LUDZKOŚĆ W OBRAZACH (XIII)

El_Descendimiento,_by_Rogier_van_der_Weyden,_from_Prado_in_Google_Earth

Sztuka artysty niderlandzkiego Rogiera van der Weydena, żyjącego ledwie sześćdziesiąt cztery lata, nie przestaje mnie fascynować i zachwycać. Urodził się w roku granicznym piętnastego i szesnastego wieku i z gildii malarskiej niewielkiego Tournai zawędrował do Brukseli, gdzie objął zaszczytną posadę malarza miejskiego (1435). Malarstwa uczył się od Roberta Campina, co wyraźnie widać w tworzonych portretach, najczęściej nie sygnowanych datą. Jego życie przypomina losy innych malarzy flamandzkich, a więc jeden ślub z córką szewca, z którą miał córkę i trzech uzdolnionych synów, wykonywanie wielkich zamówień rady miejskiej i różnorakich innych instytucji, a potem mądre inwestowanie zarobionych pieniędzy w rodzinnym mieście. Po artystycznej podróży do Włoch i zyskaniu większej sławy, wrócił do Brukseli, gdzie otworzył pracownię, która szybko stała się jedną z największych tego typu w Niderlandach, a jej uczniami byli między innymi tak znamienici malarze jak Hans Memling i Vrancke van der Stock. Artysta zmarł w Brukseli w 1464 roku i pochowano go w katedrze św. Michała i św. Guduli, w tymże mieście. Najbardziej znanym dziełem  tego mistrza jest, namalowany farbami olejnymi na desce, obraz przedstawiający zdjęcie Chrystusa z krzyża (1435), znajdujący się obecnie w madryckiej galerii Prado. W twórczości tej sztuka gotycka zderza się z nowymi tendencjami renesansowymi (wpływy Fra Angelico i innych malarzy włoskich), przy czym charakterystyczne jest dla tego malarza redukowanie przestrzeni malarskiej i rzeźbiarskie ukazywanie postaci. Niezwykle udawało mu się też odwzorować ludzkie stany emocjonalne, ze szczególnym uwzględnieniem rozpaczy. Krople łez na twarzach kobiet, ukazanych w grupie Zdjęcia z krzyża, nabrzmiewają nieomal kosmicznym bólem i gęstnieją zatrzymane na wieki w procesie tworzenia. Trudno się dziwić, że najwięksi mistrzowie fascynowali się malarstwem van der Weydena, a byli wśród nich tak znaczący artyści jak Albrecht Dürer, Calvete de Estrella czy wspomniany już Hans Memling. Jako malarz użytkowy, słynący ze staranności i walorów mimetycznych swoich dzieł, artysta wykonywał szereg zamówień w zakresie malarstwa sakralnego, portretowego oraz miniatur. Obok braci van Eycków był jedną z najbardziej ekscytujących postaci swego czasu w Niderlandach, a jego sztuka, przekraczając ramy terytorialne, szybko stała się częścią światowego dziedzictwa artystycznego.

4deposit

Zdjęcie z krzyża to obraz będący rodzajem symbolicznej konstrukcji pasyjnej, bo znalazła się na nim też matka ukrzyżowanego Jezusa. Żadna z Ewangelii nie wspomina o tym, że brała ona udział w tym zdarzeniu, a jedynie przywoływany jest Józef z Arymatei i Nikodem, choć przecież bardzo prawdopodobne jest, że Maryja towarzyszyła synowi po śmierci krzyżowej i jako najbliższa osoba, mogła mieć wpływ na to, kiedy ciało zdjęto z najstraszniejszego rzymskiego narzędzia tortur. Jej rozpacz symbolizują łzy jak „grochy”, które nieomal ciurkiem spływają z oczu po policzkach, a wymownie zamknięte oczy zdają się wpatrywać w wieczność i widzieć coś, co dla zwykłych śmiertelników jest zakryte. Kobietę tę podtrzymuje ukochany uczeń Jezusa, św. Jan Ewangelista i także na jego twarzy widać smutek, ból i niemoc w obliczu potęgi śmierci i grozy męczeństwa. Maryja ubrana jest w niebieską szatę, a jej głowę i piersi okrywa biała materia, przybierająca w mroku barwę szarą. Twarz ukazana została w sposób realistyczny i nie należy już do osoby młodej, podobnie lekko przerysowana szyja, z wyraźnym zgrubieniem, wskazywać może na chorobę tarczycową. To jest twarz, którą uznać można za emblemat cierpienia, a zarazem za symbol godności ludzkiej, która stawać musi do konfrontacji z nieodwracalnością zgonu. Spod  rzeźbiarsko przedstawionych fałd chusty wysuwają się ledwie niewielkie kosmyki włosów, także rzęsy są subtelnie zaznaczone, a brwi wyraziste – całość przypomina fizjonomie kobiet, z jakimi van der Weyden miał do czynienia w Zachodniej Europie, bez charakterystycznych cech, pojawiających się na twarzach niewiast palestyńskich. Wieki, które minęły od powstania dzieła, przydały jeszcze spękań farby, co wzmocniło efekt rozpaczy i spowodowało, że dzieło stało się wyrazistsze, pełne grozy i majestatu upływających lat. Malarz zaznaczył w postaci Maryi wpływ sił grawitacji, co widoczne jest w ułożeniu postaci matki Jezusa, jej przechyleniu ku ziemi, a zarazem w geście św. Jana, który musi ją podtrzymywać. Także gęste łzy spływają ku dołowi, łącząc się z szeregiem osi wertykalnych dzieła, a przede wszystkim z osią krzyża, przedstawionego zgodnie z prawda historyczną. Uwagę przykuwają też wysubtelnienia postaci, które są wiotkie i czasami wręcz misternie wyrzeźbione szybkimi, śmiałymi pociągnięciami pędzla. Usta Maryi ma spierzchnięte, a na dolnej wardze pojawia się coś jakby pęknięcie, a choć malarz ukazał ją jako istotę zwykłą, szczególnie się nie wyróżniającą spośród innych niewiast, to widać jednak, że jest ona urodziwa, a przynajmniej wyjątkowo subtelna. Artysta musiał się tutaj zmierzyć z odwiecznym problemem twórców ołtarzy i przedstawień Maryi – czy malować ją w czasach młodości, gdy dopiero urodziła Jezusa, czy też przydawać jej znamion upływającego czasu. Starość musiała się już rysować na twarzy tej kobiety, gdy ukrzyżowano jej syna, bo prosty rachunek, dodanie wieku, gdy kobiety rodziły w Palestynie, z ziemskimi latami Chrystusa, daje sumę bliską pięćdziesięciu lat, a nawet przekracza tę magiczną barierę. Tutaj – na tablicy van der Weydena – matka Jezusa wygląda na kobietę czterdziestoletnią, a specjalny rysunek cieni, niewielkich zmarszczek i barwa skóry, odrealniają ją i przenoszą w obręb gotyckich rzeźb z marmuru lub malowanego drewna.

5deposit

Na tym samym wielkim obrazie mamy też portret jakiejś anonimowej niewiasty (choć może to być jedna ze znanych z imienia towarzyszek Maryi), która pogrąża się w smutku, przynajmniej tak wielkim, jak matka Jezusa. Jej sylwetka jest złamana, a rozpacz promieniuje wyraźnie od głowy do każdej cząstki jej ciała. Ona zdaje się zapadać w bólu, pogrążać w tragicznym rozpamiętywaniu tego, co się stało. Ubrana jak kobiety we Flandrii, z charakterystyczną złotą szpilą nad czołem, przytrzymującą czepiec, przykłada do oczu chustę i lamentuje, lejąc rzęsiste łzy. Jej pochylenie jest charakterystyczne dla przedstawień niewiast na flamandzkich ołtarzach, a rysy twarzy także są europejskie. Widać, że kobieta ta była piękna, bo ślady urody są jeszcze wyraźne – usta zmysłowe, nos delikatny, podbródek subtelnie zarysowany, brwi wypielęgnowane. Właściwie widzimy tylko jej prawą rękę, ramiona i głowę okrytą biała materią, specjalnie upiętą i pofałdowaną. Ale choć zasłania ją św. Jan, łatwo możemy sobie wyobrazić resztę jej sylwetki, jakże rzeźbiarsko wyodrębnionej z mroku, jakże zwiewnie rysującą się w tle innych postaci. Wiemy, że obraz van der Weydena zamówiony został przez gildię kuszników z Leuven (Lowanium), co artysta podkreślił, umieszczając w narożach dzieła specjalne maswerki, w formie stylizowanych kusz. Około 1548 roku obraz zaczyna swoją podróż na południe Europy i najpierw staje się własnością Marii Habsburżanki, a potem trafia w ręce króla Hiszpanii Filipa II. Ten przewozi go do Hiszpanii, umieszcza najpierw w pałacyku myśliwskim, potem w klasztorze San Lorenzo de El Escorial, skąd wreszcie, w 1939 roku przeniesiony zostaje do muzeum Prado. Rozpaczająca kobieta ma zamknięte oczy i tak jak Maryja pogrąża się w ciemnościach, płacze jakby to jej rodzony syn zginął w strasznych torturach. Patrząc na to monumentalne dzieło łatwo możemy sobie wyobrazić szloch, jaki musiał towarzyszyć temu momentowi, głośne łkanie, powodujące pojawianie się tak gęstych łez. Mają one tutaj nienaturalną wielkość i przypominają malarskie przedstawienia kropel krwi, pojawiających się pod koroną cierniową. Niewiasta ma złotą obrączkę na najdłuższym palcu, co może sugerować, że jest mężatką, ale też może to być znak przynależności zakonnicy do Jezusa. Malarze niderlandzcy chętnie korzystali z modelek i możemy przypuszczać, że artysta sportretował tutaj jakąś kobietę, żyjącą w jego czasach.

03beaun1

Jakże różny od przedstawienia Maryi z obrazu pasyjnego jest jej wizerunek z ołtarza, ukazującego Sąd Ostateczny. Został zamówiony przez kanclerza Księstwa Burgundii Nicolasa Rolina dla hospicjum w Beaune we Francji i tam znajduje się do dzisiaj. Otwarty poliptyk liczy dziewięć kwater i zachwyca nasyceniem barw i ich świetlistością, a także późnogotyckim modelunkiem postaci. Matka Jezusa – która jest tutaj kontrapunktem dla wyobrażenia św. Jana – ukazana została w pełni teologicznej chwały. Przeżywszy tragedię zmartwychwstania, radość wniebowstąpienia Syna Bożego i własnego wejścia w sfery niebieskie, zajmuje centralne miejsce, po prawej stronie Chrystusa, uczestniczącego w ważeniu dobrych i złych uczynków. Choć wokół rozgrywa się tragedia grzeszników, spychanych do piekieł, trawionych przez ogień, jej twarz wyraża spokój i pełnię wiedzy o stworzeniu. Ufnie wpatruje się w Chrystusa i uczestniczy w jego królowaniu, wspiera go myślą i modlitwą, a jej oczy wyrażają bezgraniczne oddanie. Jej rysy twarzy bliższe są tym jakie miewają kobiety w Palestynie, choć prosty, kształtny nos i wydatne wargi zbliżają jej fizjonomię do cech charakterystycznych dla Europejek. Jest znacznie młodsza od Maryi ze Zdjęcia z krzyża, cerę ma gładszą i wysubtelnioną, a czarne oczy wyraziście odbijają światło. I tutaj rysunek pęknięć farby spowodował po wiekach, że dzieło stało się rodzajem dokładnego chronometru, ukazującego nieuchronność upływu czasu. Dodatkowo rysy te uprawdopodobniły postacie i przydały im jeszcze większej powagi. Nimb wokół głowy zaznaczony został koliście, ale dodatkowo malarz wprowadził proste linie, symbolizujące promienie biegnące ze środka koła ku wszystkim kierunkom. Chusta na głowie i pod szyją i tutaj została misternie wymodelowana, choć pojawia się pewne odważne novum – widać malutki fragment  piersi Maryi, a właściwie tego miejsca, gdzie kończy się szyja. To powoduje, że niewiasta staje się bardziej ludzka, a jej poza przybiera formułę prawdopodobną, jakby przybyła ona na Sąd Ostateczny wprost od jakichś prostych zajęć. Jej zawierzenie jest totalne, nie znające wahań ani negacji, swoim wzrokiem wyraża wszystko – miłość do syna i nieuchronność jego eschatologicznych decyzji. To jest taka sama poza, jaką znamy ze współczesnych przedstawień wizjonerów maryjnych, którzy wpatrują się w jakiś punkt i rozmawiają z osobą, którą widzą w przestrzeni. Mistyka wpisana tutaj została w napięcie, jakie pojawia się pomiędzy poszczególnymi postaciami, ich wzajemnymi kontrapunktami i tęczą spajającą wszystko, będącą znakiem boskiego przymierza z ludzkością.

Rogier_van_der_Weyden_029

Prawdziwa przepaść rozciąga się pomiędzy przedstawieniem Maryi z Sądu Ostatecznego czy Zdjęcia z krzyża, a portretem młodej kobiety, który dzisiaj podziwiać możemy w berlińskim Staatliche Museen – Gemäldegalerie. Obraz powstał na dębowej desce, najprawdopodobniej około 1445 roku, a malarz wykorzystał do jego stworzenia farby olejne. Wielu interpretatorów skłonnych jest uznać, że mamy do czynienia z portretem Elisabeth Goffaerts, żony artysty, z którą Rogier van der Weyden wziął ślub w 1426 roku. Na pewno było ją stać na tego rodzaju dworskie atrybuty zamożności jak piękna suknia, wykwintny czepiec, złote szpile i takież same ozdoby na palcach. Niewiasta wypływa z mroku i pewnie, rozumiejąco patrzy na malarza i tych, którzy podziwiać będą jej portret w kolejnych stuleciach. Ma piękne oczy i zmysłowe, urodziwe usta i łatwo możemy wyobrazić sobie jakże cudna musiała być jej twarz przyobleczona w burzę puszystych włosów. Tutaj jednak zaprezentowana zgodnie z wymogami późnogotyckiego malarstwa portretowego, w czepcu, staje się ikoną niewinności i czystości, prawdziwej ostoi dobroci i spokoju. Trudno sobie przedstawić ją w gniewie czy depresji, niemożliwe wydaje się pojawienie jakiegoś demonstracyjnego grymasu na jej buzi. Jeśli była żoną malarza, to trudno się dziwić, że otoczony szczęściem rodzinnym, tworzył tak harmonijne i kunsztowne dzieła. Ta kobieta mogła mu dać także zadowolenie erotyczne, bo przecież wyraźnie pod odzieniem rysują się atrybuty niewieściego piękna. Piersi nie są za duże, ale jednak bardzo kształtne, a filigranowa sylwetka sugeruje także kształtną postać – tylko nieziemska uroda mogła spowodować, że artysta tej klasy co van der Weyden, tak dobrze sytuowany i sprawujący tak ważną funkcję, ożenił się z córka szewca. W jej pozie jest coś z przekory, jakby ubrała się w nie swoje szaty, jakby chciała zaraz je zerwać i tańczyć, bawić się, zamiast siedzieć przed artystą i spokojnie mu pozować. To jest młodość przyobleczona za szybko w powagę, to żywiołowość, która nie chce jeszcze wchodzić w alianse ze starością i jej atrybutami, to wreszcie seksualność, która eksploduje pod suknią i domaga się spełnienia. Jakby cierpliwie czekała aż jej mąż skończy kolejną sesję, a potem z uśmiechem powiedziała: No dosyć już tego… czas założyć lekką suknię, zająć się kuchnią, dziećmi, a potem czerpać radość z bliskości mężczyzny. Nie zachowały się żadne przekazy na ten temat i możemy tylko domniemywać, puszczać wodze fantazji, wpatrywać się w tajemniczą postać na obrazie i dopisywać scenariusze do jej życia.

Isabella_of_portugal

O ile opisany wyżej portret zachwyca z powodu urody i delikatności modelki, o tyle kolejny obraz niderlandzkiego mistrza (to niestety tylko wierna kopia, pochodząca z około 1500 roku) rodzi podejrzenie, że ryzykował wiele, ukazując brzydotę Izabeli Aviz, córki króla Portugalii Jana I Dobrego. Choć ubrała się w najdroższe, wzorzyste, bogato haftowane stroje, to wygląda komicznie, żeby nie powiedzieć groteskowo. Ma zbyt pociągłą twarz, łyse czoło, wyraźnie pomarszczoną szyję i worki pod oczami, a do tego jest płaska i zgarbiona. Widać, że chce się zaprezentować jak najlepiej, ale mankamenty jej urody, zamiast zniknąć, zostały uwydatnione, a nawet wzmocnione przez realizm brukselskiego mistrza. Ta księżna Burgundii, która urodziła Filipowi III Dobremu trzech synów, wyraźnie jest już w wieku około pięćdziesięciu lat i tylko ogromną ilością pudru próbuje maskować mankamenty swojej fizjonomii, ubiera się nieskromnie, a kolejne elementy jej stroju, a więc koronkowy welon, suknia i jedwabny, zielony pas, wskazują na brak umiaru i chęć zatrzymania młodości za wszelką cenę. Malarz wykazał tutaj maksimum dobrej woli, a i tak jego dzieło budzi uśmiech, przywołuje przedstawienia teatralne, sceny misteryjne, gdzie tego rodzaju stare matrony bywały wykpiwane w średniowieczu i renesansie. Tylko delikatne palce dłoni mogą budzić zainteresowanie mężczyzny, choć stają się one jakimś dziwnym atrybutem piękna w obliczu natrętnej, krzykliwej brzydoty. Malarz pokazał tutaj swój kunszt, odwzorowując z fotograficzna dokładnością ornamenty na sukni i na koronkowym okryciu głowy, błyski na pasie, ale też pokazał nijakość rysów twarzy, zgasłe oczy i dziwacznie układające się usta. Dość tajemniczy jest napis w górnym lewym rogu dzieła: Per sica Sibylla, co znaczy po łacinie – przez sztylet Sybilli. Jak wiadomo w przepowiedniach tej wizjonerki zakrwawiony sztylet pojawia się jako atrybut Szatana – czyżby świadczyło to o tym, że Izabela Aviz zajmowała się ezoteryką i wielką wagę przywiązywała do pism profetycznych? Czymkolwiek się nie zajmowała, nie należała do istot najpiękniejszych na ziemi, ale miała przynajmniej do tego zdrowe podejście – ileż władczyń kazałoby natychmiast powiesić malarza, który odważyłby się na oddanie modela bez upiększeń? Niektórzy historycy sztuki uważają, że napis w rogu został dodany znacznie później, a obraz, powstały zapewne w warsztacie mistrza Rogiera, podziwiać obecnie możemy w Los Angeles, w Muzeum Jeana Paula Getty’ego. Swoją drogą kopista musiał też być malarzem niezwykle utalentowanym, ale przecież wyżej wskazaliśmy jak wielcy twórcy uczyli się mimetycznego rzemiosła od van der Weydena.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: