsca w jakimś kosmicznym skrócie. Poeta założył od samego początku, że będzie wykorzystywał tylko minimum środków, rozumiejąc, że nie dorówna największym twórcom, zastosował własną technikę. Nie był w tym odosobniony, bo przecież i w pracach pozostawionych przez Norwida, Wyspiańskiego, Schulza, a współcześnie Mrożka, też znajdziemy takie skrótowe ujęcia. Powstanie takich rysunków determinowane było chęcią uchwycenia błysku, pozy, jakiejś charakterystycznej cechy i w tym Różański okazał się prawdziwym mistrzem. Pamiętam te jego bystre spojrzenia i błyski w oczach, gdy lekko przekrzywiał głowę i przyglądał się światu. Osoby nieznające go, mogły tego nie zauważać, ale byli też i tacy, którzy łączyli je z równie skrótowymi komentarzami i aforystyczną stroną jego liryki. Będąc poetą najprawdziwszym i artystą bez ograniczeń, tworzył dzieła dla innego czasu, dla swoich losów pośmiertnych i dla dni post mortem jego przyjaciół. Dopiero, gdy odeszli po kolei – Stachura, Bruno, Babiński – jego prace zaczęły pulsować treściami, których wcześniej nie dostrzegano. Teraz widać dobrze, że to nie były igraszki, a raczej przemyślane kompozycje, zestawy kresek, które układały się w bogate ciągi znaczeniowe. Po opublikowaniu albumu z rysunkami żaden historyk literatury nie będzie mógł pisać o Witku bez znajomości zawartych w niej przedstawień – a gdy pochyli się nad nimi, wniknie w zakodowane treści, znajdzie w nich dopełnienie słów, wierszy, listów i wspomnień śpiewającego dziecka, które szło jak włócznia.

21Wiersze Różańskiego powstawały metodą błyskawicową, jako odpowiedź na wyzwania świata i jego niezwykłą świetlistość, przypadkowość i konsekwencję, wielowymiarowość i otwartość. W poezji tej wszechświat stale otwiera się i zamyka przed świadomością w nieustającej pulsacji. Przeobraża się pomiędzy każdym mgnieniem powiek i stale dąży ku nowym metamorfozom – od stanu „natura” do stanu „przestrzeń”; od kształtu  „galaktyka” do nie kończącej się wizji „kosmos”. Poeta czuje stale tę pulsację niczym rytm przepływu własnej krwi i dlatego stara się stale wychodzić poza to, co skostniałe, stale walczyć o nowy oddech. Interesuje go koniec i początek, inicjacja i żałobna inkantacja. Nieustannie wpisuje się on w ciąg sprzeczności istniejących w naturze. Gubi się na przedmieściach wielkiego miasta i odnajduje w samym centrum metropolii. Idzie w dal odważnie przed siebie i przed sobą stale ucieka. Niesie z radością nosidła bytu i ledwie może je udźwignąć. Pławi się w sensach świata  i pozwala przepływać obrazom przez mózg. Może dlatego niektóre wiersze zostały napisane na zasadzie wolnych skojarzeń – wyzwolenia świadomości z jakichkolwiek pęt. Potrafi ona dzięki temu ogarniać coraz szersze i głębsze przestrzenie. To metoda znana z poezji Ezry Pounda, ale też i Edwarda Stachury, to sposób poezjowania Yeatsa i Różewicza. Różański jednak nie naśladuje swoich wielkich protoplastów w poetyckim rzemiośle, raczej łączy się z nimi w wielkim uniwersum świadomości, w wielkim rewirze wierszy. Czasami powstawało ich kilkanaście od razu, jakby w ciągu poematowym, jakby w zamyśle książkowym i lęku, że mogą przepaść i nigdy nie pojawić się na papierze. Ta twórcza metoda została zastosowana też w rysunkach Witka, ale jest jeszcze w nich coś absolutnie oryginalnego i wyjątkowego w swej prostocie. To właśnie owa kreska, która będąc czarna jest zarazem jasna, pełna subtelnego światła. Niosąc informację o przestrzeniach i czasie, zawiera w sobie też przekaz świetlny – to jakby odsączenie z elementów świata tego, co nieistotne i ukazanie w    c a ł e j    j a s k r a w o ś c i  tego co najważniejsze, co filozoficzne i pierwiastkowe. On był jasny w swej naturze, wrażliwy na światło i barwy, na dobre uczynki i prawdziwą przyjaźń, która nie znała kompromisów. Takie memento pozostawił w ulotnych, jasnych kreskach, które w tym albumie układają się w potężny przekaz wizualny, w lirykę i dramat, a nade wszystko w prawdę o ludziach, miejscach i czasie, którego nie można zatrzymać. Jemu to się udało, choć się nie udało, on to rozumiał i nie akceptował – przeciwstawił się nieustannemu rozpadowi najdelikatniej jak potrafił, jasną kreską. I w niej prawdziwie nie posmakował śmierci.

Reklamy

1 komentarz

  1. Luka ALtmann said,

    2013/06/23 @ 7:40

    Piękne wspomnienie…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: