MAURICE ANDRE 1933–2012

andre_2152194b

Z ogromnym, prawie rocznym opóźnieniem dotarła do mnie wiadomość, że zmarł Maurice Andre, mój ulubiony wirtuoz trąbki, specjalizujący się w muzyce barokowej. Towarzyszył mi od wielu lat, szczególnie podczas pracy, gdy pisałem kolejne teksty, gdy komponowałem nowe książki, albo gdy czytałem powieści i opowiadania. Był cząstką mojego świata i wydawało mi się, że nic go z niego nie usunie, nic nie rozdzieli dwóch osób, które nigdy się nie spotkały, a które łączy jakże silna więź. I poniekąd tak jest, bo muzyka pozostała i będzie ze mną do końca, ale człowieka już nie ma. Dźwięki trąbki są teraz echem wspaniałego życia i wielkości niezwykłej. Oto – dzięki Internetowi – uczestniczę w smutnych i wzniosłych uroczystościach pogrzebowych, w niewielkiej miejscowości Saint-André-Capcèze, na południu Francji, gdzie ostatecznie go pochowano. Trumnę wnoszą do środka światyni i stawiają przed ołtarzem, a potem ktoś wymienia zasługi tego, który dla trąbki w muzyce poważnej był tym, kim Armstrong, dla tego instrumentu, w świecie jazzu. Studiował w paryskim konserwatorium, a potem w latach 1953-1960, występował jako solista orkiestry Association des Concerts Lamoureux. W czasie pracy pedagogicznej w konserwatorium paryskim (był profesorem w latach 1967-1973) poszerzył zakres kształcenia o grę na trąbce barokowej. W ciągu około pół wieku kariery zawodowej, dzięki wielkiej wszechstronności i talentowi, zyskał międzynarodowe uznanie i podziw – grał na różnych odmianach trąbki, wprowadzał do repertuaru transkrypcje utworów fletowych, obojowych, skrzypcowych oraz arii operowych, wykonywał utwory zarówno dawne (szczególnie barokowe), jak i współczesne. Nagrał wiele płyt, spośród których sporo mam w mojej domowej kolekcji. Szczególnie lubię jego wykonania Telemanna z Herbertem von Karajanem, ale też i monumentalne koncerty Haydna na trąbkę i lżejsze kompozycje Vivaldiego. Z jego oblicza biła pokora i dobroć, do czego przyczyniły się lata młodzieńcze, kiedy to pracował jako górnik pod ziemią. Gdy po latach grał w tej samej kopalni dla braci górniczej Marsyliankę, łzy ciekły mu z oczu i płynęły strumykami po policzkach. Jako pedagog wykształcił szereg cenionych muzyków, a karierę trębacza wybrali m.in. jego syn Lionel i wnuk Nicolas, a także młodszy brat Raymond André, profesor konserwatorium w Poitiers i Nimes. Oto widzę jak wyprowadzają jego trumnę, a kilkudziesięciu trębaczy gra Marsz Tryumfalny z Aidy Verdiego. Ludzie klaszczą jak po koncercie, podchodzą do grupy i dotykają trumny, jakby niesiono w niej świętego – zaiste takie życia mają wymiar sakralny i są zaprzeczeniem ludzkiej nienawiści, kłamstwa i zbrodni i dają wiarę, że można dobrze przeżyć swój czas. Żegnaj przyjacielu, odszedłeś spośród ludzi i ziemskich kształtów, ale twoja muzyka będzie brzmieć po kres czasu, a twoja trąbka obwieszczać będzie nowym pokoleniom nadejście nowego dnia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: