BYT I ARCYDZIEŁO

???????????????????

Tęsknota za arcydziełem towarzyszy poetom od samego początku, od chwili, gdy zaczęli składać słowa w wersy i strofy, prezentować je słuchaczom, a potem publikować jako osobne książki. To szczytne dążenie do stworzenia takiego utworu, w którym znajdzie się obraz świata i autora, nowa wizja rzeczywistości i możliwie rozległa propozycja filozoficznej interpretacji istnienia. Tylko jednostki najwrażliwsze, tylko poeci absolutni, podejmują trud ukształtowania nowej formy, skonstruowania czegoś, co stanie się wykładnią kształtu dla pokoleń, zapisze się w podręcznikach literatury i znajdzie swoje miejsce w szeroko pojmowanej kulturze. Taki proces przypomina pracę rzeźbiarza, który staje przed bezkształtną bryłą i zaczyna ciosać ją dłutem, wydobywać z niej coś, co było ukryte, ale od zawsze potencjalne, zapisane w kolejnych odsłonach pradawnej kosmogonii. Trudno się dziwić, że na początku książki poetyckiej ks. Jana Wojciecha Pomina pojawia się cytat z twórczości Cypriana Norwida, który od dawna fascynuje czytelników i badaczy: Żeby to dłutem arcydzieło/ Wyciosać można z brył,/ Lecz żeby dłuto nie zgrzytnęło/ A młot go z góry bił a bił;/ Żeby to samym tchem harmonii/ Poruszać można wozów oś/ I bez oporu i ironii/ Żeby to można zrobić coś. Wszakże jest to metaforyczne oddanie zmagań twórców najprawdziwszych, dążących do osiągnięcia tego, co pojawia się najpierw w ich wyobrażeniach, a potem leje się na papier, staje się zapisem kulturowym w określonym czasie historycznym. Romantyczna walka o samego siebie, stała się wzorcem dla następnych stuleci, a doświadczenie Norwida znalazło w niej szczególne miejsce, jakby osi (axis mundi) utwierdzonej w nieustannie się kręcącym kole świadomości. Artyście tworzącemu arcydzieła chodzi o to, by tworzyć je z lekkością, w harmonii ze światem, by podłączyć się do tajemnej siły, uświęcającej wszystko, by było w nich pierwsze tchnienie Boga i ostatni oddech człowieka. Już te wskazania świadczą o tym, że poezja z tego tomu orbituje ku wyżynom poetyckich doświadczeń, a myśl autora szuka drogi do czytelnika poprzez meandry literatury trudnej, nie poddającej się jednoznacznej klasyfikacji.

Szczególnym posłańcem słowa i samą istotą filozofii jest tutaj wyrazisty bohater – Antonio – który posiadł wiedzę nieprzeciętną, a także zrozumiał wiele z dynamiki stworzenia i ostateczności, zawsze pojawiającej się u końca ludzkich biografii. To myśliciel, który patrzy w otchłań czasu i doświadcza stanów niemal mistycznych, ale to też racjonalista, który potrafi oddzielać dobro od zła i walczyć o każdy byt. To jakby wysłannik idealności, harmonii – tak wytęsknionej przez Norwida – to istnienie drżące, nieustannie orbitujące wokół kolejnych zdarzeń, pojawiające się nagle jak archanioł i wiszące jak fatum nad światem. A do tego jeszcze: Antonio/ jest piękny/ w sobie/ i to stanowi/ o jego istocie/ niepowtarzalny/ w ziemskim/ i ludzkim bycie/ jest kimś/ w świecie. Jego wnętrze rozświetla blask ducha, a spojrzenie ma właściwości uświęcające, przydające powagi najdrobniejszym nawet zdarzeniom i gestom. On celebruje byt, bo szuka doskonałości, harmonii ze światem i ludźmi – szuka sytuacji centralnych, pozwalających zrozumieć to, co dzieje się wokół niego, uporządkować kolejne sekwencje, znaleźć sens w tym, co wydaje się chaotyczne i nie poddające się jakiejkolwiek weryfikacji. Jak wymarzone arcydzieło polskiego romantyka, Antonio ma formę/ powietrza/ strukturę/ przejrzystą/ niewidzialną/ widoczną/ dla siebie. Jest bezcielesny, ale skończony w sobie, niewidzialny, ale pojawiający się stale w świadomości poety i wkraczający do przestrzeni osobowych czytelników za sprawą subtelnego słowa, wirującej szybko metafory. Tak krucha liryka staje się szansą znalezienia czegoś wyjątkowego, ale też generuje nieopisane cierpienia – nie bez powodu twórca zamieścił w tym tomie rysunki Norwida, w których łatwo odnajdziemy elementy jego tragicznego losu, nieustannych upokorzeń i walki o godziwy byt. Ktokolwiek stanie na tych rozdrożach, będzie musiał podjąć decyzję, w którą stronę ruszyć, jaki punkt horyzontu uznać za finalny, a wreszcie, czy takie cierpliwe podążanie ma sens. Pytania Antonia to wątpliwości z jakimi zderza się świadome człowieczeństwo, ale to też najczystszy jego strumień, stający do konfrontacji z chaosem, wyposażony w siłę wzmacnianą przez sacrum.

Poezja domaga się od twórców skończoności i pełni, kształtu ostatecznego, który nośny będzie dla następnych generacji, wniesie ducha walki, która rozgrywała się niegdyś w świecie poety i na kartce papieru. To jest próba genetycznego zawarcia w słowie tego, co stanowiło  i s t o t ę   r z e c z y,  przeniesienia w czasie wzruszeń i gestów, spojrzeń i ciepła dotyku, doświadczania świętości i popadania w grzech – to próba unieśmiertelnienia bytu lub choćby nikłych smug jego cieni. Jeśli udaje się to w harmonii ze światem, to przychodzi spełnienie, ale przecież doświadczeniem każdego wrażliwego istnienia jest gorycz, ból nie do opisania, chwile przerażające i prowadzące na skraj życia – bohater ks. Pomina doświadcza tego i próbuje znaleźć drogę pomiędzy skrajnościami. Jego wrażliwość jest darem, ale też i pułapką: Antonio/ ma intymny świat/ i w nim odkrywa/ siebie/ do końca nie wie/ jak to się stało/ że właśnie tak/ pojmany/ został/ zagląda z przerażeniem/ w głębie duszy/ wchodzi co dnia/ w ciemny labirynt/ gdzie nie ma początku/ i nie ma końca/ jest zawsze sam/ gdy zjawi się ktoś/ wcześniej czy później/ odchodzi jak barbarzyńca/ zostawia bolesny/ ślad. Tak dojmująca samotność jest karą i nagrodą, pozwala wsłuchać się w siebie i krzyczy najgłośniej w duchu, domaga się bliskości i ciepła, a znajdując chłód, powoduje, że poeta popada w smutek i zwątpienie. Potem znowu się dźwiga i z upadku poczyna coś, co staje się wartością najwyższą, podąża ku arcydziełom, tworzy w uniesieniu, zbliżając się do doskonałości Stwórcy. Wertując stare księgi – Antonio/ pyta Norwida/co po nas zostanie/ czy po barwie życia/ zostaną po nas/ gorejące szmaty/ czy tylko popiół/ i zamęt – i to są dylematy, na które odpowiedź zna tylko eschatologia, zgrzyt piasku przyklepywanego na grobie, ogień trawiący kruchość ciała. W przypadku późnego romantyka już wiemy, że jego bolesne doświadczanie życia nie poszło na marne, stało się paradygmatem romantycznego cierpienia i znalazło swoje miejsce w panteonie narodowym. Antonio z wierszy ks. Pomina ma profil norwidowski, ale wnętrze poety żyjącego na przełomie dwudziestego i następnego stulecia. To spotkanie dwóch wrażliwości i dwóch głębi ontycznych dało zdumiewające efekty, dające się porównać z innymi wartościowymi lirycznymi asocjacjami i kontynuacjami, mądrymi odniesieniami i próbami stworzenia wykładni człowieczeństwa. Nic nie przychodzi łatwo i poeta współczesny cierpi podobne katusze jak Norwid, a jego alter ego mówi o tym wprost:  Antonio/ ma oścień w sobie/ od dawna go dręczy/ powraca jak zjawa/atakuje myśli/ co dnia realnie/ przychodzi nocą/ nie pogodzony/ zrywa sen/ przedłuża czas/ dręczy dogłębnie/ przeciąga noc. Wszystko jednak jest tutaj konsekwencją maksymalizmu twórcy i stale podejmowanych, heroicznych prób, wyodrębniania integralnej ontologii, wskazywania człowiekowi jak ulotna jest egzystencja i jak wielkim dokonaniem jest wyciosanie prawdziwego arcydzieła z bezkształtnego bloku marmuru, stworzenie harmonijnej liryki w obliczu bezlitosnego rozpadu i zaniku wszystkiego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: