ŚWIAT STAROŻYTNY (XIX)

Marcus_Aurelius_Glyptothek_Munich

Marcus Annius Catilius

Czytam Rozmyślania Marka Aureliusza, cesarza rzymskiego, ojca trzynaściorga dzieci, filozofa i pisarza, prowadzącego nieustanne wojny z plemionami germańskimi i Partami z wielkiego państwa w Azji (dzisiejszy Irak, Iran, część Syrii i Afganistanu). Dowodząc wojskami, przebywał wiele dni w obozach i na przygodnych postojach, gdzie łatwo można było zarazić się różnymi chorobami. Tak też się stało i w 180 roku, podczas konfliktu z Markomanami, zmarł na dżumę w Vindobonie, czyli dzisiejszym Wiedniu. Był stoikiem, ale wierząc w swoje boskie posłannictwo i służbę dla dobra kraju – głęboko przekonany, że dobrze czyni – prześladował chrześcijan, mordując ich z całą bezwzględnością. Jego myśl zaczęła wywierać wpływ na potomnych dopiero pod koniec szesnastego wieku, a dopiero w stuleciach następnych uznano go za jednego z największych filozofów rzymskich. Czytelników uwiodła jego pokora i jasność wykładu, a nade wszystko mądrość i zrozumienie spraw ziemskich. Dzisiaj jego słowa brzmią równie donośnie jak przed wiekami i skłaniają do przemyśleń. Oto w Księdze drugiej czytamy: Jak wszystko znika szybko: w świecie sami ludzie, w czasie i wspomnienie o nich! Takie są wszystkie rzeczy pod zmysły podpadające, a przede wszystkim to, co wabi przyjemnością lub przejmuje obawą bólu lub co z powodu pozornej swej wielkości jest na ustach wszystkich. Jak to jest drobne i mało ważne, i nędzne, i znikome, i trupie, to ma pojąć nasza władza myślenia. Czymże są ci, których zdania i mowy rozdają sławę…, czym jest śmierć? Gdy się kto jej samej przyjrzy i przez rozbiór jej wyobrażenia oddzieli to, co z nią łączy wyobraźnia, to za nic innego się jej nie będzie uważało, jak za dzieło natury. Kto zaś boi się dzieła natury, jest dzieckiem. A śmierć nie tylko jest dziełem natury, ale i dziełem dla niej pożytecznym. (Ks. II, 12, wszystkie cytowane tutaj fragmenty w przekładzie Mariana Reitera) Przemijalność rzeczy tego świata, nieustanne znikanie kształtów i całych systemów, zgony ludzi i zwierząt, triumfalny pochód śmierci, która tutaj uznana została za immanentny element natury. To ona w swej mądrości powołuje do istnienia nowe byty, pozwala rozwijać się organizmom ludzkim i zwierzęcym, daje impuls roślinom, by budowały swoją strukturę. Ale przecież wszystko chce żyć, drzewa przeciwstawiają się wichrom i huraganom, kwiaty łagodnie pochylają się przy podmuchach i wracają do punktu wyjścia, wszystko opiera się rozkładowi, wszystko tętni energią i szuka takich zaczepień, które pozwolą długo  i s t n i e ć. Na tym polega właśnie genialność myśli Marka Aureliusza, że poprzez wskazanie negatywów, kieruje on refleksję czytelnika ku pozytywom, mówiąc o śmierci użytecznej w naturze, generuje pierwiastkową myśl o tym, że życie jest procesem, oporem i chwilą pomiędzy narodzinami a ostatnim tchnieniem.

Pomnik konny cesarza Marka Aureliusza

Pomnik konny cesarza Marka Aureliusza

Musimy nieustannie przeciwstawiać się destrukcji, musimy walczyć o samych siebie i mieć świadomość finalnych celów. A mogą w tym pomóc takie napomknienia rzymskiego stoika: Podobny bądź do skały o którą się ciągle fale rozbijają. A ona stoi, a koło niej usypiają bałwany wody, „O ja nieszczęśliwy, że chociaż mnie to spotkało, żyję bez smutku, nie gnębi mnie teraźniejszość ani nie boję się przyszłości”. To bowiem każdemu przydarzyć się mogło, a nie każdy potrafiłby żyć z tym bez smutku. Dlaczegóż więc owo jest bardziej nieszczęściem, jak to szczęściem? Czyż w ogóle nazwiesz to nieszczęściem człowieka, co nie jest odstąpieniem od natury człowieka? Czy odstąpieniem od natury ludzkiej zdaje ci się być to, co nie jest niezgodne z wolą jego natury? Jakżesz więc? Wolę znasz. Czyż więc to, co ci się zdarzyło, wzbrania ci być sprawiedliwym, wielkodusznym, roztropnym, rozumnym, ostrożnym, szczerym, obyczajnym, wolnym i inne mieć cechy, przy których natura ludzka swą właściwość zachowuje? Pamiętaj zresztą przy każdym zdarzeniu, które cię do smutku przywodzi, o zasadzie: To nie jest nieszczęściem, owszem, szczęściem jest znosić to wzniośle. (Ks. IV, 49) Oto prawdziwa esencja myśli tego filozofa, odwracająca elementarny porządek rzeczy i nakazująca być twardym w obliczu dramatów życiowych. Nie one są istotą zdarzeń, tylko postawa człowieka wobec nich, nie one mają znaczenie, tylko ludzka umiejętność godnego ich przeżywania. Nikogo nie omijają klęski, a po dniach rozkwitu, przychodzi schyłek i upadek, nikt nie został powołany na świat, by tylko rozkoszować się jego pięknem. Będąc cieleśni, z natury rzeczy jesteśmy ułomni, smrodliwi, zaprogramowani na nieustanne odnawianie komórek i konstrukcji całego ciała. Musimy się myć, czyścić zęby, ale nasze myśli mogą wznieść się ponad organiczność naszych bytów i widzieć wszystko w wielkiej naturalnej rozległości, pośród miliardów innych, przemijających tworów, w ciągu zdarzeń mających jakiś głębszy sens. Nawet najszczęśliwszy człowiek może nagle poczuć przejmujący ból w ciele, nawet największy siłacz może upaść w jednej chwili, powalony przez chorobę, krwotok albo wynikającą z infekcji słabość. Ale wtedy powinniśmy być jak skała, jeśli nie cielesna, to duchowa, jeśli nie życiowa, to filozoficzna, pozostająca jako wspomnienie niezwykłej mądrości i samoświadomości.

Złota moneta z wizerunkiem Marka Aureliusza

Złota moneta z wizerunkiem Marka Aureliusza

Rozpad jest częścią istnienia, tak jak śmierć jest elementem życia, pointą, która wieńczy wszystko i powoduje, że coś, co zostało zainicjowane, znalazło też swój finał. To jest formuła obowiązująca w całym wszechświecie i człowiek żyje w nim na zasadzie ułudy – widzi gwiazdy, które dawno przestały istnieć, a tylko ich światło jeszcze mknie w przestrzeni, zdaje mu się, że może uchwycić teraźniejszość, a istnieje tylko w przeszłości i w marzeniu o przyszłości. Marek Aureliusz przypomina: Wnet będziesz pyłem lub szkieletem, tylko imieniem, a nawet już i imienia nie będzie. A cóż zresztą jest imię – dźwięk i echo tylko. A to, co się w życiu szacunkiem otacza wielkim, marne i zgniłe, i drobne, podobne do psiaków gryzących się ze sobą lub do dzieci sprzeczających się, skłonnych do śmiechu, a nawet potem do płaczu. (Ks. V, 33) Jakże charakterystyczne dla tego filozofa są te porównania, a zarazem jakże bolesne w perspektywie ludzkiej zarozumiałości i przekonania o wielkości. Pamiętajmy, że wypowiada je cesarz, który jest na samym szczycie drabiny społecznej i mógłby cieszyć się z bogactw i wszelkich możliwych przyjemności. Tymczasem człowiek ten wskazuje na ziemską marność i nieświadomie podążą w tym samym kierunku co starotestamentowy Kohelet: Vanitas vanitatum et omnia vanitas – Marność nad marnościami i wszystko marność (Koh 1,2). Ludzie widzą się w glorii tronów i pałaców, przedstawiani w marmurze i mosiądzu, wieńczeni boskim nimbem, a dla autora Rozmyślań są jak bezrozumne, młode szczenięta, bawiące się ze sobą, hulające nawet w obliczu niebezpieczeństw. Albo jak dzieci wchodzące na kruchy lód i uśmiechające się do siebie, będące ledwie sekundy od katastrofy i wpadnięcia w lodowatą toń – jak dzieci przekomarzające się ze sobą, raz to śmiejące się, raz płaczące, nie rozumiejące niczego, co się wokół nich dzieje. Uświadomienie sobie, że synonimem ludzkiego życia jest vanitas, to warunek wstępny szczęścia chwilowego, a więc takiego, które widzi swoją wyjątkowość i stara się wydobyć z niego jak najwięcej treści. Cóż cię więc jeszcze – pyta filozof – tu wstrzymuje jeżeli to, coś postrzegalne, jest zmienne i nietrwałe, a zmysły ciemne i złudne? Jeżeli nawet sama duszyczka – to opar krwi? Jeżeli sława wśród takich ludzi – to marność? (Ks. V, 33) Widząc tyle zbrodni i mordów, odbierając życie wrogom, skazując na śmierć chrześcijan, cesarz ten lekceważy też swoją wielkość i ustawia się w jednym szeregu z tymi, których od dawna już nie ma. Wątpi w prawdziwość doznań zmysłowych, w sławę i nieśmiertelność duszy, a wszystko ustawia w perspektywie vanitas, wszystko ukazuje jako względne i potrzebujące ludzkiego wysiłku, by ogień życia palił się jakiś czas, a potem w naturalny sposób zgasł.

Pieter Claesz, Vanitas

Pieter Claesz, Vanitas

Tylko myślenie, tylko filozofowanie da człowiekowi satysfakcję, tylko działanie i nie oglądanie się za siebie, pozwoli dojść do etapowych celów. Egzystencja ludzka zamyka się w kilku, kilkunastu, albo kilkudziesięciu obiegach planety wokół słońca, nazywanych latami, a potem pamięć po niej może przetrwać tak długo jak farba na nagrobku oprze się ekstremalnym warunkom atmosferycznym. Czasem pomnik zniszczą wrogowie, innym razem skradną go kamieniarze i przerobią na inny, z nowym imieniem i nazwiskiem, albo wyrodna córka pochowa w grobie ojca swojego kochanka i skaże rodzica na wieczne zapomnienie. To jest okrucieństwo ludzkie, które Marek Aureliusz wpisuje w kosmiczną zasadę entropii, powolnego rozmywania się materii i energii pośród lodowatej pustki: Wszechświata przyczyna – to potok rwący; wszystko unosi. Jak marne są te istotki ludzkie, te, które zajmują się sprawami społecznymi i – jak sądzą – postępują filozoficznie! Jak bez znaczenia! A więc, człowiecze: czyń to, czego w tej chwili wymaga natura. Gdy ci to dane, dąż naprzód, a nie oglądaj się na to, czy ktoś o tym będzie wiedział. Nie spodziewaj się nadejścia Rzeczypospolitej Platońskiej. Lecz bądź zadowolony, jeżeli choć krok robisz najmniejszy. I tego bądź przekonania, że w tym wypadku nic nie jest małe. Któż może zmienić zasady ludzkie? A bez zmian zasad czegóż innego można się spodziewać, jak nie służalczej niewoli ludzi, którzy jęczą, a z pozoru cię słuchają? (Ks. IX, 29) Głęboka mądrość, jaka pojawia się w Rozmyślaniach, ma swoje źródło w filozofii greckiej, ale też jest samoistna, wynikająca z doświadczeń autora, jego pozycji w społeczeństwie rzymskim i określonej hierarchii wartości. Sam czując się małym „człowieczkiem”, choć może na chwilę wyniesionym na sam szczyt, filozof przygotowuje się do wielkiej kosmicznej podróży w nieistnienie, biegu ku zatarciu śladów po nim, ale przecież – paradoksalnie – w słowach i refleksjach, w czystej filozofii i stoicyzmie, buduje sobie pomnik najtrwalszy, który przetrwa tysiąclecia. Zdumiewające są tutaj potwierdzenia współczesnej nauki, w obrębie których mieści się funkcjonalnie ów potok rwący i nasza znikomość. Galaktyki stale od siebie uciekają, a czas jest ruchem, nieustannym podążaniem do jakiegoś celu finalnego, do jakiegoś, z góry założonego, zwieńczenia i zarazem rozsypania się w proch. Dobry dzień dzisiaj mi się przydarzył – zgodnie z tym co mówi Marek Aureliusz – spędziłem go w orbicie jego myśli, wiele przemyślałem, choć vanitas cały czas wdzierała się mojego świata. Z jej perspektywy nie miałem już mózgu i serca, a tylko zimna, lodowata czaszka świeciła pośród mroku i rozsypane kości leżały w bezładzie przy niej. Vanitas vanitatum et omnia vanitas…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: