PRAGNIENIE CHWILI

Poezja Kaliny Izabeli Zioły jest lekka i nastrojowa, dotykająca zwiewnych przestrzeni i zarazem konkretnie je nazywająca, dopełniająca treścią słowa. To skanowanie0001jest przyglądanie się światu, a zarazem komentowanie jego fenomenów, nieustanna czujność na wszelkie przejawy piękna i pragnienie odzwierciedlania w strofach barw i dźwięków, ciepła i zapachu, lśnienia morza i smaku soli. Jak w kalejdoskopie migają tutaj pierwiastkowe obrazy, w których stale wraca zapatrzenie w ludzką świadomość, czy to będzie półwysep Krym, Turcja, Norwegia, czy to będzie Wenecja, Paryż, Ukraina – wszędzie autorka dostrzeże liryczną aurę, znajdzie miejsca, obrazy i symbole, które kunsztownie oprawi w kształt wiersza. Ale jest jeszcze coś, co te liryki wyróżnia, co powoduje, że są tak ekscytujące, tak przykuwające uwagę czytelnika – to umiejętność tworzenia natychmiastowych syntez, dotykania powierzchni i zarazem głębokiego wnikania w strukturę. Czy to będą muzułmańskie minarety, połyskujące grzbiety delfinów, czy woskowe figury umarłych ludzi, czy wreszcie odwieczne ikony prawosławia, za każdym razem pojawi się w wierszu rozległa głębia ontyczna, która ekspanduje wyobraźnię ku temu co ostateczne i niepowtarzalne, ku samej istocie świadomej egzystencji. Tylko głęboka wiedza o życiu może dać takie efekty, tylko doświadczenie lat i dni skrapla się w takich wciąż pulsujących utworach, tylko pragnienie utrwalenia w słowach niepowtarzalnej chwili może zrodzić taką wielowymiarową poezję. Rację ma Jerzy Grupiński, gdy pisze w Posłowiu: Autorka ufa słowu, sile jego przekazu, wierzy, że głębokie, prawdziwe uczucia przeniosą się do czytelnika – i rację ma też, gdy konstatuje: Tak więc Kalinowe „Kwaśne winogrona” są w istocie słodkie, bo mówią z serca do serca, słowem czułym, wrażliwym. Bo taki jest program i adresat tej poezji. Trudno się dziwić, że ciągle pojawiają się krytycy, którzy widzą w tej liryce to, co jest w niej immanentne i stanowi o jej oryginalności – ciepło i zmysłowość, piękno i pełnię ludzkiego snu o czystości i delikatności prawdziwych uczuć . Wyrazem tych przekonań stała się nagroda Pracy Organicznej im. Marii Konopnickiej, przyznana poetce w 2012 roku za omawiany tutaj tom.

 Ludzie są bytami orbitującymi ku sobie – przyciągającymi się i nieustannie poszukującymi potwierdzenia w innych oczach, że postrzegają one taki sam świat, że są lustrem tych samych barw i świateł. W przypadku poezji tworzonej przez kobiety najczęściej znajdziemy w niej zapisy niepowtarzalnych momentów życia, relacje z tego co zdarzyło się na ulicy, w tłumie i w alkowie, wspomnienia błysku w oku i nagłe trafienia strzałą Amora. Paradoksalnie taka liryka jest najtrudniejsza, bo łatwo można popaść w banał, łatwo można skopiować cudze pomysły, sięgnąć po wielokroć opisywane tematy, ale przecież w tym przypadku mamy do czynienia z niepowtarzalnością, z autentycznymi uczuciami, albo przynajmniej z pragnieniem ich nieustannego doświadczania. Miłość należy do spraw tyleż prostych, co najbardziej skomplikowanych i miewa różne wymiary, od skrajności do skrajności, od przesłodzenia i przesytu do ogromnej, porażającej zmysły tęsknoty. Trudno się dziwić, że poetka umieszczą ją w obrębie przestrzeni kosmicznych: nie wymyśliłam ciebie/ to rój gwiazd spadających/ rysował twoją postać/ na nieba ciemnym tle/ księżyc/ posrebrzył długie włosy. Jeśli miłość ma być gorąca, pełna, spełniona, musi opuszczać ziemskie rewiry i lewitować ku gwiazdom i magnetycznym orbitom dalekich planet, bo tam przecież się zrodziła przed milionami lat, tam – w obłokach przedwiecznej kosmogonii – wybuchła po raz pierwszy jako zapowiedź przyszłych dni, gestów i dotknięć. Takie ujęcia pojawiają się tylko w chwili pierwszej i ostatniej, takie zdarzenia mają miejsce w świecie jaźni rozognionej, bytów płonących i wciąż analizujących to, co było jest i co może się jeszcze zdarzyć. Kosmos jest realnym kontekstem każdego życia, ale najczęściej jest marginalizowany, spychany w obręb legend i baśni, dostrzegany tylko przez chwilę, a potem przyjmowany jako element życiowego chaosu. Tymczasem każde zdarzenie, każda najgorętsza sekunda ma z nim związek i widzą to przede wszystkim istoty, które zostały zranione, które oddały się całe marzeniu, poznały smak porażki, ale też dźwignęły się i zaczęły budowę nowych kształtów od przestrzeni astralnej i lunarnej, od wiary w nową życiową przygodę.

Fascynujące są w tej liryce chwile zatrzymane w kadrze, jakby fotografie uczuć i tych momentów, gdy życie przyspieszyło, a oczarowanie kazało nagle oślepnąć, jak przy zbyt śmiałym spojrzeniu w słońce. Jeśli dotykamy kiedykolwiek prawdziwej egzystencji, to dzieje się tak za sprawą innych ludzi, ich ciepła i bliskości, inaczej pojawia się przepastna pustka i chłód wypełnia wszystko swoją przenikliwością. Dlatego poetka – rozumiejąca i rozważająca to, co się już zdarzyło – szuka spełnienia, wychodzi naprzeciw swoim wyobrażeniem o miłości doskonałej i nie przestaje w nią wierzyć, nie traci nadziei, że pojawi się ona wraz z kolejnym zmierzchem, że zalśni w świetle nowego świtu, nieoczekiwanego spotkania. Jej epikurejska postawa zderza się stale z bólem rozstań i jątrzących się w pamięci wspomnień: jak nagle/ gaśnie płomień/ jak bezszelestnie/ przychodzi noc. Ale przecież nie mogą one znieść przekonania, że pojawi się jasny dzień i inna chwila oddali to, co kiedyś tak zabolało: to przecież proste/ skoczyć w głębinę oczu/ zapomnieć to co było/ zanurzyć w twoich dłoniach/ po raz kolejny uwierzyć/ że może miłość. Charakterystyczne dla tej liryki jest ciągłe falowanie uczuć, nieustające powroty do początku, nagłe zakręty, odwracanie się od zła i wychodzenie ku dobru, delikatności i zwiewności marzenia. Jedni uznają to za zbyt odważne, inni wskażą zagrożenia leksykalne czy synonimiczne, ale przecież twórczość ta ma wiele wymiarów – od lekkości do tonów mrocznych, od wiary w człowieka do poczucia beznadziejnej samotności, od tonów pastelowych morskiej bryzy, po lodowatą czerń kosmicznej nocy. Dopiero lektura takiej poezji pokazuje jak wiele przeżywa kobieta w swoim świecie i ile wydarza się w nim nieustannie, nawet jeśli czasami odczuwa spowolnienie biegu spraw, nawet jeśli uznaje coś za porażkę lub krok w tył. Ale przecież nie ma prostych dróg ku szczęściu, a najczęściej prawdziwie je dostrzegamy dopiero z perspektywy lat, tak znikome, że nie można już go dotknąć, tak pełne treści, że nabierające kształtu idealnej filozofii istnienia. Poetka to rozumie i godzi się na taką bolesną perspektywę, wierząc, że zachowa w wierszach cząstkę swojej wyjątkowości, przeniesie w czasie żar zauroczeń i popiół tego, co nigdy nie wróci. Wychodząc zatem do świata, zwracając się ku ludziom, odnajduje nowe sytuacje sakralne, przyobleka w słowa ich ulotność i zatapia się bez reszty w lirycznym pragnieniu chwili.

________
Kalina Izabela Zioła, Kwaśne winogrona, Radwan Wydawnictwo Literackie i Naukowe, Tolkmicko 2012, s. 66.

3 Komentarze

  1. 2013/03/09 @ 9:19

    Dziękuję, Darku, za piękną i wnikliwą analizę mojej książki.
    Kalina Izabela Zioła

    • lebioda said,

      2013/03/09 @ 9:53

      Cała przyjemność po mojej stronie…

  2. Danuta said,

    2013/03/10 @ 16:10

    Fascynujacy meski odczyt kobiecej liryki. Dawno juz nie czytalam tak dobrej recenzji. No coz, kapitalna poezja lansuje sie sama, prowokuje, zeby o niej cos napisac. Gratuluje obojgu: Autorce i Recenzentowi! Aby wlasciwie odczytac mysl autorki, trzeba miec wlasna glebie empatii. Dariusz Lebioda raz jeszcze udowodnil, ze poezja dla niego to deser powszedni, ale przede wszystkim pokazal, ze zna dusze kobiety, ze potrafi odczytac jej zamysl.
    Pozdrawiam,
    Danuta


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: