ELEMENTY (2)

???????????????????????????????

Drewno jest jedną z pierwszych stałych materii, z którą zapoznajemy się w najwcześniejszym dzieciństwie, przede wszystkim odczuwając jego twardość. W dawnych stuleciach jego znaczenie było jeszcze większe, bo wszystkie zabawki wykonywano z lipy lub gruszy, jesionu albo sosny. Teraz tę funkcję przejął plastik i guma, chociaż pamiętam jeszcze moje zabawy klockami drewnianymi, budowanie różnorakich zamków i warowni, strażnic i mostów. Te klocki były najczęściej lakierowane, pokryte wyrazistymi farbami i miło było je dotykać. Moje dzieci bawiły się już klockami Lego i większość innych zabawek też miały z tworzyw sztucznych. W moim dziecinnym kartonie królowały jednak klocki z drewna i doskonale pamiętam ich gładkość, a także ciężar, znacznie większy od późniejszych tworów sztucznych. Teraz nawet dziecinne łóżeczka i kojce produkuje się z tworzyw sztucznych, ale też niektóre niemowlaki wspinają się po raz pierwszy chwytając się szczebelków drewnianych. To jest pierwsze spotkanie z drewnem w świecie ludzkim, ale dopiero później, gdy zacznie się krystalizować świadomość, zaczyna się rozumienie skąd się coś wzięło, dlaczego na gładkich powierzchniach mebli lub krzeseł pojawiają się charakterystyczne słoje. Do siódmego roku życia mieszkałem z rodzicami w takim miejscu, gdzie były jeszcze domy z piecami i miałem wtedy często do czynienia z rąbaniem drewna w szopie, zapewne też wtedy po raz pierwszy poczułem charakterystyczny zapach szczap i zacząłem przyglądać się temu, co jest pod korą. To był też czas pierwszych zabaw z wykorzystaniem jakichś patyków, kijów, listewek i sztachet, wtedy też po raz pierwszy poczułem jak bolesne są wniknięcia drzazg pod skórę dłoni i jak boli mozolne ich wydobywanie igłą lub pincetą. Te początkowe zabawy, to też wspinanie się na drzewa i drewniane płoty, to wskakiwanie na wykonane z tego materiału dachy szop i komórek, to wreszcie uważne przypatrywanie się korze klonów, w rowkach której zobaczyć można było wiele mrówek, drobnych chrząszczy, kowali bezskrzydłych i ciem, spokojnie czekających na zmianę pory dobowej. No i te pierwsze bolesne spotkania z twardością palanta lub imitacji miecza, z nieustępliwością belki, nie zauważonej w porę lub deski wystającej z jakiegoś zakamarka i raniącej bez litości biegającego wszędzie malca.

2d

Niebawem moja rodzina przeprowadziła się na nowe osiedle, gdzie był wielki plac budowy i wszędzie walały się jakieś kantówki, deski gładkie i chropowate, sterty listew i bali. Robotnicy wykonywali szalunki z drewnianych płyt, układali prowizoryczne podłogi kolejnych kondygnacji rusztowań, przybijali grube pale do tworzonych konstrukcji. Widywałem ich jak podążali do piły tarczowej i tam przecinali pieńki lub deski, a potem transportowali je na szczyt wznoszonych bloków. Po przeprowadzce, w jednej z ogromnych przestrzeni piwnicznych, pojawił się stolarz ze swoimi maszynami, który zaczął produkować jakieś elementy ozdobne z drewna. Udawało mi się czasami stanąć w drzwiach lub nawet wejść do przedsionka i obserwować jak na tokarkach i szlifierkach powstają ozdobne nogi do taboretów, elementy płotów i części mebli. To tam poczułem ten wspaniały zapach trocin i startego na miał drewna, którego drobinki fruwały w powietrzu i drażniły błony śluzowe nosa. Ludzie narzekali na hałas, dobiegający ze stolarni, a i zdarzył się wypadek, gdy nieostrożny właściciel odciął sobie palce przy posuwaniu kawałka drewna w kierunku wirującej tarczy. Wkrótce też zamknął interes i w pomieszczeniach powstała pralnia, choć jeszcze dość długo unosił się w powietrzu ów charakterystyczny zapach. Potem wraz z kolegami zakradaliśmy się na budowy i przynosiliśmy na podwórko sterty pięknie wygładzonych listew. Robiliśmy z nich karabiny do zabawy w wojnę, albo miecze imitujące narzędzie ulubionego bohatera filmowego – Zorro, ale często odbierali je nam też dorośli i wykorzystywali do jakichś celów w piwnicach, w domach i na działkach. W tym czasie też było wiele zranień i wniknięć drzazg pod skórę, ale szczytem wszystkiego było uderzenie jednego zawodnika palantem w czoło i krótkotrwała utrata przytomności. Graliśmy wtedy, jak wiele razy wcześniej, w tę grę i nic nie wskazywało na to, że coś się stanie, ale jeden z kolegów tak fatalnie śmignął kijem w powietrzu, że nie trafił w piłkę, tylko prosto w głowę innego chłopaka. Polała się krew i dopiero po kilkunastu minutach uderzony zaczął przychodzić do siebie, by wreszcie podsumować wszystko siarczystym przekleństwem. Mniej więcej w tych czasach – pomiędzy drugą a szóstą klasą podstawówki – zaczęliśmy też wykonywać jakieś przedmioty z drewna, konstruować karmniki dla ptaków, budy dla psów lub zamykane pudełka na narzędzia. Często była to praca domową, bo nauczyciel od tzw. prac ręcznych miewał dużą inwencję i zadawał nam zrobienie czegoś w domu, zastosowanie jakiegoś rozwiązania lub wymyślenie nowej konstrukcji.

3d

Wtedy też wiele razy chodziliśmy do lasu za osiedlem i mieliśmy do czynienia z materią ścinanych drzew, najczęściej sosen i brzóz, choć nie brakowało też wycinek w lasach liściastych lub mieszanych. To wtedy bliżej przyjrzałem się „wnętrzom” ogromnych sosen i dębów, bo po ścięciu odsłaniały się wyraziste słoje, które – jak mówiono – wskazywały ile lat miało dane drzewo. Ileż to razy pochylałem się nad wystającym z ziemi szczątkiem dawnego olbrzyma i uważnie liczyłem kolejne warstwy. Najczęściej nie udawało mi się dobrnąć do końca i myliłem się albo gubiłem ślad zakrzywionych słojów, nieostrożnie raniłem też palce o sterczące ostre wypukłości. Z kolei mniejsze drzewa lub konary układano w sterty i podczas naszych wypraw do lasu stawały się one fortecami, na które wspinaliśmy się i toczyliśmy o nie boje. Najgroźniejsi chuligani blokowi niszczyli czasem te sterty, co bywało powodem zatargów z leśnikami i mocarnymi drwalami. Jeszcze teraz, gdy idę lasem i napotykam równe szeregi ściętych pni, elegancko posegregowanych w kawałki, zatrzymuję się i przyglądam się im, fotografuję je i wdycham aromat z wnętrza drzew. Z tych wypraw do lasu przynosiliśmy też duże fragmenty kory, najczęściej sosnowej, i robiliśmy z niej niewielkie stateczki, żaglówki, a co zdolniejsi wycinali jakieś zwierzęta lub rzeźbili twarze i sylwetki ludzkie. Ja też zamykałem się w piwnicy i przy specjalnym stole rzeźbiłem jakieś dziwne twory, ścierałem pilnikami warstwa po warstwie albo dłutem nadawałem ostateczny kształt moim „dziełom”. Warto też wspomnieć o doświadczeniu związanym ze spalaniem drewna w ogniskach, szczególnie nad jeziorami lub rzekami. Siedziałem kiedyś na Mazurach nad brzegiem jeziora Bełdany, wpatrując się w ogień i ginące w żarze ogromne kloce sosnowe, a nad moją głową rozpościerał się wspaniały widok konstelacji gwiezdnych, niewyobrażalnego wprost rojowiska przedwiecznych świateł i ogników. Zapach płonącego drewna mieszał się z aromatem krzewów, traw i kwiatów, a dym raz po raz osmalał mi twarz i powodował, że przesuwałem się w inne miejsce. Szczapy zmieniały się w węgiel drzewny, ale póki płonęły były czymś niezwykłym, trudnym do opisania i wyobrażenia, czymś, co skwiercząc i generując dym, łączyło się w taki sposób z pierwotną materią kosmiczną.

Piękne zdjęcie: OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fotografia: zdjecia.n3po.com

Może te moje dziecinne i młodzieńcze doświadczenia z drewnem spowodowały, że w wieku dorosłym zawsze otaczałem się meblami sosnowymi, samemu je projektując i zamawiając w specjalistycznych firmach stolarskich. Pomalowane tylko lakierem bezbarwnym, dość długo zachowują rysunek słojów i sęków, choć potem niestety zdecydowanie ciemnieją. Można się jednak nimi cieszyć wiele lat i teraz pisząc o tym też siedzę przy biurku z sosny, a w moim pokoju dookoła stoją meble z wyniosłych drzew. Nigdy się nie zastanawiałem się  gdzie wcześniej wyrosły i przez ile lat potężniały w jakimś lesie, ale koniec końców, tracąc życie w naturze, zyskały walor użyteczności w świecie ludzkim i dumnie dźwigają półki pełne książek. To bycie pomocnym, od pierwszej kołyski i łóżeczka, poprzez stoły, krzesła i szafy, ma swój finał w zakładzie pogrzebowym, gdzie rodziny zmarłych wędrują wybrać jakąś trumnę. Zdawać by się mogło, że ostatnio, w związku z coraz powszechniejszymi kremacjami, zacznie zanikać pogrzebowa utylitarność sosnowej deski, wypierana przez kamień lub tworzywo sztuczne najwymyślniejszych urn. Wykonuje się je z marmuru, granitu lub onyksu, ze specjalnej masy imitującej cenne kamienie, ale nieoczekiwanie sosnowe drewno znalazło nowe zastosowanie eschatologiczne. Oto ciała jednak przygotowuje się do kremacji w trumnach z czystego sosnowego drewna, nie umieszczając na nim żadnych metalowych ozdób, a jedynie – jeśli rodzina sobie tego życzy – krzyż z tegoż samego materiału, co cała trumna. W sensie filozoficznym ma to swoją wymowę, bo ciała kremowane są razem z drewnem, które towarzyszyło ludzkości od początku dziejów i przyczyniło się znacznie do jej rozwoju. Do urny trafiają zatem prochy ludzkie wymieszane z popiołem drzew, które kiedyś także rosły na tej samej planecie i były elementem tej samej egzystencji. Gdy podczas pochówku na cmentarzu pojawia się urna, uroczystość traci swoją grozę, jakby przesuwa się w stronę beznamiętnego pożegnania, ostatniego spotkania, choć nie ma już tych kształtów, które znali zgromadzeni ludzie. Trumna zawsze symbolizowała śmierć, a w kontekstach symbolicznych łączyła się z łodzią odpływającą ku wieczności, ostatnią podziemną przestrzenią, w której zwłoki ulegną rozkładowi. Urna jest bliższa strukturze kamienia, a poprzez swój niewielki rozmiar, wprowadza też do obrzędu pogrzebowego element komizmu. Nie zapomnę pytania małego chłopca na jednym z pogrzebów ogromnego mężczyzny: mamo, a jak wujek tam się zmieścił? Natychmiastowa kosmizacja, błyskawiczny rozpad komórek i cząstek powodują, że z ludzkiego ciała niewiele pozostaje, a zdawać by się mogło, masywna sosnowa trumna niknie w ogniu niczym papier. Tak jak wtedy, na brzegu jeziora, spalanie suchego drewna, kremacja ciała, które kiedyś patrzyło w gwiazdy, dokonuje się w obliczu lodowatego kosmosu.

4d

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: