ZAMBEZI

Wiktoria-Zambezi

Wodospady Wiktorii na Zambezi

Obejrzałem w telewizji, na kanale National Geographic, wspaniały, dwugodzinny film Michaela Schlambergera o jednej z największych rzek afrykańskich – Zambezi. Ma ona źródła na wyżynie Lunda, a potem przepływa przez Zambię, Angolę i Mozambik i uchodzi ogromną deltą do Oceanu Indyjskiego. Ma długość 3540 km, a wielkość jej dorzecza to 1,3 mln kilometrów kwadratowych, do czego walnie przyczyniają się trzy wielkie dopływy: Kafue, Luangwa i Kuando. Przez wieki nieokiełznana, obecnie wykorzystywana jest do produkcji energii elektrycznej dla Południowej Afryki, co umożliwiło wybudowanie sztucznych zbiorników i elektrowni Kariba i Cabora Bassa. W środkowym biegu Zambezi tworzy widowiskowe Wodospady Wiktorii, które uważane są za jeden z siedmiu naturalnych cudów świata. Krajowcy nazywali je Mosi-oa-Tunya, co w języku plemienia Kololo oznacza Mgła, która grzmi. Odkrył je w 1855 roku słynny podróżnik i misjonarz angielski David Livingstone, który miał o nich powiedzieć, że są tak piękne, że muszą przyciągać wzrok aniołów w locie. Woda spada w nich z wysokości stu ośmiu metrów, a szerokość wszystkich odnóg i koryta głównego wynosi 1,7 kilometra. Film, który obejrzałem prezentował przede wszystkim ogromne bogactwo flory i fauny, jakie krzewią się po obu stronach tej przeogromnej rzeki, nawadniającej część Kotliny Kalahari i generującej wielkie lasy namorzynowe przy ujściu do oceanu. Gdy byłem w szkole podstawowej szczególnie interesowałem się geografią Afryki i czytałem wiele książek o eksploracji tego lądu. Podążając wzrokiem od Jeziora Wiktorii, poprzez jeziora wielkiego afrykańskiego rowu tektonicznego, docierałem do Zambezi i śledziłem jej dość skomplikowany bieg. Sporo też godzin spędziłem podczas lektury książek o wyprawie poszukiwawczej Henry’ego Stanleya z 1871 roku i o osiągnięciach Livingstone’a. Przypomniały mi tamte fascynacje, gdy oglądałem kolejne sekwencje wspaniałego austriackiego obrazu, nakręconego z maestrią operatorską i wielkim znawstwem tematyki afrykańskiej. Choć kadry szybko zmieniały się i pojawiały się coraz to inne zwierzęta i ludzie, prawdziwym bohaterem filmu było życie, krzewiące się dzięki rzece. Wraz z nastaniem pory deszczowej, ogromne stada bawołów i gnu, rzadkie antylopy szablorogie i zebry, impale i wiele drapieżników umykają przed zalewami. Zaczynają się wtedy niezwykle spektakularne migracje, które oglądane z okien samolotu lub helikoptera przypominają ruchome ściegi, w jakiś magiczny sposób zszywające przestrzeń. Nawet całe plemiona przenoszą się ku suchym ziemiom, a pośród nurtów królują wtedy hipopotamy, krokodyle i wiele gatunków ryb, spośród których najliczniejsze są gatunki sumowate. Po opadnięciu wód i szybkim osuszeniu ziemi przez słońce trwa krótko okres rozkwitu roślinności, rodzenia się nowych zwierząt, ale szybko nadchodzi pora sucha, która zmusza różne stworzenia do bytowania przy coraz węższej rzece. Ileż dramatów tam się wtedy rozgrywa, ile ginie gazel i antylop, bawołów i zebr. Choć wymordowano tam prawie doszczętnie lwy, liczne są hieny i likaony, które są prawdziwymi mistrzami w przeprowadzaniu zbiorowych polowań. Film ukazał też sporo przybliżeń ptaków, które gromadnie występują przy brzegach Zambezi i są prawdziwą ozdobą tamtejszej fauny – od żołn białoczelnych i purpurowogłowych, poprzez ibisy i pelikany, czaple i warzęchy, bieliki afrykańskie i marabuty, wszędzie mnóstwo ptactwa wodnego, polującego na ryby, gady, płazy i bezkręgowce. Można powiedzieć, że nad Zambezi widuje się zwierzęta w cudownym nadmiarze – to tutaj napotkamy największe, kilkutysięczne skupiska hipopotamów i krokodyli, wspomniane wyżej ogromne stada zwierząt parzystokopytnych, słoni i żyraf oraz nieprzebrane chmury barwnego ptactwa. Woda tej majestatycznej afrykańskiej rzeki, kłębiąca się od ławic ryb, spieniona i burzliwa, płynęła od wieków, znajdując zawsze najlepsza drogę ku celowi, jakim jest wschodnie wybrzeże kontynentu. I będzie tak płynęła przez następne stulecia, a na jej brzegach krzewić się będzie gwałtownie życie, w najprzeróżniejszych skalach i odmianach, barwne i tragiczne, reprodukujące się stale w nowych pokoleniach, niezależne i nieustannie walczące o dalsze trwanie.

Wodospady Wiktorii i bawół afrykański na banknocie Zambii

Wodospady Wiktorii i bawół afrykański na banknocie Zimbabwe

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: