SEN XXX

s1

Wczoraj sen długo nie przychodził, a kiedy wreszcie zamknąłem dzień, otworzyła się przede mną przestrzeń, w której pełno było dziwnych stworów. Jakby nie należały do naszego świata i jakby wiedziały wszystko o mnie i o każdej cząstce ziemskiej rzeczywistości. W dali słychać było potężniejące szeptanie i niebo pokryło się szkarłatnymi chmurami. Obce istoty kłębiły się i garnęły się do siebie jak sardynki w wielkiej ławicy, poruszały kolczastymi odnóżami i zerkały na mnie jak na drapieżcę, który może się na nie rzucić. Gdy wpatrywałem się w jednego osobnika, rozpierzchały się nagle i kryły go w gęstwinie dziurawych ciał i czułek. Były jak pulsująca materia, monstrualna meduza, nieustannie zmieniająca swoje kształty i poruszająca się w rytm niewidzialnej siły. Chciałem do nich zagadnąć, ale coś blokowało mój głos, chciałem skinąć dłonią, ale nie mogłem jej unieść, coś lub ktoś zatrzymał mnie w pędzie i mogłem tylko patrzeć na to, co rozgrywało się przede mną. Nagle stwory zaczęły się szarpać i pożerać po kawałku, a jednocześnie w samym centrum pulsującej ławicy rodziły się nowe, bladoróżowe osobniki, które natychmiast przeobrażały się w większe, czarne struktury. Jeden z nich przybliżył się znacznie,  przypłynął falując jak murena, przytknął dziób do mojego czoła i zaczął boleśnie wwiercać się w czaszkę, a potem docierać jeszcze głębiej. Nie mogłem się ruszać, a niewyobrażalny ból paraliżował mnie coraz bardziej, odbierał mi siły i całą cielesność. Nagle poczułem, że cała moja świadomość, wraz z mózgiem i krwią jest wciągana do ciała ogromnego oprawcy. Jeszcze tylko przemknęła mi przez myśl wizja dalekich sadów owocowych, całych w kwiatach, wypełnionych rojowiskiem wilg, krasek i żołn, a potem wszystko zgasło, szepty ucichły i resztki bólu utonęły w smolistym mroku. Nie widziałem już, że ławica rozpadła się natychmiast, a poszczególne twory pomknęły jak kalmary ku niewidzialnym głębinom chaosu. Dopiero blady świt wyrwał mnie z matni tego snu, dopiero rozlewające się światło odsunęło ciemność i lodowaty, fioletowy chłód zmartwiałych chwil.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: