DAWNA KOLEKCJA (2)

skanuj0003

W mojej dawnej kolekcji znaczków pocztowych były dwa niezwykłe okazy z Panamy, przedstawiające dawne żaglowce. Podczas wymian z innymi kolegami, nazywanych „handlowaniem” miały te znaczki ogromną wartość i można za nie było otrzymać inne wspaniałości. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, że prezentowały one statki żaglowe ze znanych obrazów lub malowideł i nie znałem dalszych części tej edycji małego, środkowoamerykańskiego kraju. Liczyło się wrażenie jakie robiły i ich wartość dla poszczególnych właścicieli, wzmacniana często jakąś anegdotą z elementami kłamliwego zachwalania. Dałem za nie mój rower – mówił kolega słynący z barwnych opowieści; ja zhandlowałem je za nowiutką piłkę razem z pompką i rękawicami bramkarskimi – zachwalał towar inny bajerant. Dzisiaj zastanawiam się dlaczego te znaczki miały tak ogromną wartość dla młodych ludzi i kojarzę je z szerszą fascynacją podróżami, dalekimi krainami i obcymi ludami. To są emblematy dali i piękna niewyobrażalnego, to obietnica odkrycia nieznanych lądów, tak jak tego dokonał Krzysztof Kolumb, Ferdynand Magellan i Vasco da Gama. Nie bez znaczenia była tutaj też estetyka tych pięknych przedstawień, która zdecydowanie kłóciła się z zachwalanymi wszędzie radzieckimi czy enerdowskimi projektami. W czasach mojego dzieciństwa kupowało się pakiety znaczków w kioskach i pamiętam do dzisiaj to ogromne podniecenie, gdy rozcinało się delikatnie złożoną na pół tekturkę i wysuwało z niej kolejne wspaniałości. W zestawach tytułowanych „Cały świat”, trafiały się te panamskie cuda, choć nie zdarzało się to często. Ja dostałem taki szczęśliwy pakiet, gdy byłem chory i leżałem w domu z gorączką, ale po znalezieniu tych okazów natychmiast się ożywiłem, poprosiłem o klaser i z rozkoszą układałem nowe znaczki. Długo wpatrywałem się w żaglowce z Panamy, przez lupę analizowałem szczegóły i chwilami zdawało mi się, że jestem na pokładzie któregoś z nich, naciągam żagle albo wypatruję z bocianiego gniazda dalekich wysp. Potem nawet skopiowałem jeden z obrazów, ten z wielorybem na pierwszym planie i chwaliłem się na prawo i lewo moimi zdolnościami w tym zakresie. Dopiero gruby Maras wyhamował ostro moje zapędy, mówiąc, że nic nie dorówna pięknu tych znaczków. Jakaż była moja radość, gdy po latach kupiłem synowi u filatelisty całą serię za psie pieniądze i włączyłem do jego kolekcji. Nie zrobiły na nim specjalnego wrażenia, ale przecież bardzie mnie były potrzebne, niż jemu i często ukradkiem otwierałem jego klasery i kontemplowałem cuda z przeszłości.

Połączone

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: